Lindsey Vonn zaryzykowała… i adekwatnie dlaczego mamy z tym problem? [KOMENTARZ]

6 godzin temu

Zachwycamy się Novakiem Djokoviciem, bo coraz starszy dalej walczy o najważniejsze trofea. Noriaki Kasai też budzi powszechne powinszowania i gratulacje, bo jeszcze skacze. Kochamy też sportowców, którzy przezwyciężają ból i walczą o trofea. Powroty po kontuzjach to zawsze piękne historie. Ale sport bywa brutalny. I czasem kończy się to tak jak u Lindsey Vonn. Dlaczego jednak mamy mieć problem z tym, iż Amerykanka zaryzykowała?

Spis treści

  1. Lindsey Vonn podjęła ryzyko. Bo miała do tego prawo
  2. Jedna z największych, a nie byle pierdoła
  3. Zawodowy sport to starty na krawędzi. Taka rzeczywistość
  4. Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

Lindsey Vonn podjęła ryzyko. Bo miała do tego prawo

Wejście na social media i w przededniu, i tuż przed startem, a już szczególnie po występie Lindsey Vonn w zjeździe, kończyło się jednym: zalewem komentarzy na temat tego, iż przyszła na stok staruszka, która myślała, iż wciąż jeszcze potrafi jeździć. A przecież oczywiste było, iż tak się to skończy. Tym bardziej z zerwanym więzadłem krzyżowym.

Prosta logika, prawda? Wiek plus kontuzja, więc musiało się skończyć upadkiem i pokiereszowaniem się w sposób jeszcze bardziej dotkliwy.

Tyle iż wcale nie musiało.

CZYTAJ TEŻ: NOWE WIEŚCI O LINDSEY VONN. PRZESZŁA DWIE OPERACJE

Słuchajcie, jeżeli komuś ufam w kwestii wiary w swoje możliwości na nartach, to Lindsey Vonn jest w ścisłej czołówce takich osób. jeżeli ktoś umie dodatkowo ocenić możliwości swojego ciała, to właśnie Amerykanka. Lista jej kontuzji jest cholernie długa, zresztą to one spowodowały, iż w 2019 roku skończyła karierę. Lindsey zawsze umiała słuchać swojego ciała… ale umiała też przezwyciężać kolejne zdrowotne problemy.

Możemy to przyłożyć do innych sportów: podobnie działał Rafa przez cały czas w tenisie. Albo Justyna Kowalczyk w biegach, która zdobywała mistrzostwo olimpijskie w Soczi ze złamaną stopą. Czy Kamil Glik, który grał w piłkę – no właśnie – z zerwanym więzadłem. I setki, tysiące innych zawodników.

Jasne, żadna z tych dyscyplin nie jest tak ekstremalna i narażona na potencjalne wypadki jak zjazd. Szalone prędkości, przeciążenia, skoki. Trudno wyobrazić sobie, iż ktoś mógłby to przejechać bez ACL-a. Jednak dla Vonn było to wyobrażalne. I szalona jest tu nie ona, ale każdy, kto myśli, iż nie była to decyzja przemyślana.

Amerykanka na pewno konsultowała to z lekarzami. Na pewno testowała swoje kolano jeszcze przed igrzyskami, a potem – na nich. Przejechała przecież dwa treningi na tej trasie, sprawdziła się. Było dobrze. Więc zaryzykowała.

Skończyło się, jak się skończyło. Ale czemu chcieliśmy jej odmawiać prawa do tego ryzyka?

Jedna z największych, a nie byle pierdoła

Dopóki nie pojawiła się Mikaela Shiffrin, to Lindsey Vonn była prawdopodobnie największą legendą, a na pewno największą gwiazdą narciarstwa alpejskiego kobiet. Doskonała na nartach, momentami wręcz nie jechała, a płynęła po śniegu. Gdyby nie urazy, możliwe, iż Mikaela do dziś goniłaby Lindsey pod kątem wygranych w Pucharze Świata.

Ogółem trudno wskazać kogoś, kto „czułby” narty oraz śnieg bardziej od Vonn, serio.

To kiedyś dziewczyna, a potem kobieta adekwatnie na nich wychowana. Miała dwa lata, gdy zaczęła jeździć. gwałtownie okazała się wielkim talentem, weszła do kadry USA z rozpędu, a potem wielokrotnie potwierdzała, iż jest wielka. Gdy wznowiła karierę – z metalowym kolanem – mało kto w nią w pełni wierzył. A ona od razu mówiła, iż choć nie stawia sobie celów, to marzą się jej igrzyska. I wiecie co? Ten sezon pokazał, iż to jest absolutnie realne marzenie.

Bo, co wiele osób pomija, to nie tak, iż przyszła 41-latka, zajęła komuś miejsce ze względu na swój status i pojechała na igrzyska ze względu na medialność.

Lindsey Vonn na ten moment jest liderką klasyfikacji zjazdowej Pucharu Świata 2025/26. Liderką!

Czołowa „10” klasyfikacji zjazdu w PŚ na obecną chwilę. Fot. FIS

Nawet z zerwanym więzadłem jej akcje w walce o medal stały niesamowicie wysoko. Gdyby to więzadło nie „poszło”, pewnie byłaby główną faworytką. Serio, mówić o niej lekceważąco, pisać po tym wypadku, iż „to można było przewidzieć”, to tak, jakby wchodzić na Twittera po meczu Roberta Lewandowskiego, w którym nie strzelił gola, i sugerować, iż Polak się skończył i to już emeryt, a nie piłkarz

Jasne, może to nie wersje Lindsey czy Lewego sprzed 10 lat. Ale to przez cały czas sportowcy wielcy, zdolni dokonać cudów czy to na stoku, czy na boisku. Vonn pokazała to w tym sezonie kilkukrotnie. Siedmiokrotnie stała przecież na podium (w zjeździe i supergigancie), dwa zjazdy wygrała. To przez cały czas wielka mistrzyni.

Jeśli więc ktoś miał prawo wyjechać na tę górę, zapiąć narty, stanąć w bramce startowej i spróbować – to właśnie ona.

Zawodowy sport to starty na krawędzi. Taka rzeczywistość

Nie znam zawodowego sportowca, który powiedziałby, iż nigdy nie startował z bólem czy urazem. adekwatnie każdy, którego byście o to zapytali, stwierdzi, iż a to musiał się cały obsmarowywać maściami na stłuczenia, a to miał jakieś drobne złamanie czy pęknięcie kości, a to wreszcie naderwane mięśnie. Sport to walka z bólem. Jasne, czasem można odpuścić mniejsze starty.

Ale każdy sportowiec zrobi wszystko, by wystartować na igrzyskach olimpijskich. Co by mu nie było i jak fatalnie by się nie czuł.

Lindsey Vonn jest legendą nart właśnie dlatego, iż wielokrotnie robiła to wszystko. Jej kariera jest wręcz zżyta z bólem. Gdy wróciła – po ponad pięciu latach! – oczywistym było, iż zdaje sobie sprawę, iż ciało znowu zacznie ją boleć. Kilkukrotnie zresztą powtarzała, iż tak naprawdę nie musiała tej kariery wznawiać. I iż nie zrobiła tego, by komukolwiek cokolwiek udowadniać, a dlatego, iż kocha narty i brakowało jej tej nuty rywalizacji.

Ale jeżeli już rywalizować, to na całego – to po prostu nastawienie mistrzyni.

Dlatego nie odpuściła. Dlatego poszła na całość. Dlatego zaryzykowała. Zresztą kolano w sumie nie zawiodło. Jasne, pewnie miało wpływ, możliwe, iż źle podeszła do feralnego „podbicia”, weszła w zakręt nie tak, jak powinna była to zrobić. Na pewno chciała amortyzować kontuzjowaną nogę, co podnosiło ryzyko. Bezpośredniego wpływu ACL-a jednak nie było, bo noga do tamtego momentu wytrzymała trudy rywalizacji. Pośredni – najpewniej tak. Choć ostatecznie najważniejsze okazało się zahaczenie bramki kijkiem. Bez tego może by się wyratowała i jechała dalej.

A tak – nie udało się. Złamała nogę. Bywa i tak.

| Oh nee! Lindsey Vonn geeft alles, maar gaat hard onderuit! Wat een drama voor de Amerikaanse superster. #MilanoCortina2026

Winterspelen HBO Max pic.twitter.com/upYaxRw4oO

— Eurosport Nederland (@Eurosport_NL) February 8, 2026

I akurat Lindsey Vonn – choćby jeżeli będzie zrozpaczona przez jakiś czas – zdaje sobie z tego sprawę, iż to sportowa rzeczywistość. Gdy wystartowała, zaakceptowała ryzyko. Wiedziała, na co się pisze. To był jej wybór. Nikt jej nie przymuszał, nikt nie stał nad nią z batem czy kajdankami. Ba, pewnie wiele osób chętniej by jej to odradziło.

Ale takiej mistrzyni po prostu pozwala się o sobie decydować. Rozumieli to wszyscy w kadrze USA, rozumiała sama Lindsey i ostatecznie zdecydowała się spróbować. Tym bardziej wiedząc, iż szansy na wywalczenie kolejnego medalu igrzysk prawdopodobnie już nie dostanie.

A my też powinniśmy spróbować – zrozumieć tę postawę.

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

  • Prevc goni Nykaenena. Do tej pory nikomu się nie udało
  • Rozmiar ma znaczenie w locie. O co chodzi z penisami skoczków?
  • Kacper Tomasiak na podium igrzysk? Goldberger komentuje
  • Skoczkowie walczą o medale. „Wszystko się może wydarzyć”

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału