Legia ogłosiła sensacyjny ruch. To już jest panika

2 godzin temu
Transfer Rafała Adamskiego mówi wiele o miejscu, w którym jest dziś Legia. I nie chodzi o samego piłkarza, bo dla niego to zasłużona nagroda. Legia znów była spóźniona, działała nerwowo i stawia na zawodnika, którego mogła mieć dużo wcześniej. Warszawiacy walczą o ekstraklasowy byt w totalnym chaosie - pisze Konrad Ferszter ze Sport.pl.
Jeszcze rok temu na Rafale Adamskim zawiodła się pierwszoligowa Warta Poznań, która skróciła jego wypożyczenie z Zagłębia Lubin. Klub z Dolnego Śląska 24-latka też nie chciał, dlatego z końcem czerwca stał się on wolnym zawodnikiem. Wtedy nikomu choćby nie przyszłoby choćby na myśl, iż siedem miesięcy później Adamski podpisze 3,5-letni kontrakt z Legią, a warszawski klub odtrąbi z tego powodu sukces.

REKLAMA







Zobacz wideo Czy Snoop Dogg spotka w końcu pieroga? "Musi się jeszcze wysilić, żeby go otrzymać"



Mowa bowiem o klubie, który w tym sezonie miał sięgnąć po pierwsze od 2021 r. mistrzostwo Polski i latem zapłacił trzy miliony euro za duńskiego napastnika - Miletę Rajovicia. Poza tym po powrocie do klubu przez chwilę błyszczał Jean-Pierre Nsame, a do Legii trafił też doświadczony Antonio Colak. Legia znalazła się w jednak takim miejscu, iż musi się ratować sprowadzeniem napastnika z pierwszej ligi za 200 tys. złotych.
Ten transfer najlepiej definiuje to, czym stał się stołeczny klub za rządów Dariusza Mioduskiego. Zgoda: Adamski to transfer, który nie niesie za sobą żadnego ryzyka. Ale Legia znowu działa chaotycznie i chwyta się pierwszego lepszego koła ratunkowego, które docelowo pewnie żadnym rozwiązaniem nie będzie.
Legia znowu spóźniona
Legia nie wyciąga wniosków z popełnionych błędów. Przed rokiem, gdy Goncalo Feio narzekał na brak napastnika - Warszawiacy w ostatniej chwili zdecydowali się na sprowadzenie Ilji Szkurina. Białorusin w Legii się nie odnalazł i raptem pół roku później został oddany do GKS Katowice.
Legia była wtedy mocno spóźniona, tak jak spóźniona jest i teraz. Mimo iż sprowadzenie napastnika było dla klubu priorytetem, to do transferu doszło dopiero po dwóch meczach rundy wiosennej. Meczach koszmarnych, w których Warszawiacy - cudem - uciułali raptem punkt. W klubie znów się zapaliło, Legia znów działała na wariackich papierach.



Tym razem wybór padł jednak nie na sprawdzonego w ekstraklasie piłkarza, a gwiazdę I ligi. A konkretnie gwiazdę jesieni, bo Adamski błyszczał jedynie w Pogoni Grodzisk Mazowiecki. 24-latek nie poradził sobie w ekstraklasie w Zagłębiu Lubin, nie pomógł też Warcie na jej zapleczu. Statystyki Adamskiego - 11 goli i 10 asyst - robią wrażenie, ale transfer do Legii budzi wiele wątpliwości.
Przede wszystkim, czy nie był to fenomen jednej rundy? W końcu wcześniej Adamski więcej niż trzy gole strzelił co najwyżej w II lidze. Po drugie, czy dla 24-letniego napastnika ekstraklasa, a zwłaszcza Legia w tak trudnym położeniu, nie okaże się zbyt dużym wyzwaniem? I po trzecie, jak Adamski odnajdzie się w taktyce Marka Papszuna, który w Rakowie Częstochowa co chwilę wymieniał kolejnych napastników?
Nowy zawodnik na pewno może się jeszcze rozwinąć, ale nie jest już piłkarzem najmłodszym. W wieku 24 lat Adamski już sporo widział i mierzył się z różnymi poziomami. Z różnym skutkiem. Na pewno jednak nie takim, który od razu promowałby go transferem do Legii. Symboliczne były słowa dyrektora sportowego warszawskiego klubu Michała Żewłakowa, który transfer nazwał wprost "nieoczywistym".
Czy Legia buduje już kadrę na I ligę?
Warszawiacy nie kupili ani piłkarza młodego, ani super utalentowanego, ani takiego, który strzelał gole w wielu miejscach przez długi czas. Adamski nie został też wynaleziony w egzotycznej lidze dzięki wnikliwemu, długiemu procesowi skautingu.



Adamskiego do Legii mógłby polecić każdy w miarę zorientowany kibic ekstraklasy i I ligi. Do tego nie potrzeba ani skautingu, ani wielkich analiz. Warszawiacy sprowadzili piłkarza, który wykonywał dobrą pracę pod jej nosem. Nie tylko na boiskach I ligi, ale też w Grodzisku Mazowieckim, gdzie trenują nie tylko piłkarze Pogoni, ale i Legii.
Po co Legii dział skautingu, który stawia na oczywiste nazwiska, ale ryzykowne ruchy? Jedyne, co go w tej sprawie broni, to pusta kasa przy Łazienkowskiej. Przy niemal zerowym budżecie na transfer Warszawiacy mieli bardzo ograniczone możliwości sprowadzenia zawodnika bardziej sensownego niż Adamski. "Nie będzie gorszy niż Rajović" - mówią kibice Legii. I pewnie mają rację, zwłaszcza iż Duńczyk kosztował Legię jakieś 60 razy więcej niż Adamski. Ale nie o to chodzi. Legia powinna stawać się dużo lepsza, a nie równać w dół.
Z całym szacunkiem dla Adamskiego - bo dla niego ten transfer to nagroda - prawdopodobieństwo, iż okaże się on zbawcą Legii jest minimalne. Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, iż 24-latek w klubie się nie sprawdzi i za pół roku - podobnie jak Szkurina - już go w nim nie będzie.
Chyba iż Legia spadnie do I ligi. Wtedy na transfer Adamskiego będzie można spojrzeć inaczej, a długofalowa wizja Mioduskiego okaże się adekwatna. Budowa drużyny na sezon 2026/27 już w lutym byłaby wyraźnym krokiem naprzód w porównaniu do zeszłorocznej opieszałości, której efekty widzimy tu i teraz.
Idź do oryginalnego materiału