Trener Nikola Grbić uprzedzał w czwartek, by nie spodziewać się po reprezentacji Polski w Memoriale Wagnera efektownej gry, a raczej ciężkich nóg. Ale jego siatkarze trochę zaprzeczyli jego słowom i bez najmniejszych problemów uporali się z Serbami.
REKLAMA
Zobacz wideo Polscy siatkarze wrócili do kraju po zwycięstwie w Lidze Narodów!
Niektórzy skreślali w przeszłości Kurka już nieraz, ale on ciągle jest w reprezentacji Polski i w piątek przypomniał ponowie, dlaczego - przynajmniej w najbliższej przyszłości - ten stan nie powinien ulec zmianie.
Kapitan reprezentacji Polski nie ma za sobą łatwego roku - w okresie klubowym sporo pauzował z powodu kontuzji. Już w pierwszym meczu w barwach Zaksy Kędzierzyn-Koźle doznał pechowego urazu oka, który wykluczył go na dłuższy czas, a potem były m.in. problemy z plecami. Kłopoty nie opuszczały go też na początku sezonu kadrowego i dlatego właśnie dopiero teraz rozegrał w niej pierwszy w tym roku mecz. Czyli aż 383 dni od ostatniego występu, którym był finał igrzysk w Paryżu.
Regularnie w ostatnich miesiącach powracało pytanie, czy MVP mistrzostw świata 2018 zdąży przygotować się na tegoroczną edycję. Grbić powtarzał, iż o formę sportową tak doskonałego i doświadczonego gracza się nie obawia, jeżeli tylko będzie mu dopisywało zdrowie. 37-latek meczem z Serbią gwałtownie to potwierdził.
Na początku dwóch pierwszych setów potrzebował chwili, by wyregulować celownik i posyłał piłki na aut. Warto pamiętać, iż to jego pierwszy mecz z Marcinem Komendą, który w tym sezonie jest pierwszym rozgrywającym kadry, a trenują razem od zaledwie kilku tygodni. Ale gwałtownie złapali wspólny język i potem już przeważnie brylował na skrzydle.
Widać było, jak bardzo temu doświadczonemu siatkarzowi zależy na tym występie. Mimo towarzyskiego charakteru. Po zepsutej akcji spuszczał głowę zawiedziony, a gdy zdobywał potem kolejne punkty, to mocno zaciskał pięść i krzyczał. Koledzy też dobrze wiedzieli, jak istotny do był dla niego mecz i po kolejnych udanych akcjach ściskali go mocno, a na twarzy Kurka pojawiał się wtedy szeroki uśmiech.
Po jednym z asów serwisowych w drugim secie kibice zaczęli skandować nazwisko kapitana Biało-Czerwonych. Ten odpowiedział najlepiej, jak się dało, czyli kolejną skuteczną zagrywką. Przy ostatniej akcji zaś dorzucił do tego rozegranie i obronę.
Jak się łatwo domyślić, kolejne "Sto lat" komplet publiczności odśpiewał Kurkowi tuż po meczu. Wtedy też dostał od organizatorów upominek i mały tort. Ale najlepszy prezent tego dnia sprawił sobie sam.
Z oczywistych względów mecze z Serbami od trzech lat mają dla Polaków dodatkowe znacznie. Grbić nieraz z uśmiechem opowiadał, iż rodacy szczególnie mobilizują się na spotkania przeciwko jego drużynie. Tym razem jednak nie miało to żadnego przełożenia na wynik, bo wyraźnie brakowało im sportowych argumentów. Nie po raz pierwszy w tym bardzo trudnym jak na razie dla nich sezonie. Za kadencji Grbicia Biało-Czerwoni zmierzyli się z ekipą z Bałkanów szósty raz i mają bilans 5-1.
W sobotę Polacy zmierzą się z Brazylijczykami, którzy w piątek przegrali z Argentyńczykami 0:3.