Małysz zabrał głos ws. przyszłości Maciusiaka. "Ciężko powiedzieć, czy ufam"

2 godzin temu
- Czy Maciej Maciusiak będzie nas w stanie wyciągnąć z kryzysu? Nie jestem w stanie odpowiedzieć dziś na to pytanie. Ale pozostaje też pytanie, jakie mamy inne opcje - powiedział w rozmowie z Eurosportem Adam Małysz. Zdradził też, iż po sezonie przygotowuje pewną "niespodziankę".
Pomimo aż trzech medali zdobytych na igrzyskach olimpijskich, nie był to dobry sezon polskich skoków. Bohatersko uratował go w zasadzie tylko Kacper Tomasiak, ale poza 19-latkiem każdy z Biało-Czerwonych w Pucharze Świata skakał gorzej niż poprzednio.

REKLAMA







Zobacz wideo Żelazny: Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Lewandowski sam zrezygnuje. Jest pazerny



- Po igrzyskach chyba nikt nie przypuszczał, iż spadniemy ponownie w to samo miejsce. Wydawało się, iż to już pójdzie wyłącznie do przodu - powiedział Małysz.
- Jest mi przykro i żal, iż chłopaki się tak męczą. Zresztą nie tylko oni, bo widać to też po trenerach, iż chcą dać z siebie jak najwięcej, ale po prostu nie idzie. Coś gdzieś cały czas blokuje - dodał szef polskich skoków.


Na pytanie, czy Maciej Maciusiak będzie nas w stanie wyciągnąć z kryzysu, Małysz odparł: - Nie jestem w stanie dziś na to odpowiedzieć. Ale pozostaje też pytanie, jakie mamy inne opcje?
Małysz zapowiedział "niespodziankę"
Po zadanym przez siebie pytaniu Małysz sam zmienił nieco temat i wypowiedział tajemnicze słowa: - Mam niespodziankę, którą trzymam w rękawie, ale dopiero w połowie kwietnia będzie wiadomo, czy jest możliwy taki ruch. To niespodzianka osobowa i sprzętowa, która może nam przynieść to, iż ponownie będziemy liczyć się w czołówce. W 99% jesteśmy blisko jej realizacji.



Kiedy dziennikarze Eurosportu dopytywali, o jaką dokładnie niespodziankę chodzi i czego ma ona dotyczyć, prezes PZN zakomunikował: - Ten ruch będzie dotyczył zmiany systemu w Polsce, by zacząć pracować nad rozwojem młodzieży, nie tracąc starszych zawodników. Tego nam cały czas brakuje. W zeszłym roku poszliśmy w budowę polskiego systemu, który nie do końca się sprawdził. Mamy dwa zespoły, które pracują w jednym kierunku, ale ich myśl przewodnia jest trochę inna. jeżeli tego nie połączymy, to ciężko będzie dalej funkcjonować i myśleć, by młodzi zawodnicy, jak Kacper Tomasiak, cieszyli się z sukcesów.


Małyszowi "ciężko powiedzieć, czy ufa temu sztabowi", ale zmiana nie jest planowana
48-latek powiedział też, iż na razie nie ma przymiarek do tego, by w następnym sezonie zastąpić Macieja Maciusiaka innym szkoleniowcem. Ale na pytanie, czy ufa obecnemu sztabowi szkoleniowemu, odparł:
- Ciężko mi powiedzieć, czy ufam temu sztabowi. Trzeba przeanalizować, jak to wszystko wyglądało. Patrząc na ich wyniki motoryczne, nasi skoczkowie są mocni. Ale to nie leci. Rozmawiałem też z innymi trenerami zza granicy, którzy mówili, iż w Polsce jest problem, kładziemy duży nacisk na odbicie, a nie wykorzystujemy momentu za progiem. Czyli tam, gdzie trzeba się rozpędzać, przyjąć odpowiednią pozycję do lotu. Podczas lotów sami widzimy te różnice pomiędzy pozycjami naszych zawodników a resztą stawki.
Prezes PZN stwierdził też, iż problem w przewadze innych nacji nad Polakami leży w wykorzystywanym sprzęcie oraz nadmiernej skrupulatności polskiego sztabu w przeprowadzaniu pomiarów kombinezonów.



- Pierwsza sprawa, to narty. Jesteśmy od lat związani z markami Fisher i BWT, może musimy szukać gdzie indziej. Struktura [narty] jest ważna. Wiemy, iż Szwajcarzy i Niemcy wymyślili taką, której w tej chwili nie można dostać na rynku i ona robi różnicę. jeżeli chodzi o kombinezony, tu też mamy rezerwy, ale one wynikały ze złych pomiarów. Na kontrolach nie mieliśmy żadnych problemów, ale myślę, iż nasi trenerzy podeszli do pomiarów w kombinezonach za bardzo fair - powiedział Małysz.
- Potrzebujemy pozyskać kogoś do sprzętu, kto przyjdzie z czymś innowacyjnym. Tak, jak mają inne kraje - zakończył wątek sprzętu prezes PZN.
Idź do oryginalnego materiału