“Ludzie, którzy rozumieją wyścigi wiedzą, iż doświadczyli czegoś wyjątkowego”

4 godzin temu



15 lat po uzyskaniu przez Roberta Kubicę najlepszego czasu przedsezonowych testów F1, ukazał się bardzo wzruszający tekst dotyczący kariery naszego kierowcy.

3 lutego 2011 roku zakończyły się przedsezonowe testy Formuły 1 w Walencji, podczas których najlepszy czas uzyskał Robert Kubica. Kierowca Lotus Renault, mający przed sobą perspektywę mocnego sezonu, który ma być jego ostatnim przed przejściem do Ferrari.

15 lat temu takimi wynikami zakończyły się przedsezonowe testy Formuły 1 w Walencji.#F1pl #Elevenf1 #Kubica pic.twitter.com/JBDxeUj4ld

— powrotroberta.pl (@powrotroberta) February 3, 2026

Z racji tej rocznicy, na łamach motorsportmagazin.com pojawił się tekst Matta Bishopa, dotyczący Roberta Kubicy i jego kariery. I trzeba przyznać, iż chwyta on za serce i daje do myślenia.

“Alonso kiedyś nazwał Kubicę “najlepszym kierowcą swojej generacji”. To było bardzo hojne i odkrywcze ponieważ oznaczało przyznanie przez Alonso, iż Robert był lepszym od niego. I od Hamiltona – najbardziej utytułowanego kierowcy, do którego odnosił się Alonso” – pisze Bishop.

“Robert na pewno mógł być mistrzem świata Formuły 1. Był fenomenalny, jeden z najlepszych” – dodawał Lewis Hamilton. To takie komplementy, których kierowcy Formuły 1 nie wypowiadają z łatwością i dlatego są bardziej wartościowe. Są to wyrazy uznania od kolegów, którzy dokładnie wiedzą, jak wysoko postawiona jest poprzeczka w ich profesji” – dodaje.

Podkreśla on, iż Kubicy w tej chwili nie ma w Formule 1 z powodu wydarzeń sprzed 15 lat i Ronde di Andora.

“W tym momencie wydawało się, iż jego kariera w F1 jest zakończona – nie przez brak konkurencyjności, ale przez brutalny zbieg okoliczności. Eric Boullier, wówczas szef Kubicy w Lotus Renault, określił w ubiegłym roku powagę tamtej sytuacji jako przez cały czas mrożącą mu krew w żyłach: Robert był w śpiączce. W pewnym momencie mógł umrzeć. Dzięki Bogu to się nie stało” – pisze autor.

“To zdanie pokazuje, jak blisko byliśmy nie straty kierowcy F1, ale człowieka. Takie momenty przypominają nam, iż w tym sporcie granica życia i śmierci jest przerażająco cienka. Kubica przeżył, ale przyszło mu zapłacić bardzo wysoką cenę” – dodaje Bishop, opisując późniejszą rehabilitację Roberta.

“To mogło złamać człowieka, nie tylko fizycznie, ale również mentalnie. Ale Kubica nigdy nie był zwykłym człowiekiem. Możesz go powalić na deski – co zrobiło z nim życie w tym szokującym zdarzeniu – ale nie znokautujesz go” – czytamy w tekście dziennikarza, który następnie wymienia rajdowe starty Kubicy, kolejne sukcesy i osiągnięcia.

“Przez następne lata Kubica jeździł w rajdach i wyścigach w różnych seriach, zawsze niosąc za sobą pytanie, czy mógłby w jakiś sposób wrócić do F1. Odpowiedź, co niesamowite, brzmiała: tak. W 2019 roku w końcu wrócił – z Williamsem – kompletując podróż, która według wielu powinna być niemożliwa. O ile jednak jego powrót był spektakularny, o tyle maszyna, którą dostał, już nie. Williams FW42 był naprawdę fatalnym samochodem – tak niekonkurencyjnym, iż aż zawstydzającym. To auto testowało cierpliwość i profesjonalnym każdego pechowca, który nim jeździł. Kubica, trzeba mu to przyznać, znosił to z godnością i humorem, choćby o ile stoper był bezlitosny. Zespół zdobył jeden punkt przez cały rok, a sięgnął po niego właśnie Kubica” – pisze Bishop.

“Formuła 1 bardzo rzadko daje nam baśniowe zakończenia, chyba iż dopisuje inżynieria. Tu nie było renesansu, nie było dekoracji na koniec. Było poczucie zamykających sie na stałe drzwi” – dodaje dziennikarz o ostatnich dwóch występach Roberta Kubicy w Alfie Romeo w 2021 roku.

“W 2025 roku, na Le Mans, Kubica wreszcie zaliczył dzień naprawdę majestatycznego triumfu. Jadąc Ferrari z Philem Hansonem i Yifeiem Ye, solidnymi kierowcami, ale nie odbarzonymi takim talentem jak Robert, wygrał najsłynniejszy wyścig endurance. To było wspaniałe osiągnięcie, bardzo emocjonalne i ogromne popularne. I nie tylko, iż wyglądało na odzyskanie równowagi we wszechświecie, ale również dlatego, iż dokonał tego człowiek, który doświadczył tak wiele, ale zdołał się przystosować do tego, co dostał” – stwierdza.

“Tu nie chodziło o Le Mans czy choćby Ferrari. Chodziło o Kubicę, o nagrodzenie nieustępliwości i narrację, wykraczającą daleko poza czasy okrążeń i strategie wyścigowe. Ludzie, którzy rozumieją wyścigi wiedzą, iż doświadczyli czegoś wyjątkowego. Formy odkupienia, którą tylko sport w swoim najwyższym wydaniu, może czasem dostarczyć” – kontynuuje.

“Kubica był bez wątpienia jednym z najzdolniejszych kierowców pierwszego 25-lecia XXI wieku, kierowcą o niesamowitym czuciu i inteligencji, będącym w stanie wydobywać potencjał z bolidów F1, którego jego partnerzy zespołowi nie potrafili znaleźć. Mógł zostać mistrzem świata Formuły 1 gdyby nie – jak mówił Eric Boullier – ten przeklęty rajd” – dodaje Bishop.

Autor cytuje też wypowiedzi Jamesa Allisona, który teraz jest dyrektorem technicznym Mercedesa, a wcześniej pracował z Kubicą w Renault w 2010 roku.

“Jeżeli dalibyśmy Robertowi samochód, który choć w połowie byłoby stać na mistrzostwo świata, on by je zdobył. Nie każdy może powiedzieć to o swoim kierowcy. Miał wszystko by zostać mistrzem świata F1, nie ma co do tego wątpliwości. Jest jednym z nielicznych, o których można powiedzieć, iż o ile nie jest w czołówce, to tylko z powodu samochodu. Jest nie tylko niesamowicie szybki, ale też można na nim polegać. Wiadomo, iż nie popełni błędu pod presją, iż będzie kręcił cały czas bardzo szybkie okrążenia. Jest pozytywny, wymagający i naciska. Oczekuje wiele od wszystkich, ale najwięcej od siebie” – mówił Allison.

Bishop dodaje też, iż gdyby nie wypadek z 2011 roku, Kubica przez cały czas byłby w stawce Formuły 1, ciesząc się takim szacunkiem jak obecni 40-latkowie tam: Fernando Alonso i Lewis Hamilton.

Cały tekst przeczytacie tutaj.



Idź do oryginalnego materiału