Manchester United, czyli pomiędzy chaosem a nadzieją na nowy początek

2 tygodni temu
Podpis: Old Trafford czyli stadion, na którym kibice czekają na powrót na szczyt. / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Old_Trafford,_view_from_Stretford_End_2.jpg, fot.Joris van Rooden

Trofea, szczęście i sukcesy nie są znanymi słowami dla kibiców Manchesteru United. Przez ostatnie 13 lat w klubie działo się dużo – nietrafione transfery, częste zmiany trenerów i długi. Gdzie możemy się dopatrzyć przyczyn kryzysu? A może jest to już przeszłość i właśnie teraz Czerwone Diabły na stałe wyjdą na prostą?

Dziwny był to sezon dla kibiców z czerwonej części Manchesteru, nie pierwszy taki w ubiegłych latach. Klub zapewnił sobie udział w przyszłorocznej edycji Lidze Mistrzów, co jest dużym skucesem,biorąc pod uwagę wszystkie zawirowania tej kampanii. Od czasu przejęcia sterów przez Michaela Carricka, Czerwone Diabły grają znacznie lepiej. Poskutkowało to podpisaniem przez niego nowego kontraktu obowiązującego do czerwca 2028 roku. Można mieć pewne deja vu – były piłkarz United z ery Fergusona zostaje tymczasowym szkoleniowcem, robi dobre wyniki, a szatnia stoi za nim murem. W przypadku Ole Gunnara Solskjeara, bo o nim mowa, nie skończyło się to pomyślnie, gdyż został zwolniony. Natomiast kibice liczą, iż inną historię napisze Carrick.

Projekt za projektem…

Od odejścia Sir Alexa Fergusona zespół trenowało ośmiu trenerów (nie licząc tymczasowych). Każdy z nich miał inną wizję na grę drużyny. Klub testował różne możliwości, mówiąc przy tym o trwałych projektach, które kończyły się zwykle niepowodzeniami. Przykładowo Erik Ten Hag wydawał się znakomitym pomysłem – był cenionym trenerem, który doszedł do półfinału Ligi Mistrzów z AjaxemAmsterdam. Uzdolniony taktycznie, wzorujący się futbolem Pepa Guardioli, oraz o silnej osobowości, która miałaby się zmierzyć z presją na Old Trafford. Dostał czas oraz wolną rękę do transferów, a mimo to zespół nigdy nie wyglądał jak ekipa, która miałaby walczyć o najwyższe cele.

W 2024 roku udziały w klubie zakupił Sir Jim Ratcliffe, co pociągnęło za sobą duże zmiany, przede wszystkim w kierownictwie Manchesteru United. Wybrano Rubena Amorima, młodego szkoleniowca uchodzącego za jeden z największych diamentów trenerskich w Europie. Oznaczało to nowe porządki. Trzeba było wszystko poukładać na nowo, bo był to szkoleniowiec z konkretnym planem. Klub jednak nie potrafił odpowiednio przygotować kadry zespołu pod taktykę trenera. Świadczyło to od początku o braku jasności w planie, bo Amorim jasno sugerował, jak zamierza grać i jakiego typu zawodników potrzebuje. Narastać miał konflikt między Jasonem Wilcoxem, czyli dyrektorem technicznym, a szkoleniowcem. Według doniesień medialnych ten pierwszy zarzucał mu brak elastyczności taktycznej i przywiązanie do grania trójką obrońców, co miało być rzekomo główną przyczyną sporu. Choć tak naprawdę od początku zatrudnienie Amorima budziło kontrowersje w biurach Manchesteru United. Jego głównymi zwolennikami był współwłaściciel klubu Sir Jim Ratcliffe oraz dyrektor genaralny Omar Berrada. W odróżnieniu od wspomnianego już Wilcoxa, który nie był fanem zatrudnienia portugalskiego szkoleniowca. Tak więc trudno jest rozpocząć nowy projekt, gdy od początku nie ma się pełnego poparcia wśród najważniejszych ludzi. Problemy Amorima nie wynikały z braku pomysłów, ale z konfliktu między jego filozofią, kulturą gry oraz składem, które nie były zbieżne z oczekiwaniami klubu. A to wszystko w połączeniu z ogromną presją z gabinetów.

Największym problemem piłkarzy, jak i szkoleniowców wydaje się wpływ środowiska, w jakim muszą funkcjonować. Klub jako olbrzymia globalna marka, nieustanie jest poddawany krytyce i analizie. Presja wynika nie tylko z bieżących wyników, ale przede wszystkim z historii sukcesów ery Fergusona, która stanowi punkt odniesienia. Każdy trener przychodzący na Old Trafford mierzy się nie tylko z przeciwnikami na boisku, ale także z porównywaniami do przeszłości. A są one często nierealistyczne w obecnych realiach futbolu. Owa presja mocno oddziaływała szczególnie na bardzo impulsywnych trenerów, jak Erik Ten Hag. Potrafił on najzwyczajniej wyjść z konferencji prasowej po krytycznym pytaniu, czy wdawać się w dyskusje.

Co dalej?

Michael Carrick w spektakularny sposób wszedł w buty trenera ekipy Czerwonych Diabłów, wygrywając derbowe spotkanie z Manchesterem City, a następnie z Arenalem. W 19 meczach odniósł 12zwycięstw, trzy razy zremisował i dwukrotnie przegrał. Świetną formę odzyskał Casemiro, a Kobbie Mainoo zaczął dostawać znacznie więcej minut, przypominając o swoim ogromnym potencjale. Najważniejsze okazało się przesunięcie Bruno Fernandesa wyżej, gdzie w pełni może się realizować, grając fenomenalnie w ofensywie. Polepszyła się gra, duch szatni jest widoczny, a piłkarze w ciepłych słowach wypowiadają się o trenerze. Bruno Fernandes w wywiadzie dla BBC przyznał: – Kiedy Michael przyszedł, to miał pozytywną energię, której drużyna potrzebowała (…) Zanotowaliśmy bardzo dobre rezultaty. Ta liga jest bardzo trudna, a my jesteśmy na możliwie najlepszej pozycji, na której możemy teraz być. Kiedy Michael przyszedł, to nie sądziliśmy, iż będziemy zajmować trzecią lokatę.

Przyszłość trenera długo nie była pewna. Finalnie klub postawił na stabilizację i teraz liczy się to, czy wizja Carricka będzie kompatybilna z długoterminowymi planami klubu. jeżeli Manchester Unitedwyciągnie wnioski z przeszłości i widoczna będzie spójność między zarządem, trenerem i drużyną, Czerwone Diabły mają realną szansę wrócić na szczyt. Zadaniem Michaela Carricka będzie pójście za ciosem i przekucie entuzjazmu wywołanego pierwszymi miesiącami jego pracy w sukcesy na boiskach Premier League i Champions League w przyszłym sezonie.

Jakub FENRICH

Idź do oryginalnego materiału