ME Mężczyzn do lat 18: ważne lekcje, bezcenne doświadczenie i awans na mistrzostwa świata

1 godzina temu

Reprezentacja Polski juniorów pod wodzą selekcjonera Wojciecha Jedziniaka w ubiegłą niedzielę zakończyła udział w Mistrzostwach Europy Mężczyzn do lat 18 rozgrywanych w Serbii. Biało-Czerwoni w ciągu 12 dni rozegrali osiem spotkań, odnosząc trzy zwycięstwa, notując jeden remis i ponosząc cztery porażki, co przełożyło się na 15. miejsce w turnieju. Choć końcowa lokata pozostawia spory niedosyt, mistrzostwa przyniosły również wyraźne sygnały sportowego progresu. Polska po raz pierwszy od 12 lat awansowała do rundy głównej, była o krok od ćwierćfinału, potrafiła nawiązać wyrównaną walkę z wymagającymi rywalami, a przede wszystkim wywalczyła awans na przyszłoroczne mistrzostwa świata do lat 19.

Serbski turniej warto więc analizować nie tylko przez pryzmat końcowej tabeli, ale przede wszystkim tego, co reprezentacja pokazała na boisku i jakie wnioski przyniosła rywalizacja z europejską czołówką. Właśnie o tych aspektach – sportowej postawie zespołu, obszarach do dalszej pracy oraz znaczeniu awansu na mistrzostwa świata – rozmawiamy z Dyrektorem Sportowym ZPRP Marcinem Smolarczykiem, koordynatorem szkolenia w pionie męskim Jakubem Bonisławskim oraz selekcjonerem reprezentacji Polski juniorów Wojciechem Jedziniakiem.

Mocny początek i awans do rundy głównej

Polacy rozpoczęli mistrzostwa od dwóch zwycięstw – 32:26 z Norwegią i 38:33 ze Słowacją. Dzięki temu już po dwóch spotkaniach zapewnili sobie awans do rundy głównej, co w poprzednich latach zdecydowanie nie było regułą. W trakcie ostatnich edycji Biało-Czerwoni zajmowali miejsca od razu kierujące ich do gry o niższe lokaty, a poprzednim razem awans do rundy głównej wywalczyli w 2014 roku, kiedy zakończyli turniej na 8. miejscu.

“Występ reprezentacji Polski warto oceniać przede wszystkim przez pryzmat procesu szkoleniowego i kierunku, w którym rozwija się ta drużyna. Początek turnieju przyniósł sporo pozytywnych emocji, a dwa zwycięstwa w rundzie wstępnej pozwoliły po raz pierwszy od dawna awansować do rundy głównej – zauważa Marcin Smolarczyk, Dyrektor Sportowy ZPRP.

Mocny początek został zauważony również przez Europejską Federację Piłki manualnej, która w pierwszych dniach turnieju zwracała uwagę na dobrą postawę Biało-Czerwonych i duże ambicje naszego zespołu.

“Na pewno na plus trzeba ocenić to, iż zespół w całym turnieju pokazał możliwość rywalizacji z mocnymi europejskimi reprezentacjami w tej kategorii wiekowej. Wyjście z grupy po meczach z Norwegią i Słowacją było ważnym potwierdzeniem, iż jesteśmy w stanie skutecznie funkcjonować na tym poziomie” – ocenia Jakub Bonisławski, koordynator szkolenia w pionie męskim.

Na zakończenie fazy grupowej Polska przegrała jednak z Danią 23:35 i do rundy głównej przystąpiła bez punktów. Spotkanie z jednym z najmocniejszych zespołów turnieju pokazało przy tym, jak niewielki margines błędu pozostaje na tym poziomie.

“Pokazaliśmy, iż potrafimy grać bardzo dobrą piłkę ręczną, szczególnie w meczach z Norwegią i Słowacją. W wielu fragmentach dobrze wyglądaliśmy również w spotkaniu z Danią, mimo wysokiej porażki. W przypadku takich rywali, będących w światowej czołówce, wystarczy pięć minut naszego przestoju, żeby z każdego wyniku zrobiło się pięć czy sześć bramek straty. Później bardzo trudno jest to odrobić” – tłumaczy Wojciech Jedziniak.

Od ćwierćfinału dzieliły sekundy

W rundzie głównej Polacy rozegrali dwa bardzo wyrównane spotkania. Najpierw zremisowali 35:35 z Wyspami Owczymi, a następnie przegrali z Hiszpanią 30:32. Oba mecze pokazały, iż Biało-Czerwoni mogą skutecznie rywalizować z zespołami należącymi do szerokiej europejskiej czołówki.

“Istotne były również mecze w dalszej części turnieju. Remis z Wyspami Owczymi, porażka z Hiszpanią czy później z Izraelem pokazują, iż różnice między zespołami mogą być niewielkie. Szczególnie spotkanie z Hiszpanią, która ostatecznie znalazła się w najlepszej czwórce turnieju, jest wartościowym punktem odniesienia do poziomu, do którego chcemy zmierzać” – mówi Bonisławski.

Do ćwierćfinału zabrakło naprawdę niewiele. W meczu z Wyspami Owczymi Polacy przez większość czasu dyktowali warunki, ale w końcówce stracili przewagę i pozwolili rywalom doprowadzić do remisu. Jak podkreśla selekcjoner, była to jedna z kluczowych chwil całego turnieju.

“Im dalej trwał turniej, tym bardziej najważniejszy wydawał się mecz z Wyspami Owczymi. W zespole mówiliśmy nawet, iż byliśmy sześć sekund od ćwierćfinału. Przez większość spotkania to my dyktowaliśmy warunki, ale w końcówce pozwoliliśmy niestety rywalom doprowadzić do remisu” – wspomina Jedziniak.

Jeszcze jeden istotny sprawdzian przyniosło spotkanie z Hiszpanią. Biało-Czerwoni przegrywali, ale w końcówce ruszyli do odrabiania strat i byli blisko zdobycia punktu, który – jak pokazał późniejszy układ wyników – dałby im awans do najlepszej ósemki.

“Mecz z Hiszpanią pokazał odporność zespołu. Mimo wcześniejszego ciosu chcieliśmy jak najlepiej rozegrać to spotkanie. W końcówce to my goniliśmy Hiszpanów i byliśmy bardzo blisko zdobycia punktu, który dałby nam awans do ćwierćfinału. Z perspektywy gotowości zespołu do rywalizacji z najlepszymi, dzień po dniu, jestem więc bardzo zadowolony” – dodaje trener.

Wyrównane mecze i lekcja detali

Właśnie w meczach z Wyspami Owczymi i Hiszpanią najlepiej widać było potencjał zespołu, ale również elementy, które zdecydowały o braku awansu do ćwierćfinału. Na tym poziomie różnice między drużynami bywają minimalne.

“Te mecze pokazują, iż na tym poziomie o wyniku decyduje suma detali. To już nie jest kwestia jednego elementu czy pojedynczej umiejętności. Znaczenie mają przygotowanie techniczne i taktyczne, podejmowanie decyzji pod presją, przygotowanie fizyczne, odporność mentalna, regeneracja oraz utrzymanie koncentracji przez cały mecz” – wylicza Bonisławski.

Jak podkreśla koordynator szkolenia, równie istotna jest umiejętność utrzymania jakości przez kolejne dni turnieju.

“Turniej bardzo wyraźnie pokazał różnicę między możliwością rozegrania dobrego pojedynczego spotkania a zdolnością do utrzymania wysokiego poziomu przez całe mistrzostwa. Mecz z Wyspami Owczymi, bardzo wyrównana rywalizacja z Hiszpanią i spotkanie z Izraelem zakończone różnicą jednej bramki pokazały, iż potrafimy być bardzo blisko przeciwników na wysokim poziomie. Jednocześnie każde z tych spotkań odbywało się w innych warunkach turniejowych, przy narastającym zmęczeniu i kolejnych obciążeniach”.

Polacy w Serbii rozegrali osiem spotkań w ciągu zaledwie 12 dni. Kolejne mecze oznaczały większe zmęczenie fizyczne i psychiczne, presję wyniku, konieczność szybkiej regeneracji i przygotowania do kolejnego przeciwnika.

“Na mistrzostwach Europy zawodnicy funkcjonują w warunkach zdecydowanie większych obciążeń niż w standardowym rytmie klubowym czy podczas pojedynczych meczów międzynarodowych. Kolejne spotkania rozgrywane są w krótkich odstępach, narasta zmęczenie fizyczne i psychiczne, dochodzi presja wyniku, konieczność szybkiej regeneracji i przygotowania się do kolejnego przeciwnika. Z każdym meczem utrzymanie tej samej jakości staje się trudniejsze” – wskazuje Bonisławski.

Wszyscy rozmówcy zgodnie przyznają, iż to właśnie jeden z najważniejszych obszarów dalszej pracy. Chodzi nie tylko o przygotowanie fizyczne, ale także o zdolność podejmowania adekwatnych decyzji pod wpływem zmęczenia, utrzymania jakości technicznej, koncentracji i dyscypliny taktycznej.

Szybki atak na plus, obrona do poprawy

W dużej mierze pozytywnym elementem turnieju była ofensywa. Biało-Czerwoni potrafili tworzyć sytuacje i utrzymywać skuteczność na dobrym poziomie. W ośmiu meczach zdobyli 271 bramek, a najskuteczniejszymi zawodnikami zespołu był duet skrzydłowych Kamil Skiba, który zakończył turniej z 48 trafieniami oraz Aleks Kruszelnicki z 44 golami na koncie. Mocnym punktem reprezentacji był również bramkarz Aleksander Drzewiński, a aktywni w ofensywie byli także rozgrywający Mateusz Tkaczyk i Jakub Moryto.

Selekcjoner zwraca szczególną uwagę na atak szybki, nad którym zespół mocno pracował podczas zgrupowania w Szczyrku.

“Z elementów, z których jestem zadowolony, na pewno wymieniłbym atak szybki. Bardzo mocno pracowaliśmy nad nim podczas zgrupowania w Szczyrku i przyniosło to dobry efekt, szczególnie w meczach o wysokiej intensywności. Oprócz tego, naszą mocną stroną była wola walki, ambicja i determinacja” – mówi Jedziniak.

Jednocześnie choćby te elementy również wymagają dalszego rozwoju.

“Musimy jeszcze popracować nad organizacją ataku szybkiego w meczach z zespołami takimi jak Dania czy Serbia. W tych spotkaniach mieliśmy zdecydowanie mniej wyprowadzonych ataków szybkich zakończonych sytuacją rzutową” – dodaje trener.

Jeszcze większe rezerwy dostrzega się jednak w defensywie.

“Korzystniej prezentowaliśmy się w grze ofensywnej, gdzie zespół potrafił tworzyć sytuacje i utrzymywać skuteczność na dobrym poziomie. Więcej rezerw widzimy natomiast w organizacji i jakości gry obronnej. To obszary już zdiagnozowane i będą one jednym z najważniejszych elementów dalszej pracy z tą grupą” – podkreśla Smolarczyk.

Jedziniak wskazuje również na potrzebę większej elastyczności w reagowaniu na zmieniający się układ gry.

“Kolejnym elementem do poprawy jest większa plastyczność zawodników w reagowaniu na zmieniający się układ gry w obronie. Chcemy potrafić przechodzić z ustawienia 6-0 bardziej otwartego do bardziej zamkniętego, a także dostosowywać się do rywali. Dobrym przykładem była Hiszpania, która oddawała kilka rzutów z drugiej linii, częściej szukając penetracji defensywy czy gry z obrotowym. Całkiem nieźle potrafiliśmy się do tego dostosować, ale chcemy jeszcze zwiększyć elastyczność zawodników” – tłumaczy selekcjoner.

W planach jest również większe wykorzystanie obrony 5-1, szczególnie w kontekście rywali szukających gry przez środkowy sektor.

“Musimy konsekwentnie rozwijać organizację gry obronnej i współpracę obrony z bramkarzem, jakość gry jeden na jeden oraz umiejętność zarządzania kluczowymi fragmentami spotkania. Na tym poziomie właśnie te elementy często decydują o jednej czy dwóch bramkach różnicy, a w perspektywie całego turnieju o końcowym miejscu zespołu” – dodaje Bonisławski.

Gorzki fragment i ważna reakcja

Po remisie z Wyspami Owczymi i porażce z Hiszpanią Polakom pozostała walka o miejsca 9–16. Pierwszym rywalem na tym etapie mistrzostw był Izrael. Biało-Czerwoni ponownie przegrali minimalnie, bo 34:35.

“Pojawiła się oczywiście gorycz, bo wszyscy czuliśmy, iż ćwierćfinał był w naszym zasięgu. Dlatego mecz z Izraelem był trudniejszy pod względem mentalnym. Ostatecznie przegraliśmy jedną bramką, ale zespół znów nie odpuszczał i miał fragmenty, w których dominował” – przyznaje Jedziniak.

Kolejne spotkanie z Serbią zakończyło się wyraźną porażką 28:35. Był to najsłabszy fragment turnieju Biało-Czerwonych.

“Wydaje się, iż seria bolesnych porażek, meczów przegrywanych w ostatnich sekundach i oddawanych zwycięstw spowodowała, iż spotkanie z Serbią było efektem chwilowego kryzysu. Uważam, iż jesteśmy równorzędnym rywalem dla takich reprezentacji, a tym razem niestety wysoko przegraliśmy” – ocenia selekcjoner.

Najważniejsza była jednak reakcja w ostatnim meczu. Zwycięstwo 41:35 z Wyspami Owczymi zapewniło nam 15. miejsce w turnieju, ale co najważniejsze miało ogromną wartość w kontekście awansu na mistrzostwa świata.

Awans na mistrzostwa świata do lat 19 w 2027 roku

To właśnie najważniejszy wymierny efekt występu Polaków w Serbii i jednocześnie pierwszy sportowo wywalczony awans reprezentacji Polski juniorów na MŚ od 2007 roku. Polska wystąpiła wprawdzie również na mundialu w 2017 roku, ale wówczas znalazła się w stawce jako zespół dokooptowany po zwolnieniu miejsca przez inną reprezentację.

“Nie traktujemy 15. miejsca na EURO jako wyniku, który sam w sobie miałby być powodem do satysfakcji. Znacznie ważniejszym i bardziej wymiernym efektem tego turnieju jest wywalczony na boisku awans na juniorskie mistrzostwa świata w 2027 roku, które będą bardzo istotnym momentem dla rozwoju tej drużyny” – podkreśla Smolarczyk.

Bonisławski dodaje – “Udział w mistrzostwach świata jest dla nas bardzo istotny przede wszystkim z punktu widzenia ciągłości procesu szkolenia tej reprezentacji. Daje możliwość dalszej pracy przez kolejny rok, rozegrania wartościowych meczów międzynarodowych i ponownej konfrontacji z najlepszymi reprezentacjami”.

Wojciech Jedziniak zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. Dla wielu zawodników był to pierwszy duży turniej w karierze.

“Sami zawodnicy przyznawali w Serbii, iż przed mistrzostwami nie spodziewali się, jak bardzo różni się taki turniej od zgrupowań. Dwumecz czy kilka spotkań kontrolnych nie są w stanie oddać intensywności i objętości rywalizacji podczas mistrzostw Europy. Na zgrupowaniach testujemy nowych zawodników, ustawienia i rozwiązania, a podczas turnieju każdy mecz przynosi nowe doświadczenia i materiał do analizy” – zauważa selekcjoner.

Maraton, nie sprint

Awans na mistrzostwa świata daje reprezentacji dodatkową możliwość weryfikacji rozwoju zespołu. Nie oznacza jednak, iż wnioski z EURO można ograniczyć do pozytywów.

“Turniej traktuję jako krok do przodu, ale również bardzo istotny materiał do dalszej pracy. Pokazał nam, iż jesteśmy w stanie rywalizować z mocnymi przeciwnikami, ale jednocześnie potrzebujemy konsekwentnej, długoterminowej pracy na wielu płaszczyznach, czyli sportowej, organizacyjnej oraz w zakresie szeroko rozumianego wsparcia zespołu i zawodników” – zaznacza Bonisławski.

Podobnie patrzy na turniej Dyrektor Marcin Smolarczyk. W jego ocenie 15. miejsce nie powinno być ani powodem do zadowolenia, ani jedynym punktem odniesienia przy ocenie całego procesu.

“Mamy świadomość, iż cierpliwość wobec oczekiwanych rezultatów jest od lat wystawiana na próbę i wszyscy chcielibyśmy widzieć postęp szybciej. Nie powinno to jednak prowadzić do oceniania rozwoju młodych zawodników wyłącznie przez pryzmat miejsca zajętego w jednych mistrzostwach. Tym bardziej iż przy innym układzie wyników kilka zabrakło, abyśmy znaleźli się w finałowej ósemce. Wówczas rozmawialibyśmy w zupełnie innej atmosferze, ale wnioski powinny zostać wyciągnięte w taki sam sposób” – przekonuje Smolarczyk.

I uzupełnia – “W szkoleniu młodzieży chcemy poruszać się konsekwentnie, krok po kroku. Nie ma drogi na skróty, która pozwoliłaby w jednym sezonie nadrobić dystans budowany przez lata. Pojedynczy turniej, niezależnie od wyniku, nie może być ostatecznym miernikiem jakości całego procesu, a jedynie jego elementem. Szkolenie młodzieży jest bardziej maratonem niż sprintem. Liczy się nie tylko tempo na jednym odcinku, ale przede wszystkim konsekwencja, adekwatny kierunek oraz zdolność do wyciągania i wdrażania wniosków z kolejnych etapów”.

Tych wniosków ZPRP nie chce ograniczać wyłącznie do jednej reprezentacji. Doświadczenia z Serbii mają zostać wykorzystane również w pracy z innymi rocznikami.

“Istotne jest dla mnie, aby doświadczenia z tego turnieju nie pozostały wyłącznie wiedzą sztabu tej reprezentacji. Dane meczowe, informacje dotyczące obciążeń, przygotowania motorycznego, regeneracji, funkcjonowania zawodników pod presją czy obserwacje techniczno-taktyczne będą analizowane i wykorzystywane również w planowaniu pracy z młodszymi rocznikami” – podkreśla Bonisławski.

Chodzi przede wszystkim o to, by wymagania, z którymi zawodnicy mierzą się na poziomie mistrzostw Europy, były rozwijane odpowiednio wcześniej.

“Jeżeli widzimy, iż na poziomie mistrzostw Europy szczególnego znaczenia nabierają zdolność utrzymania jakości przy narastającym zmęczeniu, szybkość podejmowania decyzji, gra pod presją czy powtarzalność działań technicznych i taktycznych, to te elementy należy rozwijać odpowiednio wcześniej” – dodaje koordynator.

Kolejny krok przed Biało-Czerwonymi

Serbskie mistrzostwa były więc dla reprezentacji Polski juniorów turniejem pełnym kontrastów. Z jednej strony 15. miejsce, bolesne porażki i świadomość, iż wciąż pozostaje wiele elementów do poprawy. Z drugiej – dwa zwycięstwa na otwarcie, awans do rundy głównej, wyrównane mecze z Hiszpanią, Wyspami Owczymi i Izraelem, zwycięstwo na zakończenie oraz przede wszystkim awans na mistrzostwa świata.

“Wszyscy chcielibyśmy więcej i nasze ambicje sięgają zdecydowanie wyżej. Jednocześnie ten turniej dostarczył argumentów, iż obrany kierunek pracy ma podstawy. Były zwycięstwa dające kibicom dużo radości, możliwość rywalizacji z bardzo wymagającymi przeciwnikami, ale były też porażki i konkretne lekcje, które trzeba teraz wykorzystać” – podsumowuje Smolarczyk.

Teraz przed zespołem kolejny etap. Przyszłoroczne mistrzostwa świata do lat 19 w 2027 roku będą nie tylko nagrodą za wynik osiągnięty w Serbii, ale przede wszystkim następnym sprawdzianem procesu szkoleniowego.

“Szczególnie istotne będzie dla mnie to, czy potrafimy zrobić krok od zespołu, który jest w stanie rozgrywać bardzo wyrównane mecze z wymagającymi przeciwnikami, do zespołu, który potrafi tę jakość utrzymać przez cały duży turniej. Z tego punktu widzenia awans ma bardzo dużą wartość. Pozwala zachować ciągłość pracy i stworzyć zawodnikom kolejne środowisko, w którym będą musieli funkcjonować pod dużą presją i przeciwko bardzo wymagającym przeciwnikom” – zaznacza Bonisławski.

Jak podkreśla Dyrektor Sportowy ZPRP Marcin Smolarczyk, najważniejsze będzie to, aby przyszłoroczny turniej był kolejnym etapem rozwoju.

“Najważniejsze jest zachowanie ciągłości szkolenia i sprawienie, aby przyszłoroczne mistrzostwa świata były kolejnym krokiem w rozwoju tej grupy, a nie jednorazowym punktem odniesienia” – kończy Smolarczyk.

fot. EHF

Idź do oryginalnego materiału