Lazio trenera Gennaro Gattuso jest w tym sezonie fantastyczne i takie było również w pierwszej połowie w Neapolu. Dominacja, wyłączenie atutów przeciwników, dużo większa liczba strzałów, apetyt na gole i pewność siebie. Wszystko to zmieniło się nagle jak po jakimś czarodziejskim zaklęciu i tak naprawdę Biancocelesti mogą podziękować Kevinowi De Bruyne oraz zwłaszcza Rasmusowi Hojlundowi za ten remis.
Celem Lazio było utrzymanie pozycji lidera Serie A, a do tego wystarczał remis. Tak, zespół, który był pogrążony w wielkim kryzysie, nie dostał się do europejskich pucharów i gdzie kibice protestują przeciwko właścicielowi zajmuje sensacyjne pierwsze miejsce.
Zupełnie inne nastroje panują w Neapolu… Swoje robi multum kontuzji (Buongiorno, Spinazzola, Lobotka, Di Lorenzo, Neres), ale i z nimi w składzie gra nie wyglądała najlepiej. Kibice w Neapolu nie przyzwyczaili się, iż ich drużyna bije się gdzieś w środku tabeli z Cagliari, Torino czy Genoą.
Lazio było lepsze i potwierdziło to zdobyciem bramki
Od początku było widać, kto tutaj jest w tabeli liderem, a kto trwa w piłkarskim kryzysie. Już w 50. sekundzie beznadziejny Rafa Marin udowodnił, iż przez cały czas jest beznadziejny, podając prosto pod nogi Gustava Isaksena. Dodajmy, iż potem do niego za wolno doskoczył i miał szczęście, iż Duńczyk kopnął obok bramki. Delikatnie mówiąc – Hiszpan nie był najpewniejszym punktem. W innej sytuacji w polu karnym w dziecinny sposób zwiódł go ten sam Isaksen. Ominął go jak stojącego pachołka.
Goście dobrze weszli w mecz. Po bardzo ładnej akcji i kilku szybkich podaniach skiksował Davide Frattesi. Na pewno powinien przymierzyć lepiej. Tijjani Noslin chciał sprytnie przelobować Vanję Milinkovicia-Savicia i prawie mu wyszło. Serb miał ogólnie trochę roboty – musiał też bronić strzały Isaksena i Sutalo.
Lewa strona hulała. Co chwilę dośrodkowywał to Noslin, to Nuno Tavares. Goście mieli tam praktycznie wolny tor jak w biegu na 100 metrów. Może trochę brakowało celności, ale kompletnie nikt ich nie blokował. Po 20 minutach w strzałach było aż 1:8.
Lazio dominowało, a gola strzeliło… po kontrze. Sporo metrów podciągnął lewą stroną Noslin, na obieg poszedł mu Davide Frattesi i pokonał Savicia.
Vantaggio Lazio con Frattesi. 1-0 al Maradona.
#NapoliLazio #sscnapoli #SerieA https://t.co/EDRTvUiLyx
— Spazio Napoli (@Spazio_Napoli) November 8, 2026
Włoch trochę czekał na gola w klubie. Nie trafił do siatki po trzech golach z rzędu na przełomie sierpnia i września.
Kenneth Taylor miał czego żałować. Mógł strzelać od razu z tzw. pierwszej, ale kombinował, cudował, chciał jeszcze podryblować i został zablokowany.
Napoli najpierw żenujące, a później… wszyscy wypili sok z gumijagód
Mało było Scotta McTominaya, mało passów De Bruyne, mało wejść obrońców po bokach, a Hojlund? Szkoda w ogóle gadać. Najpierw w ogóle nie trafił w bramkę, będąc na czystej pozycji, choć i tak uratował go ofsajd. Ale to, co zrobił później… piłka odbiła mu się od „sęka”, kiedy stał praktycznie dwa metry, może metr od bramki. Wystarczyło to lekko kopnąć, bo Christos Mandas już leżał na ziemi. No i na leżąco zagarnął piłkę, która turlała się i płakała. Jak on w ogóle na to nabiegał…

Praktycznie tylko Noa Lang wygrywał pojedynki, szarpał, próbował na obu skrzydłach. Sam ciągnął grę Napoli. Jego koledzy delikatnie się przebudzili pod koniec pierwszej połowy. Ale było to takie przebudzenie przed robotą, iż scrollujesz telefon i nie chce ci się wstać, zrobić sobie śniadania. Lang – jak to on – miał też moment odklejenia. Zachował się jak głupek, kiedy protestował po bezmyślnie złapanej żółtej kartce.
Wszystko odmieniło się jak po jakimś czarodziejskim zaklęciu. Zupełnie inny zespół wyszedł na boisko po przerwie. Znaczenie miało też to, iż Nuno Tavares, czyli podstawowy lewy obrońca i istotny gracz Lazio – doznał kontuzji.
Allegri zaryzykował i zostawił na boisku „narwanego” Langa, a ten był po prostu najlepszy po stronie Napoli i udokumentował to asystą. Alfonso Pedraza uprzedził McTominaya i wpakował swojaka.
Trudno było poznać, iż to jest ten sam zespół, który był tak apatyczny i zrezygnowany. Zwłaszcza przebudził się Scott McTominay, który wszedł w tryb, w jakim zdobywał MVP sezonu. Dużo napędzał, przy golu to jego odbiór w środkowej strefie był kluczowy, miał też swoją szansę po bardzo dobrej klepce (oczywiście brał w niej udział Lang).
Gennaro Gattuso wściekał się przy linii. Nie poznawał swojej drużyny. Olivera kopnął nad bramką, a następnie… Chryste – co też zrobił Kevin De Bruyne, jak on to skiepścił?! „Okradł” z asysty Vanję Milinkovicia-Savicia i przegrał sam na sam z bramkarzem. Jeszcze piłka trafiła pod jego nogi i odbiła się tak, iż leciała do siatki, ale w ostatniej chwili z linii wybił ją Reda Belahyane.
To Napoli napierało.Generalnie działo się, choć tylko z jednej strony. Zespół Lazio był żenujący. W pół godziny oddał zaledwie jeden strzał i to zablokowany. Frattesi oddychał już rękawami, nie nadawał się, a mimo to pozostawał na boisku – w końcu zauważył to Gattuso i wykorzystał limit zmian. Dopiero Noslin oddał pierwszy celny strzał w 75. minucie po niebezpiecznej stracie Anguissy.
Ciekawy był też moment, kiedy na boisku pojawił się Lorenzo Lucca, który jest w Napoli pośmiewiskiem. Kibice na stadionie im. Diego Maradony przywitali go… ogromnymi gwizdami. Wszystko z powodu jego kłótni z Kevinem De Bruyne w trakcie meczu z FC Porto. Trzeba mieć tupet, żeby sadzić się do piłkarza z takimi osiągnięciami, samemu będąc takim kasztanem. Lucca zresztą swój „poziom” pokazał, gdy wpierdzielił się Scottowi Mctominayowi w paradę i oddał niegroźny strzał na wślizgu.
Generalnie druga część drugiej połowy to było już wolniejsze tempo, choć gdyby McTominayowi siadła przewrotka, to byłby chyba gol sezonu. W każdym razie jest to zasłużony remis – Lazio mocno dominowało w pierwszej części, Napoli w drugiej.
No i widać tez, jak ważnym piłkarzem dla Biancocelestich jest Nuno Tavares. Bez niego oklapło to wszystko kompletnie.
Full time: #NapoliLazio 1-1
#ForzaNapoliSempre https://t.co/rfTlyzi4ku
— Official SSC Napoli (@sscnapoli) November 8, 2026
Napoli – Lazio 1:1
- 28′ Frattesi – 0:1
- 48′ Pedraza (sam.) – 1:1
Fot. Newspix
ZOBACZ RÓWNIEŻ

3 godzin temu














