Lech Poznań ma perełkę na środku obrony. „Gra jak weteran”

2 godzin temu

Wojciech Mońka to zdecydowanie największy wygrany ostatnich dni w Lechu Poznań. 18-latek meczami z Radomiakiem Radom i Lausanne-Sport pokazał, iż już teraz jest gotowy do regularnych występów w pierwszym zespole mistrzów Polski. Sam ten fakt czyni go postacią wyjątkową.

Kolejorz znany jest z promowania kolejnych polskich zawodników, których potem za duże pieniądze sprzedaje na Zachód. W ostatnich latach chodziło jednak głównie o piłkarzy ofensywnych, ewentualnie bocznych obrońców. Ze stoperów przewinął się jedynie Mateusz Skrzypczak, ale on w wieku Mońki miał na koncie raptem trzy mecze i to jako defensywny pomocnik. Szperając dalej, cofamy się aż do Jana Bednarka i Marcina Kamińskiego, a choćby oni na tym etapie odgrywali mniej istotną rolę przy Bułgarskiej.

Wojciech Mońka. Młody obrońca Lecha Poznań wypływa na szersze wody

– Byłem zaskoczony, iż tak gwałtownie dostał szansę w pierwszym zespole. Pokazał jednak, iż na nią zasłużył i w pełni ją wykorzystuje. Po prostu gra pewnie. Rzadko popełnia błędy. Zdarzają się jakieś w ustawieniu, ale nigdy nie wykazywał się nonszalancją z piłką, zawsze pewnie rozgrywał – mówi nam Maciej Wichtowski, kapitan rezerw Kolejorza, który grał z Mońką w drugiej i trzeciej lidze.

W Lechu ma bardzo dużą rywalizację. Walczy o skład z reprezentantami swoich krajów. To nie jest norma, iż 18-latek na środku obrony w takim klubie jak Lech tak gwałtownie dostaje minuty. Ale Wojtek jest gotowy, co pokazał już tamten sezon. Lech walczył o mistrzostwo, a on pod koniec wiosny grał i dawał radę, choćby jako „szóstka”. Trener musi go cenić, nie tylko pod względem umiejętności, ale również mentalności. W tak wymagających okolicznościach nie spala się i daje to, co ma najlepszego – dodaje 34-letni obrońca.

Jak Maciej Wichtowski pamięta Wojciecha Mońkę z okresu wspólnych występów? – Zaskoczyła mnie jego boiskowa mądrość. Grał jak doświadczony zawodnik, ponad swój wiek, rzadko się gubił. Od razu można było odczuć, iż jest pewnym punktem obrony. Czułem się bezpiecznie, mając go obok siebie. A w szatni to spokojny, skromny chłopak, gotowy do pracy. Lubi potrenować – zapewnia.

„Świetnie przewiduje zamiary przeciwnika”

Młokos mógł liczyć na cenne rady starszego kolegi. – Wiadomo, iż dużo mu podpowiadałem. Wielokrotnie rozmawialiśmy, jak się ustawiać w polu karnym czy jak reagować po stracie piłki. Najczęściej mieliśmy schemat ustawienia przy dośrodkowaniach z bocznych stref, iż jeden stoper ma być bliżej pierwszego słupka, a drugi idzie bardziej do przodu, żeby zebrać piłkę wycofaną. gwałtownie się zgraliśmy w tym elemencie i dobrze to wychodziło w meczach. Miałem wrażenie, jakbym grał z nim od dłuższego czasu – chwali Wichtowski.

Za co ceni go najbardziej? – Moim zdaniem jego największy atut to antycypacja boiskowych wydarzeń. Ma ją na bardzo wysokim poziomie. Świetnie przewiduje zamiary przeciwnika. Mecz z Lausanne pokazał, iż idzie do końca, blokuje strzały. choćby jest w stanie interweniować wślizgiem w polu karnym, gdy już masz dużą odpowiedzialność za każdy ruch. Nie bał się, wiedział, iż trafi w piłkę. To świadczy o tym, iż jest pewny swoich umiejętności. Zagrał jak stary wyjadacz – recenzuje były stoper m.in. Warty Poznań, Wigier Suwałki i Pogoni Siedlce.

Mecz ze Szwajcarami jest bez wątpienia dla Mońki najlepszym z dotychczasowych. To on był ratownikiem zespołu w kluczowych momentach i decydował się na najtrudniejsze interwencje, które kończyły się powodzeniem. Ktoś bez prawidłowo wytworzonego poczucia własnej wartości nie byłby w stanie robić takich rzeczy.

Asysta w debiucie w pierwszym składzie

A ono wytwarzało się krok po kroku. Mońka w kadrze na mecz Ekstraklasy znalazł się jeszcze za kadencji Mariusza Rumaka, ale debiutu w pierwszym zespole doczekał już po przyjściu Nielsa Frederiksena. Było to 3 sierpnia 2024 roku z Lechią Gdańsk (3:1), gdy w samej końcówce zmienił Joela Pereirę.

Prawdziwy test nadszedł cztery miesiące później. Na zamknięcie rundy jesiennej z Górnikiem Zabrze (1:2) Mońka wystąpił od początku. Frederiksen w zasadzie nie miał wyjścia, bo posypały mu się wszystkie inne opcje w obronie. Dość powiedzieć, iż jedynym stoperem na ławce był wówczas… nasz rozmówca do tego tekstu, czyli Maciej Wichtowski.

Młody partnerował Antonio Miliciowi i… wypadł lepiej niż on. To raczej postawa Chorwata okazała się powodem do zmartwień. Mońka dał się co prawda łatwo ograć Lukasowi Podolskiemu przy akcji bramkowej gospodarzy, ale wcześniej zanotował klasową asystę przy golu Afonso Sousy. Chłopak generalnie udźwignął ciężar spotkania i wysłał sygnał, iż jest opcją wartą rozważenia na przyszłość.

Frederiksen to zapamiętał i pod koniec poprzedniego sezonu, kiedy przecież ważyły się losy mistrzostwa, odkurzył Mońkę na dłużej. 18-latek kilka razy posadził na ławce będącego bez formy Alexa Douglasa, tworząc duet z Miliciem lub Bartoszem Salamonem. Prawie za każdym razem wypadał co najmniej solidnie. Z nim od początku Lech wygrał 2:0 z Koroną Kielce i 8:1 z Puszczą Niepołomice oraz – przede wszystkim – 1:0 z Legią na Łazienkowskiej.

Wpadka z Radomiakiem

Napisaliśmy „prawie za każdym razem”, bo był jeden słabszy moment. W Radomiu Lech długo prowadził dwoma bramkami, ale pod koniec Mońka – wtedy akurat obecny na murawie od 57. minuty za kontuzjowanego Salamona – popełnił kosztowny błąd. Dostał piłkę od Bartosza Mrozka i czując presję rywala źle ją odegrał do Antoniego Kozubala. Podanie przechwycił Capita i huknął pod poprzeczkę. Radomiak złapał kontakt i niedługo potem zdołał doprowadzić do remisu.

Warto jednak zaznaczyć, iż działo się to jeszcze prze Puszczą i Legią, gdzie młody stoper zagrał w pełnym wymiarze i nie zawiódł. Już wtedy pokazał, iż jest mocny psychicznie. Finalnie mógł się czuć pełnoprawnym mistrzem Polski, rozgrywając dziewięć meczów i spędzając na boisku ponad pół tysiąca minut.

W tym sezonie Mońka częściej jest eksploatowany w europejskich pucharach niż Ekstraklasie. Nie brakowało trudnych chwil. W domowej klęsce z Racingiem Genk (1:5) gwałtownie wszedł za Antonio Milicia i z konieczności biegał po prawej stronie defensywy. Nie radził sobie, Genk wbił jeszcze trzy gole, ale to był fatalny dzień dla całego Lecha. W wygranym rewanżu się odkuł, grał od początku do końca. Mońka był też w obronie na Lincoln i zbytnio nie pomógł, jednak znów można stwierdzić, iż srogo zawiodła cała drużyna.

To już nie jest wariant rezerwowy

W lidze zagrał w 3. kolejce z Widzewem (2:1) i ostatnio z Radomiakiem (4:1). Przeciwko łodzianom zrobiło się o nim nieco głośniej, ponieważ… w widoczny sposób odrzucił kartkę z instrukcjami od sztabu szkoleniowego. Przechwycili ją potem ludzie z Widzewa i próbowali rozszyfrować. Nie wiadomo, czy im się to udało, ale jeżeli nawet, to nie było przełożenia na wynik.

Po Radomiaku Mońka zebrał bardzo dobre recenzje, mimo iż był zamieszany w utratę jedynego gola. Wisienką na torcie okazał się mecz z Lausanne. Milić siedział już na ławce, ale to 18-letni Polak grał.

I wydaje się, iż Niels Frederiksen nie może tego występu zlekceważyć i znów odesłać Monkę na ławkę. Dotychczas korzystał z niego głównie w obliczu kartek lub kontuzji starszych stoperów, ale chyba nadszedł czas, żeby traktować go jako pierwszy wybór.

Nie chciałbym go teraz zagłaskać, choć Wojtek twardo stąpa po ziemi i raczej nie odleci. Niech dalej ciężko pracuje. Ma już swoje pięć minut, ale trzymam kciuki, żeby to był dopiero początek i zaczął grać więcej. Liczę, iż meczem ze Szwajcarami na dłużej wywalczy sobie skład. Piłkarsko na niego zasłużył – podsumowuje Maciej Wichtowski.

Dziś z Wisłą Płock kolejna próba?

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

  • GKS musi na niego chuchać i dmuchać. Dziś załatwił Pogoń
  • Słyszeliście ten huk? To kamień z serca spadł Cracovii
  • Lechia goni Legię, a miała minus pięć punktów na starcie
  • Trener Cracovii już udzielił pierwszego wywiadu po polsku [WIDEO]

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału