Mecz ostatniej szansy Rakowa? Bez przesady

2 godzin temu

Znak zapytania na końcu tytułu pełni rolę pewnego listka figowego, bo w lidze różnice punktowe są takie, iż żadnego scenariusza – na czele z tytułem wędrującym do Częstochowian – wykluczyć nie można. Raków Łukasza Tomczyka daleki jest jednak od zachwycania, wyniki dalekie są od wymarzonego pod Jasną Górą stanu rzeczy. Zwycięstw jak na lekarstwo, średnia punktowa kiepska, wszelkie modele mistrzowskie nie wróżą już Medalikom sukcesu. Ale pozostało ten Puchar Polski, szansa na trofeum i mocny akcent na finiszu sezonu – zdaniem wielu bardzo potrzebny temu zespołowi. Ale… czy aby na pewno to ratowanie sezonu?

Dwanaście meczów pod wodzą nowego trenera. Trzy zwycięstwa, adekwatnie to dwa, bo jedno dopiero po dogrywce z trzecioligową Avią Świdnik. Nie jest to raczej wymarzony start, rzeczywistości nie pudruje też sam Łukasz Tomczyk, który ma pełną świadomość tego, iż przy sporym potencjale i na bazie bardzo mocnej końcówki jesieni mógł już wypracować w Częstochowie lepsze wyniki. Trwa jednak coś na kształt etapu przejściowego, w którym sukcesor Marka Papszuna dostaje dodatkowy kredyt zaufania.

Akurat w Rakowie potrafią taki dawać, są świadomi tego, iż po latach przerwanych ledwie na rok rządów spod znaku czapki z daszkiem zaprowadzenie nowego ładu wymaga i czasu, i wysiłku. Co nie zmienia faktu, iż Częstochowianie mogli grać w tym sezonie o wiele, a w ostatnich tygodniach opadli z sił i – jak zakładają wspominane już modele – odpadli z wyścigu o mistrzostwo Polski.

Czy aby na pewno?

Klemenz i Jędrych strzelają jak najęci. Raków też od nich oberwie?

Raków nie bije się już o mistrza? choćby jeśli, to przez cały czas bije się o puchar

Na razie załóżmy, iż tak. Pozostaje zatem Częstochowianom trofeum, od którego dzielą ich zaledwie dwa mecze. Półfinał z GieKSą i ewentualny finał z Górnikiem. Nie zrozumcie źle, nie uważam, iż Raków jest drużyną, która powinna zgarniać dublet i każdy finisz sezonu bez mistrzostwa Polski będzie pod Jasną Górą uznawany za porażkę, ale pod koniec jesieni wydawało się, iż to zespół pędzący ku szczytowi tabeli. Teraz wydaje się trochę inaczej.

Pod wodzą Tomczyka Raków rozegrał w Ekstraklasie dziewięć spotkań i zdobył dziesięć (10) punktów. U finiszu kadencji Papszuna ten sam adekwatnie zespół zdobył w ostatnich dziewięciu ligowych meczach osiemnaście (18) punktów. Różnica jest znacząca, jedna średnia punktów na mecz (2,00) pozwala wierzyć w tytuł mistrzowski, druga (1,11) nadaje się na walkę o utrzymanie. I taka jest mniej więcej różnica, którą zauważamy na pierwszy rzut oka. Punktowanie, wyrachowanie, skuteczność.

To, co może nam umykać, to wynik osiągnięty przez Marka Papszuna w meczach z dokładnie tymi samymi rywalami, z którymi rywalizował dotychczas trener Tomczyk. Zestawmy to sobie:

Raków Łukasza Tomczyka w Ekstraklasie (wiosna 2025/26):

  • 1:2 z Wisłą Płock,
  • 0:0 z Radomiakiem Radom,
  • 0:0 z Zagłębiem Lubin,
  • 1:0 z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza,
  • 3:4 z Lechem Poznań,
  • 2:0 z Pogonią Szczecin,
  • 1:3 z Górnikiem Zabrze,
  • 1:1 z Legią Warszawa,
  • 1:1 z Widzewem Łódź.

Suma: 10 punktów, 10 goli strzelonych, 11 straconych

Raków Marka Papszuna w Ekstraklasie (jesień 2025/26):

  • 1:2 z Wisłą Płock,
  • 1:3 z Radomiakiem Radom,
  • 0:1 z Zagłębiem Lubin,
  • 3:2 z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza,
  • 2:2 z Lechem Poznań,
  • 0:2 z Pogonią Szczecin,
  • 0:1 z Górnikiem Zabrze,
  • 1:1 z Legią Warszawa,
  • 1:0 z Widzewem Łódź.

Suma: 8 punktów, 9 goli strzelonych, 14 straconych

Zaskoczeni? Ja trochę tak. Można zrozumieć wszelkie utyskiwania na grę Rakowa, błysku to tam nie ma, a najgorsze, iż nie ma też wyników. Może być jednak tak, iż Medaliki przebrnąć musiały przez trudny (przynajmniej dla siebie) terminarz i dopiero teraz, podobnie jak jesienią, zabiorą się do roboty i zaczną piąć się w górę. Często w sumie zapominamy, iż tabela w połowie rundy nie do końca oddaje poziom poszczególnych zespołów, więc nie odbieram Częstochowianom prawa do wystrzelenia z formą dokładnie w takim samym stylu jak jesienią.

Prędzej jednak spodziewałbym się sukcesu w Pucharze Polski, mimo wszystko. Choć nie uważam, iż Raków i Tomczyk w ogóle potrzebują w tym sezonie sukcesu.

Łukasz Tomczyk

Dwa mecze od trofeum. Puchar Polski wielką szansą dla Rakowa i Tomczyka, ale nie koniecznością

W półfinale Pucharu Polski nie musi być łatwo i wcale nie będzie. Jesień GKS-u Katowice jest wręcz wyśmienita. Jak już uda się przejść ekipę Rafała Góraka, to i w finale mogą być ciężary. Górnik Zabrze niedawno pokazał Medalikom, iż może spokojnie wygrać z teoretycznie wyżej cenionym rywalem, w lidze było 3:1. Przeciwnicy nie są więc z pierwszej łapanki, choćby jeżeli nie ma wśród nich Lecha czy Jagiellonii. Ta umownie mniejsza klasa rywali powoduje, iż rośnie presja na ekipie Rakowa. Pojawiają się głosy, iż półfinałowe spotkanie jest jak na razie najważniejszym w sezonie. I co o tym myśleć?

Niektórym może się wydawać, iż już teraz należy zdejmować znad głowy trenera Tomczyka parasol ochronny, iż ten mecz jest naprawdę bardzo istotny i może się przeistoczyć w ważący o awansie do pucharów, które w lidze interesują teraz ponad połowę stawki. Tak, to jasne, zdobywca Pucharu Polski reprezentuje nasz kraj w Europie, prawda. Ale Raków – śmiem twierdzić – i tak się do tej Europy załapie.

A brak trofeum w tym sezonie nie będzie powodem do załamywania rąk i wieszania psów na Tomczyku.

To on ma wejść w buty Marka Papszuna. Czym Łukasz Tomczyk przekonał Raków?

Trudno oczekiwać od drużyny przechodzącej w środku sezonu przez moment naprawdę drastycznych zmian, by ta weszła w kolejny rozdział suchą stopą. Ja tego, powiem szczerze, nie oczekuję. jeżeli Raków czegoś mnie o polskiej piłce nauczył, to tego, iż tam akurat spokojne ruchy potrafią zdziałać więcej niż nerwówka. Oczekiwać trzeba, presja jest zdrowa, ale tylko do momentu, w którym nie staje się… niezdrowa.

W Bytomiu Łukasz Tomczyk doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż wymagania nakładane przez niego na drużynę i sztab – wdrożenie się w ten system, który chciałby przenieść także w częstochowskie realia – powodują, iż ludzie wokół potrzebują czasu i odpowiedniego zrozumienia. Nie przez przypadek za stałe fragmenty odpowiadał w Polonii Jakub Arak:

Trener Tomczyk stwierdził, iż ktoś spoza Polonii, z zewnątrz, miałby problem, by gwałtownie wdrożyć się w nasz bardzo rozwinięty model gry, więc podczas okresu przygotowawczego to mnie powierzył te obowiązki. Od tamtego momentu odpowiadałem za tworzenie modelu obrony przy SFG i za rozwijanie go, wprowadzanie nowych piłkarzy, a podczas treningów prowadziłem rzuty rożne i wolne – mówił piłkarz w rozmowie z Mateuszem Janiakiem.

Może i to przerost formy nad treścią, może zdecydowana przesada. A może po prostu warto chwilę poczekać na odpowiednie efekty, skoro Raków na następcę Marka Papszuna wybrał właśnie tego trenera i decyzję podjął z przekonaniem, iż to najlepszy wybór także na przyszłość. Nie na wczoraj, nie na moment debiutu. choćby nie na dziś, choć dużo łatwiej byłoby przekonać wszystkich innych, iż to dobra inwestycja, gdyby efekty przyszły teraz-zaraz.

Ewentualna wygrana z GieKSą jest więc ważna nie tyle dla Rakowa, co dla trenera Tomczyka. W spokoju buduje się po prostu o wiele przyjemniej.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

  • Żabka, rady od ojca i szok w 4. lidze. Marcel Łubik opowiada o życiu
  • Kto najlepiej stawia na młodzież? Nowy raport, Polska daleko w tyle
  • Fatalna skuteczność transferowa Pogoni. A miało być tak pięknie

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału