Media: Jest decyzja ws. wyścigów Formuły 1 na Bliskim Wschodzie

6 godzin temu
Kierowcy Formuły 1 wracają do rywalizacji. Już w najbliższy weekend odbędzie się Grand Prix Australii, ale włodarze z niepokojem spoglądają w dalszą część sezonu 2026. Konflikt na Bliskim Wschodzie sprawił bowiem, iż zagrożone są kwietniowe wyścigi w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej. FIA miała już choćby uprzedzić zespoły o możliwym odwołaniu zawodów.
Działania wojenne USA i Izraela wobec Iranu sparaliżowały Bliski Wschód, a cały świat spogląda z niepokojem na to, co dzieje się w tym rejonie globu od soboty 28 lutego. W licznych bombardowaniach zginął m.in. najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei.

REKLAMA







Zobacz wideo Lando Norris: Najsłabszy mistrz F1 w XXI wieku



Co z wyścigami Formuły 1 na Bliskim Wschodzie? FIA poinformowało zespoły
Sytuacja polityczna sprawiła, iż pod znakiem zapytania stanęły wydarzenia sportowe, jak piłkarska Finalissima czy wyścigi Formuły 1. Rozpoczynająca sezon 2026 królowa motorsportu ma gościć w Bahrajnie oraz Arabii Saudyjskiej kolejno 12 i 19 kwietnia, ale na ten moment wszystko wskazuje na to, iż oba Grand Prix zostaną odwołane.
Jak podają portale "The Race" oraz "Motorsport.com", oficjalna decyzja jeszcze nie zapadła, ale FIA miała poinformować już wszystkie 11 zespołów o tym, iż kierowcy nie pojadą na Bliskim Wschodzie. Wcześniej postanowiono przełożyć wyścig długodystansowych mistrzostw świata WEC w Katarze, który miał odbyć się 28 marca.


Europa wyciąga dłoń. Jasna odpowiedź
Problem w tym, iż GP Bahrajnu i GP Arabii Saudyjskiej nie mogą zostać przesunięte na dalszą część sezonu - wszystko ze względu na napięty terminarz oraz umowy sponsorskie. Wykluczona jest również organizacja dwóch z rzędu weekendów wyścigowych w Japonii - m.in. ze względu na przypadające na początku kwietnia święta wielkanocne.
Mało prawdopodobne wydaje się również, żeby F1 przeniosła kwietniową rywalizację do Europy, choć chęć organizacji wyścigów wyraziły włoska Imola, turecki Istanbul Park, francuskie Paul Ricard oraz portugalskie Portimao.



Każdy z tych torów jest gotowy ratować potencjalną dziurę w kalendarzu, która w przypadku rezygnacji ze ścigania na Bliskim Wschodzie będzie rozlegać się od 29 marca do 3 maja. Z tym, iż chciałyby to zrobić niemalże za darmo - podobnie jak w czasach pandemii. F1 na taki układ nie pójdzie, gdyż choćby w przypadku odwołania GP Bahrajnu i GP Arabii Saudyjskiej otrzyma pełną pulę środków od sponsorów i nadawców telewizyjnych.


Straty będą spore. Nie wszyscy się nimi przejmują
Mimo to, straty zapowiadają się na spore. Jak zauważa Łukasz Kuczera z portalu "WP SportoweFakty", Bahrajn za miejsce w kalendarzu F1 płaci rocznie około 45 milionów dolarów, a Arabia Saudyjska o 10 milionów dolarów więcej. jeżeli oba weekendy wyścigowe się nie odbędą, do drużyn trafią mniejsze pieniądze.
- Wszystko zależy od tego, czy te wyścigi zostaną zastąpione, czy odwołane i jakie decyzje ekonomiczne zapadną w tym temacie. Jednak biorąc pod uwagę to, co się dzieje, nie przejmujemy się tym, bo nie będzie to miało znaczącego wpływu na nasze wyniki finansowe - mówił na łamach "The Race" dyrektor generalny McLarena Zak Brown.
W sobotni poranek szef F1 Stefano Domenicali ma spotkać się z przedstawicielami wszystkich ekip i przedyskutować sytuację. Ostateczna decyzja jednak podjęta zostanie w okolicach GP Japonii (29 marca). jeżeli w Iranie nie zostanie zawieszona broń, zawody zostaną odwołane i w kwietniu nie odbędzie się żaden wyścig królowej sportów motorowych.



Zobacz też: Hamilton zapowiada walkę o tytuł F1. To byłby samodzielny rekord
Idź do oryginalnego materiału