Doskonale pamiętamy, jak 10 lat temu (ależ to zleciało) Legia przy Łazienkowskiej remisowała z Realem Madryt. Kibice z Warszawy obudzeni w środku nocy prawdopodobnie będą potrafili ze szczegółami opisać gole Miroslava Radovicia, Vadisa Odiji-Ofoe oraz Thibaulta Moulina. Norweską wersją Królewskich został właśnie Bayern Monachium, który odwrócił losy meczu, ale i tak sensacyjnie stracił punkty w Skandynawii. Antybohaterem Bawarczyków został Michael Olise.
W ostatnich sezonach zdążyliśmy się przyzwyczaić, iż do Ligi Mistrzów jest w stanie awansować, a choćby wyjść do fazy pucharowej, Bodo/Glimt. W tym roku do rywala doskonale znanego polskim klubom dołączył Viking Stavanger, który właśnie sprawił niemałą sensację. Po szalonym boju zatrzymał Bayern Monachium. Skończyło się remisem, chociaż w pewnym momencie Norwegowie mogli liczyć na zgarnięcie kompletu punktów.
Szalony mecz w Lidze Mistrzów. Norwegowie mają swój Real Madryt
Jesteśmy więcej niż przekonani, iż przez wiele kolejnych lat w domach wszystkich fanów Vikinga będzie toczyła się dyskusja, co by było gdyby… Gdyby udało się pokonać mistrza Niemiec, do czego wcale tak wiele nie brakowało. Po pierwszej połowie goście sensacyjnie prowadzili i to 2:0! Do siatki Bawarczyków trafili Gianni Stensness oraz Peter Christiansen.
Po przerwie marzenia Norwegów o sensacyjnym pokonaniu niemieckiego hegemona legły w gruzach. Już po pierwszym kwadransie po wznowieniu gry był remis za sprawą dwóch trafień Harry’ego Kane’a, w tym jednego z rzutu karnego (Anglik i spółka mogą się cieszyć, iż na prowadzenie ich meczu nie zostali wysłani sędziowie z Polski, bo przy ich ostatniej formie, to kto wie, jakby to się skończyło.
W każdym razie niedługo później piłkę do siatki wbił jeszcze Luis Diaz i w tym momencie mogło się wydawać, iż to koniec marzeń graczy mistrza Norwegii o pierwszej zdobyczy na poziomie Ligi Mistrzów. Pomocną dłoń do rywala postanowił wyciągnąć jednak Michael Olise, który wyleciał z boiska za dwie żółte kartki. A dodajmy, iż drugą z nich otrzymał za rzucenie piłki w twarz rywala.
Carton rouge pour Michael Olise qui envoit la balle dans la gueule de son adversaire volontairement azy
C’est rare ce genre de comportement de sa part … https://t.co/mzDMy2KWXk
— JeanBonBeurre #KaneBallonDor (@JeanBonBeurreL) October 13, 2026
Wyjątkowo głupie zagranie się zemściło. Już w doliczonym czasie gry Herman Johan Haugen zapewnił Vikingowi pierwszy punkt w Lidze Mistrzów. Mimo iż mistrz Norwegii wypuścił z rąk dwubramkowe prowadzenie, to mecz tak się ułożył, iż raczej powinien być zadowolony z końcowego wyniku. Przed pierwszym gwizdek w końcu brałby w ciemno.
A Olise nie tylko pomógł Vikingowi, ale i wykartkował się ze szlagierowego meczu z Arsenalem w przyszłą środę…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix

4 dni temu















