Lepiej by było, gdyby mecz ŁKS – Stal Rzeszów trwał tylko 45 minut, te z drugiej połowy. Pierwsza wyglądała bowiem tak źle, iż lekarze mogliby ją przepisywać jako remedium na problemy ze snem. Po przerwie zaczęło się dziać, jakby zawodnicy obu zespołów nagle przypomnieli sobie, o co w ogóle chodzi z tą kolorową kulą do kopania. Finalnie obejrzeliśmy tylko jednego gola – w samej końcówce, a bohaterem został Andreu Arasa. Hiszpan przełamał się po sześciu ligowych meczach z rzędu bez bramki.
Trenerzy ŁKS-u i Stali Rzeszów podeszli do tego meczu inaczej
Mało brakowało, by po poprzedniej kolejce ŁKS przystąpił do starcia ze Stalą Rzeszów jako lider Betclic 1. Ligi. W końcówce spotkania z Polonią Warszawa Rycerze Wiosny zachowali się jednak w sposób, którzy wszyscy fani tej drużyny znają aż za dobrze. W ostatnich sezonach musieli się do tego przyzwyczaić, więc bramka na 1:1 dla Czarnych Koszul w 93. minucie to nie było żadne novum.
Mimo wpadki trener Szoka musiał być na tyle zadowolony z gry swojej ekipy, więc na mecz e Stalą Rzeszów nie dokonał żadnej zmiany w wyjściowej jedenastce. Na szpicy znów pojawił się Arasa, który od 411 minut nie trafił do siatki, a na środku obrony wystawił Rudola, choć z Polonią zmarnował rzut karny i pechowo interweniował przy golu Kostorza. Marek Zub natomiast tym razem posłał do ataku Pukalę, Brzeka i Buksę, licząc iż przede wszystkim ostatni z wymienionych podtrzyma dobrą formę. Wychowanek Wisły Kraków od lat nie był w takiej dyspozycji, a tymczasem w 5 meczach 1. ligi trafił do siatki aż 5 razy.
Dzisiejszy transparent Kibiców ŁKSu Łódź w związku z wczorajszymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w Krakowie: „Oszczędźmy słów, niech pozostanie wielkie milczenie” ~Jan Paweł II
#ŁKSSTA https://t.co/o1r8EMPJP2
— Polscy Kibice (@PolscyKibicePL) November 8, 2026
Węglarz bliski kuriozalnego samobója
Niestety od początku tego meczu na boisku działo się niewiele. Wiecie, są takie mecze, kiedy strach mrugnąć, bo można przegapić coś ważnego. W przypadku spotkania ŁKS-u ze Stalą Rzeszów dałoby radę uciąć sobie drzemkę regeneracyjną i nic by się nie straciło. Dość powiedzieć, iż najgroźniej zrobiło się w sytuacji, gdy Węglarz o mały włos nie nadział się na pressującego go napastnika.
Nie dziwimy się, iż publiczność zaczęła reagować gwizdami, gdy w 28. minucie obrońcy Rycerzy Wiosny zaczęli wymieniać podania między sobą w ślimaczym tempie. Chwilę później poszło z tego długie podanie do Szczygła, ale ten choćby nie zdołał oddać strzału. Z drugiej strony było kilka lepiej. Stal niby parę razy przyspieszyła akcję, ale nie zmusiła Węglarza, by wykazał się umiejętnościami. Golkiper gospodarzy był dziś jednak dziwnie spięty, bo w 32. minucie kilka brakowało, aby sam sobie wrzucił piłkę za kołnierz, bo spadająca pionowo futbolówka wyślizgnęła mu się z dłoni.
Rudol ukąsił Stal Rzeszów, ale ze spalonego
Do końca pierwszej połowy wydarzyły się jeszcze tylko dwie rzeczy, o których warto tu wspomnieć. Najpierw Buksa sprawdził refleks Węglarza i okazało się, iż nie jest z nim źle. Niemniej skończyło się jedynie na rzucie rożnym. W ostatniej akcji tej części spotkania odgryzł się ŁKS. Najpierw Hinokio zmusił Kozioła do interwencji, a Rudol wpakował piłkę do siatki, tyle iż ze spalonego. Gola oczywiście nie uznano.
No cóż, nie były to miło i owocnie spędzone trzy kwadranse. Okej, być może Marek Zub mógł chwalić swoich podopiecznych za odpowiedzialne zachowanie w tyłach, ale trudno, aby widzowie podniecali się faktem, iż formacja obronna jeden z ekip dobrze zamykała przestrzenie i odpowiedzialnie się przesuwała. No jak to w ogóle brzmi…
ŁKS w końcu rzucił się na Stal
Jakaż to była ulga, gdy w drugiej połowie okazało się, iż obie drużyny jednak umieją grać w piłkę! Najpierw wprowadzony w przerwie Naifi rozbujał Stal, potem Buksa jeszcze raz sprawdził refleks Węglarza, a potem do głosu doszedł ŁKS i to na dłuższy czas. Gospodarze atakowali raz po raz, ale ich skuteczność wołała o pomstę do nieba. Co prawda nie mieli żadnej „setki”, ale przynajmniej zaczęło się coś dziać.
W ciągu 15 minut było mniej więcej tak:
- Kozioł zachował czujność po uderzeniu Arasy na wślizgu;
- Keiblinger dośrodkował idealnie na głowę Hiszpana, ale ten spudłował z bliskiej odległości;
- Arasa kończył kontrę nadbiegając z lewej strony, ale huknął w boczną siatkę;
- Piasecki najpierw przepchnął Krasowskija, a potem jego strzał został zablokowany w ostatniej chwili;
- Hinokio huknął ze skraju pola karnego, choć wyjątkowo niecelnie;
- Keiblinger zacentrował idealnie na głowę Piaseckiego, który jednak nieczysto trafił w piłkę.
Arasa został bohaterem w samej końcówce
Z czasem jednak drużyna Grzegorza Szoki straciła animusz na rzecz przeciwników. Szczerze mówiąc gospodarze powinni cieszyć się, iż Wiśniowski był dla nich litościwy. 17-latek dwukrotnie mógł pokonać Węglarza i dwukrotnie nie zachował zimnej krwi. Rok młodszy Madej też nie zagroził golkiperowi ŁKS-u swoim strzałem z dystansu.
Rycerze Wiosny i Arasa w końcu dopięli swego w 90. minucie meczu. Defensywa rzeszowian otworzyła się przed Hiszpanem niczym morze przed Mojżeszem. Napastnik przypilnował, by w momencie podania Kaputa nie być na spalonym, a potem wyszedł sam na sam z Koziołem. Tym razem jednak Arasa nie miał żadnego problemu, aby pokonać bramkarza. Delikatny lob wystarczył i w ten sposób ŁKS zdobył jedynego gola w tym spotkaniu. Wygrał więc 1:0 i przynajmniej na jakiś czas przesunął się w tabeli Betlic 1. Ligi na drugie miejsce za Polonią Warszawa.
ŁKS 1:0 Stal Rzeszów
90’ – Arasa 1:0
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix

1 godzina temu














