Marzeniem Marka Papszuna było to, by zostać w przyszłości trenerem Legii Warszawa. 51-latek osiągnął swój wymarzony cel, obejmując stołeczny klub w grudniu 2025 roku, podczas przerwy zimowej. Z pewnością wolałby tego dokonać w zupełnie innej sytuacji, wszak wymarzonym scenariuszem nie można nazwać przedostatniej pozycji w tabeli ligowych rozgrywek.
REKLAMA
Zobacz wideo Tak Maryna Gąsienica-Daniel trenuje przed IO! "Niektórzy skakali na skoczni"
Przyśpiewka kiboli z groźbami
Ratowanie klubu przed spadkiem z PKO BP Ekstraklasy do Betclic 1. Ligi po pierwszych trzech meczach nie idzie najlepiej nowemu szkoleniowcowi. Legioniści zdołali w nich ugrać zaledwie dwa punkty i przez cały czas zajmują miejsce w strefie spadkowej, Brak widocznej poprawy rozwścieczył po raz kolejny kibiców Legii, którzy pojawili się na dwóch ostatnich meczach wyjazdowych swojej drużyny. Piątkowy remis 1:1 z GKS-em Katowice zakończyły kolejne groźby kiboli pod adresem zawodników. "A jak spadniemy, to wszystkich was zaj***emy!" - krzyczeli przyjezdni z trybun tuż po końcowym gwizdku.
Do wspomnianej przyśpiewki odniósł się bezpośrednio po meczu Bartosz Kapustka, o czym pisaliśmy na łamach "Sport.pl": Kolejny skandal z kibolami Legii. Kapustka nie wytrzymał.
Według najnowszych doniesień "Faktu", część z piłkarzy bardzo poważnie wzięła sobie do serca groźby grupy kiboli. Do tego stopnia, iż nie chcą, by fani podążali za nimi na mecze wyjazdowe. Przed kilkoma laty, gdy warszawski klub także znajdował się w kryzysie, po porażce z Wisłą w Płocku do autokaru z piłkarzami wtargnęło kilku kiboli, którzy ranili m.in. Luquinhasa oraz Mahira Emreli'ego.
Sensacyjne doniesienia
- W obecnych okolicznościach niektórzy zawodnicy przyznają, iż woleliby, aby kibice nie towarzyszyli drużynie podczas meczów wyjazdowych. Według piłkarzy, czasowy bojkot ze strony fanów byłby dla nich najlepszym rozwiązaniem. Wielu odetchnęłoby wówczas z ulgą… Pozwoliłoby to zespołowi skupić się wyłącznie na sprawach sportowych i walce o utrzymanie w lidze, bez ciągłego napięcia i strachu o własne bezpieczeństwo - informuje "Fakt".
Taki sposób "motywowania" piłkarzy budzi więcej strachu, aniżeli przynosi pożytku. Jeden z zawodników, który wolał pozostać anonimowy wyznał portalowi "Fakt", iż jest obawa, iż kibole mogą przekroczyć kolejne granice. - Drużyna czuje się zaszczuta postawą własnych fanów. Atmosfera strachu towarzyszy piłkarzom również poza stadionem. Przyznają, iż nie wiedzą, czego mogą się spodziewać po tak ostrych i bezpośrednich groźbach - czytamy. - Tak naprawdę spodziewamy się wszystkiego. Jest obawa, iż ktoś może przekroczyć kolejną granicę - powiedział anonimowy piłkarz Legii.
Niewątpliwie takie próby zmotywowania swoich ulubieńców mogą kończyć się zupełnie odwrotnie, aniżeli ma to na celu. Najbliższa okazja do wydobycia się ze strefy spadkowej dla Legii w sobotę 21 lutego. Przy Łazienkowskiej gościć będzie Wisła Płock, która przerwę zimową spędziła na fotelu lidera ekstraklasy.

2 godzin temu















