Mecz się nie zaczął, a Grbić był pod ścianą. choćby Polacy tak go nie rozzłościli

13 godzin temu
W pierwsze kłopoty Polacy wpadli jeszcze przed meczem Ligi Narodów z Turkami, a kibice na trybunach dowiedzieli się o tym podczas rozgrzewki. To dlatego też Nikola Grbić w wygranym 3:2 spotkaniu był pod ścianą i stale podbiegał do jednego z siatkarzy. A dwie reakcje trenera były potwierdzeniem ważnych sygnałów ze strony dwóch innych graczy.
Artur Szalpuk leżał w trzecim secie na parkiecie zaciskając pięści, a Nikola Grbić szalał przy linii bocznej. Ale tym razem z radości. Wtedy już bowiem polscy siatkarze zaczęli wracać na adekwatne tory po początkowych ciężarach. Nie była to prosta droga, ale i tak żaden z Biało-Czerwonych tym razem nie zdenerwował szkoleniowca tak, jak sędziowie. I nie tylko jego.


REKLAMA


Zobacz wideo Mateusz Bieniek po finale Ligi Mistrzów w Turynie: Byli lepszą drużyną


Polak błysnął i nabawił się urazu. Grbić co chwilę był przy jednym zawodniku
Choć Polacy męczyli się mocno w środowym pojedynku z Belgami (wygranym 3:2), to było wąskie grono, które zebrało same pochwały za ten występ. Był w nim przede wszystkim Jan Firlej. I dlatego właśnie, gdy okazało się, iż rozgrywający PGE Projektu Warszawa ogląda w czwartek rozgrzewkę przed meczem z Turkami z perspektywy ławki rezerwowych w bluzie, to jasne było, iż coś jest nie tak. Okazało się potem, iż ma kłopoty z łydką. Warto przy tym też pamiętać, iż dołączył do kadry po długim i wyczerpującym sezonie klubowym niemal z marszu. I w drużynie narodowej też grał ostatnio sporo.
Dotychczas Firlej był w kadrze co najwyżej rezerwowym. W środę też zaczął w tej roli, ale wobec trudności Marcina Komendy, dla którego był to pierwszy mecz w okresie reprezentacyjnym, wszedł już w drugiej partii i nie zawodził do samego końca. Dzień później był zaś jedynie obserwatorem. Po pierwszym, przegranym przez Polaków secie, siedzieli razem z Komendą na ławce i widać było, iż "nieobecny" dzielił się wskazówkami z kapitanem Bogdanki LUK Lublin. Ale przede wszystkim koło Komendy bardzo często tego wieczora pojawiał się Grbić, który instruował niemającego zmiennika rozgrywającego. Nieraz emocjonalnie. Ale Komendzie trzeba oddać, iż w ważnych momentach dokładał cenne bloki. W tym w tie-breaku, dając swojej ekipie prowadzenie 5:4.
W teorii reprezentacja Turcji od lat nie stanowi zbytnio zagrożenia dla Polaków. Dość powiedzieć, iż Biało-Czerwoni poprzednio stracili z nią seta 11 lat temu. Ale tym razem Adis Lagumdzija (zdobył aż 31 pkt) i spółka okazali się trudniejszą przeszkodą. Być może pomógł im fakt, iż w środę wczesnym popołudniem błyskawicznie uporali się z Chińczykami 3:0, a Polacy wieczorem stoczyli pięciosetową batalię.


Zespół Slobodana Kovaca nie miał w czwartek aż takich problemów ze skończeniem akcji, jakie nękały znów czasem gospodarzy. W środę w pierwszym secie ta bolączka mocno kłuła w oczy. Przy aż 95 procentach pozytywnego przyjęcia Polacy mieli wtedy jedynie 42 proc. skuteczności ataku. W czwartek zaczęli dużo gorzej pod względem odbioru zagrywki, bo pozytywnie robili to jedynie w 36 procentach i mieli 47 procent skuteczności w ofensywie. Tym, co się wówczas nie zmieniło, była niemożność Polaków do wykorzystania wielu błędów rywali (dziewięć w secie otwarcia). Problem ten wrócił jeszcze na dużą skalę w czwartej odsłonie.


W spotkaniu z Belgami Biało-Czerwoni mieli spore kłopoty ze zdobywaniem punktów na prawym skrzydle. Tym razem Bartłomiej Bołądź grał jeszcze stabilniej. Dobre występy zanotowali też środkowi Bartłomiej Lemański, który zmazał plamę po środowej gorszej dyspozycji i Jakub Nowak, który turniejem w Gliwicach zainaugurował sezon kadrowy po przewlekłych kłopotach zdrowotnych utrudniających mu mocno grę w klubie. Ale graczami, których ważne punkty wyjątkowo cieszyły tego wieczora, byli Aleksander Śliwka i Szalpuk.
Szalpuk i Śliwka punktowali, wymowna reakcja Grbicia. Piątkowe przemeblowania
Ten ostatni w poprzednim sezonie był tym, na którego doświadczenie szkoleniowiec mógł liczyć od początku meczów o stawkę, gdy w składzie było wielu "świeżaków". Przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów spisywał się na tyle dobrze, iż pojechał na najważniejsze turnieje sezonu – finały LN i mistrzostwa świata. Pomógł mu w tym też wielki pech Śliwki, który wypadł w połowie lipca z powodu poważnej kontuzji stopy.
Śliwka, czyli jeden z najbardziej zaufanych zawodników Grbicia, od kilku lat już mierzy się z urazami i ma problem, by wrócić do formy, którą imponował w 2023 roku. Trener stale w niego wierzy i cierpliwie na niego stawia, chcąc go odbudować, za co zdarzało mu się ściągać już na siebie krytykę. Nowy kapitan Biało-Czerwonych nie zaczął dobrze tegorocznych występów w LN, ale w Gliwicach pokazał już, iż pojawiło się mocne światełko w tunelu. Czego nie omieszkał już odnotować z satysfakcją po środowym spotkaniu szkoleniowiec w rozmowie z dziennikarzami.


W czwartek Śliwka dołożył 20 punktów i kolejne powody do euforii sobie, Grbiciowi i kibicom. Nieraz punktował, obijając w swoim stylu ręce rywali. Dwukrotnie po takich akcjach w ważnych momentach szkoleniowiec zaciskał mocno pięści i krzyczał z radości.


Podobnie reagował po ważnych punktach zdobywanych przez Szalpuka, który też był bardzo mocnym punktem polskiej ekipy tego wieczora. W środę w tie-breaku zabrakło mu nieco paliwa, ale w pojedynku z Turkami wytrzymał do końca.
I choć momentami Polacy znów irytowali Grbicia swoją niemocą, to nie aż tak, jak robili to sędziowie. Ci swoimi decyzjami nieraz irytowali też Turków i kibiców, od których w tie-breaku dostali potężną dawkę gwizdów.
Piątek będzie dla Polaków dniem przerwy w rywalizacji w Gliwicach oraz – zgodnie z planem Grbicia – okazją na dokonanie częściowych zmian w składzie. Przed weekendowymi meczami mają dołączyć do drużyny trenujący wcześniej wciąż w Spale m.in. Wilfredo Leon i Jakub Popiwczak. Szkoleniowiec ma jeszcze zdecydować, czy zjawi się również Kewin Sasak, który musi wrócić do formy po kłopotach zdrowotnych. W sobotę Biało-Czerwoni zmierzą się z Niemcami, a w niedzielę z Argentyńczykami.
Idź do oryginalnego materiału