Władimir Semirunnij przeszedł do historii polskiego sportu jako srebrny medalista Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. Nasz panczenista w fenomenalny sposób pokonał dystans 10 000 metrów i przegrał jedynie z Czechem Metodejem Jilkiem.
REKLAMA
Zobacz wideo "6. miejsce polskich saneczkarzy to większy sukces niż medal skoczka!"
Wyliczali przed ostatnim biegiem. "Francja? To przeszłość"
Ostatni bieg, w którym swoje siły mierzyli Norweg Sander Eitrem i Francuz Timothy Loubineaud, sprawił, iż kibice i eksperci przed telewizorami siedzieli jak na szpilkach. Po każdym okrążeniu pokonanym przez obu panów wyliczano, czy Semirunnij utrzyma się na podium.
Względny spokój towarzyszył Filipowi Macudzie ze Sport.pl, który parafrazując klasyka, napisał na portalu X: "Przed ostatnim biegiem powiem tak. Francja? To przeszłość".
Jak się okazało, nie pomylił się, gdyż Loubineaud i Eitrem wyraźnie osłabli w drugiej fazie rywalizacji i pożegnali się z szansami medalowymi. Nasz dziennikarz dodał tylko na koniec: "Władek Semirunnij z Tomaszowa Mazowieckiego". To właśnie w tym mieście, w klubie Pilica, na co dzień trenuje srebrny medalista igrzysk olimpijskich.
Cała Polska w ekstazie po tym, co zrobił Semirunnij. "Efekt ciężkiej pracy"
Ogromna euforia towarzyszyła także Michałowi Polowi z Kanału Sportowego, który wielkimi literami napisał "MAMY TO! KOLEJNE SREBRO DLA POLSKI! Władek Semirunnij wicemistrzem olimpijskim na 10 000 m!".
"To efekt ciężkiej pracy, determinacji i sportowego charakteru na najwyższym poziomie" - zaznaczył wicemarszałek Województwa Małopolskiego Witold Kozłowski.
O determinacji świadczą także słowa Semirunnija, które zacytował Seweryn Czernek z WP SportoweFakty. "Powiedział, iż celował w rekord olimpijski i był na niego gotowy. Ależ to jest ambitny zawodnik!" - czytamy.
"Brawo Władek, bardzo dobry bieg. Przy tej tafli ten czas pachniał medalem, choć trudno było z marszu stwierdzić którym" - uznał z kolei Karol Cześnik z portalu SkokiPolska.pl.
Piątek trzynastego okazał się szczęśliwy. "Lodowy gladiator" rodem z "Gwiezdnych Wojen"
Ciekawą statystyką podzielił się również Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, który zauważył, iż to kolejny medal zimowych igrzysk wywalczony przez reprezentanta Polski w dniu 13 lutego. A ten smakuje wyjątkowo, gdyż wypadł w teoretycznie pechowy piątek.
Jak dodał Jachimiak, "To jest piękna historia. To zapłata za NIESAMOWITE poświęcenia młodego chłopaka, który zmienił całe życie, żeby to mieć". Oczywiście chodzi o ucieczkę z Rosji do Polski i przyjęcie obywatelstwa naszego kraju.
Historię wicemistrza olimpijskiego postanowił rozszerzyć Grzegorz Kita - prezes i założyciel Sport Management Polska. Najpierw jednak nazwał Władimira Semirunnija "lodowym gladiatorem" i stwierdził, iż w swoim kasku wygląda jak postać z "Gwiezdnych Wojen".
"A się nie chce wierzyć, iż po ucieczce z Rosji, ten chłopak mieszkał w zajeździe przy katowickiej ekspresówce a do Areny Lodowej musiał biegać 7 km. Tam trenował, zjadał zapiekankę, krótka drzemka, potem trening siłowy. A potem 7km biegiem z powrotem. Historia jak z Rocky" - dodał.
Władimir Semirunnij zdobywając srebrny medal olimpijski dołączył do Kacpra Tomasiaka, który wywalczył pierwszy w tym roku krążek dla Biało-Czerwonych - również srebrny. Pozostaje mieć nadzieję na to, iż to tylko początek pasma sukcesów 23-letniego panczenisty.
Zobacz też: Semirunnij ustawił się do końca życia. Tyle będzie płacić mu państwo

2 godzin temu












