W bieżącym stuleciu nowo mianowanym trenerom Realu Madryt przytrafiały się poważne wpadki w debiutach, ale Alvaro Arbeloa przebił wszystkie te potknięcia. Wprawdzie 42-letniego Hiszpana za obecne problemy Królewskich – nawiązując do klasyka – winilibyśmy najmniej, jednak trzeba przyznać, iż nędzniej się ta kadencja zacząć po prostu nie mogła. A co gorsza, jeżeli spojrzymy na poprzednich szkoleniowców, którzy w XXI wieku zaczynali przygodę z Los Blancos od wtopy, to żaden z nich furory na Bernabéu nie zrobił.
W czerwcu 2003 roku pracę w Realu po blisko czterech latach zakończył Vicente del Bosque. Przyjrzyjmy się zatem, jak debiutowali późniejsi trenerzy madryckiej ekipy i jak na ich tle wypada Arbeloa ze swoją zawstydzającą klęską 2:3 w Pucharze Króla z Albacete, siedemnastym zespołem zaplecza hiszpańskiej ekstraklasy.
Zwycięskie debiuty w Realu Madryt? To normalka
Zacznijmy od listy szkoleniowców, którzy w XXI wieku zaczynali pracę z Realem Madryt od zwycięstw. Jest ona dość pokaźna, co nie powinno zaskakiwać. Ostatecznie mówimy o klubie, który regularnie rozstaje się z trenerami legitymującymi się średnią przeszło 2 punktów na mecz.
- Jose Antonio Camacho* – (11.08.2004; el. LM) Wisła Kraków – Real Madryt 0:2
- Mariano García Remón – (21.09.2004; LaLiga) Real Madryt – CA Osasuna 1:0
- Vanderlei Luxemburgo – (05.01.2005; LaLiga) Real Madryt – Real Sociedad 2:1
- Juande Ramos – (10.12.2008; Liga Mistrzów) Real Madryt – Zenit Petersburg 3:0
- Manuel Pellegrini – (29.08.2009; LaLiga) Real Madryt – Deportivo La Coruña 3:2
- Carlo Ancelotti – (18.08.2013; LaLiga) Real Madryt – Real Betis 2:1
- Zinedine Zidane – (09.01.2016; LaLiga) Real Madryt – Deportivo La Coruña 5:0
- Santiago Solari – (31.10.2018; Puchar Króla) UD Melilla – Real Madryt 0:4
- Zinedine Zidane* – (16.03.2019) Real Madryt – Celta Vigo 2:0
- Carlo Ancelotti* – (14.08.2021) Deportivo Alavés – Real Madryt 1:4
* – nie było to pierwsze podejście danego trenera do pracy w Realu
Ciekawym przypadkiem jest Jose Antonio Camacho, który przez długie lata bronił kolorów Realu jako zawodnik, a później był też członkiem sztabu szkoleniowego Los Blancos. W 1998 roku Hiszpan chwycił wreszcie za ster w ekipie Królewskich, ale utrzymał go w dłoniach zaledwie przez trzy tygodnie. – Nie odnalazłem w kierownictwie zaufania do moich decyzji i zdałem sobie sprawę, iż nie będę mógł spokojnie pracować – tak Camacho wyjaśniał swoją sensacyjną rezygnację. – Nie wiem, jakie zapanowały zwyczaje w tym klubie. Przez lata byłem piłkarzem Realu, ale to już nie jest mój Real. Nie spodziewałem się tego.
W 2004 roku Camacho powrócił na Bernabéu, tym razem zatrudniony przez Florentino Pereza. Zaczął od wyrzucenia Wisły Kraków z eliminacji do Ligi Mistrzów, następnie wymęczył dwa zwycięstwa w LaLiga. Jednak 15 września 2004 roku jego drużyna została zdemolowana w fazie grupowej Champions League przez Bayer Leverkusen (pamiętny gol Jacka Krzynówka!), a zaraz potem oberwała na ligowym podwórku od Espanyolu. No i Camacho… znowu zrezygnował.
– Prezes, zarząd i fani we mnie wierzyli. Ale muszę przyznać, iż drużyna nie spisywała się tak, jak powinna. I nie poprawi się ze mną na ławce trenerskiej. Gdybym pozostał na stanowisku, kryzys mógłby się pogłębić. Dlatego postanowiłem zrezygnować – oznajmił 70-letni w tej chwili szkoleniowiec.
Z kolei Vanderlei Luxemburgo, kolejny szkoleniowiec ery pierwszych Galacticos, zaczął w 2005 roku od passy dziewięciu spotkań bez porażki. Później było już jednak gorzej, aczkolwiek o niepowodzeniu Brazylijczyka w stolicy Hiszpanii nie przesądziły wyniki. Opowiedział o tym ostatnio Ronaldo w Charla Podcast.
– Luxemburgo był bardzo dobrym trenerem. Naprawdę dobrym. Jego sztab również. Otaczał się świetnymi ludźmi i sam też był nieprzeciętnym fachowcem. Ale miał problem z odpowiednim zarządzaniem drużyną. Tutaj tkwił jego problem. Został zwolniony z Realu, bo ściągał mnie z boiska w każdym spotkaniu. W końcu Florentino [Perez] chciał z nim o tym porozmawiać. Powiedział mu: „Rozumiesz, iż ci wszyscy ludzi przychodzą na stadion, żeby oglądać Ronaldo? A ty go ciągle zmieniasz”. Luxemburgo odpowiedział: „Prezesie, z całym szacunkiem, ale to moja decyzja”. No i mógł już iść do kadrowej – przyznał ze śmiechem Ronaldo.
Zinedine Zidane i Carlo Ancelotti otworzyli zwycięstwami obie kadencje na Bernabéu. Natomiast Santiago Solari zaliczył komplet triumfów w czterech spotkaniach, w których poprowadził Real jako trener tymczasowy. Potem został szkoleniowcem na stałe i… od razu przerżnął 0:3 z Eibarem.
Xabi Alonso zaczął od remisu. Długo na stołku nie przetrwał
To teraz trenerzy, którzy na starcie zremisowali.
- Fabio Capello* – (27.08.2006; LaLiga) Real Madryt – Villarreal CF 0:0
- José Mourinho – (29.08.2010; LaLiga) RCD Mallorca – Real Madryt 0:0
- Rafael Benítez – (23.08.2015; LaLiga) Sporting Gijón – Real Madryt 0:0
- Xabi Alonso – (18.06.2025; KMŚ) Real Madryt – Al-Hilal 1:1
* – nie było to pierwsze podejście danego trenera do pracy w Realu
Jest dość ciekawe, iż trzech szkoleniowców słynących z zamiłowania do defensywnej gry – Fabio Capello, Jose Mourinho i Rafa Benitez – rozpoczęło swoje kadencje w ekipie Królewskich od bezbramkowych remisów. Zresztą Włoch pierwszą przygodę z Realem także zainaugurował podziałem punktów (1:1 z Deportivo La Coruña w 1996 roku). Ale to wcale nie oznacza, iż za rządów tej trójki w Madrycie wiało nudą. W zasadzie, to wręcz przeciwnie. No bo weźmy taki sezon 2006/07 w wykonaniu drużyny dowodzonej przez Capello. Przecież to była jazda bez trzymanki, zwłaszcza w rundzie wiosennej. Real nieustannie powracał wówczas z dalekich podróży, odwracając losy meczów ligowych w elektryzujących końcówkach spotkań. Finalnie Los Blancos zdołali wyszarpać mistrzowski tytuł.
Apetyt Sevilli, wahania Capello, ręka Messiego. Szalony sezon LaLiga
Mourinho? w okresie 2011/12 jego Real zanotował 121 goli w 38 ligowych spotkaniach. Umówmy się, iż takich statystyk nie wykręcają futbolowi nudziarze. Natomiast Benitez, choć przetrwał na stołku zaledwie przez pół roku, zdążył zaliczyć takie rezultaty jak wygrana 10:2 z Rayo Vallecano czy 8:0 Malmö FF. Zresztą zaraz po nieudanym debiucie Hiszpana jego zespół wygrał trzy spotkania, w których zdobył w sumie piętnaście bramek. A zatem, wbrew pozorom, działo się całkiem sporo.

Debiut na remis zaliczył także Xabi Alonso.
Jego Real w pierwszym występie w fazie grupowej Klubowych Mistrzostw Świata 2025 podzielił się punktami z Al-Hilal. O triumfie Królewskich mógł wówczas przesądzić Fede Valverde, ale Urugwajczyk w doliczonym czasie gry spartolił jedenastkę. Jednak Alonso nie musiał się tym długo martwić. Co do zasady, występ Realu na KMŚ kibice przyjęli bowiem z dużym optymizmem, a drużyna wyglądała na przebudzoną po strasznie marnej końcówce kadencji Carlo Ancelottiego.
Dziś już jednak wiemy, iż efekt świeżości nie utrzymał się w ekipie z Bernabéu zbyt długo. Alonso w roli trenera Los Blancos przegrał tylko sześć z 34 spotkań, ale to wystarczyło, by Florentino Perez zaraz po Nowym Roku podziękował mu za współpracę. Choć przecież Bask miał być w Madrycie trenerem na lata.
Przegrani debiutanci w Realu Madryt. Arbeloa przebił wszystkich
No i przejdźmy do przegranych debiutantów.
- Carlos Queiroz – (24.08.2003; Superpuchar Hiszpanii) RCD Mallorca – Real Madryt 2:1
- Juan Ramón López Caro – (06.12.2005; Liga Mistrzów) Olympiakos Pireus – Real Madryt 2:1
- Bernd Schuster – (11.08.2007; Superpuchar Hiszpanii) Sevilla FC – Real Madryt 1:0
- Julen Lopetegui – (15.08.2015; Superpuchar Europy) Real Madryt – Atletico Madryt 2:4 p.d.
- Alvaro Arbeloa – (14.01.2026; Puchar Króla) Albacete – Real Madryt 3:2
Tylko pięciu szkoleniowców Realu Madryt zaczęło w XXI wieku od wpadki. W przypadku Carlosa Queiroza, wyjazdowa porażka z Mallorcą w Superpucharze Hiszpanii nie miała jednak wielkich konsekwencji. W rewanżu madrytczycy zwyciężyli bowiem 3:0 i sięgnęli po trofeum. Generalnie portugalski trener notował całkiem obiecujące rezultaty na pierwszym etapie pracy z Galacticos i można było przypuszczać, iż sprawdzi się w roli następcy Vicente del Bosque.
Jak dowodził Phil Ball: – Carlos Queiroz, który zastąpił del Bosque, uosabiał nowe oblicze Realu Madryt. Przystojny, opalony świetnie ubrany szkoleniowiec. Poliglota z doskonałymi referencjami od sir Alexa Fergusona. Był mentorem dla młodego Figo, świetnie znał Beckhama. Tymczasem del Bosque, z wiecznie ponurym wyrazem twarzy, bardzo się roztył, łysiał i w dodatku uchodził za lewicowca, w przeciwieństwie do Pereza, mającego umocowanie wśród polityków z prawej strony. Koszmar dla speców od wizerunku. Del Bosque był reliktem dawnego, sentymentalnego madridismo.
Upadek Galácticos. Jak Thierry Henry znokautował Real Madryt na Bernabéu
W rundzie wiosennej sezonu 2003/04 nie dało się już jednak zatuszować tego, jak niemądrze została skonstruowana kadra Los Blancos.
Podopieczni Queiroza sromotnie polegli na wszystkich frontach – w Lidze Mistrzów (pamiętny dwumecz z AS Monaco i „zemsta” Fernando Morientesa), w finale Pucharu Króla, no i w LaLiga, gdzie zaliczyli komplet porażek w pięciu ostatnich kolejkach i w konsekwencji osunęli się na czwarte miejsce w stawce, co dla zespołu budowanego z taką pompą było po prostu jedną, wielką kompromitacją. Queiroz rzecz jasna nie przetrwał na stanowisku.
Z uporządkowaniem galaktycznego bałaganu nie poradził sobie także Juan Ramón López Caro, ostatni trener wybrany za pierwszych rządów Pereza na Bernabéu. Już debiut Hiszpana – porażka z Olympiakosem w Lidze Mistrzów po zabójczym ciosie Rivaldo, byłego gwiazdora Barcelony – nie zwiastował nic dobrego.
Na specjalnie „docenienie” zasługuje bez wątpienia Bernd Schuster, który kadencję w drużynie Los Blancos zaczął nie od jednej, ale od dwóch porażek. Jego Real przegrał bowiem obie konfrontacje w Superpucharze Hiszpanii z Sevillą. Najpierw 0:1 na wyjeździe, następnie 3:5 przed własną publicznością.
Później Niemiec radził już sobie lepiej i sięgnął choćby z zespołem ze stolicy po mistrzostwo Hiszpanii w okresie 2007/08.
Jednak w rundzie jesiennej kolejnego sezonu Real znalazł się w dołku, a Schuster ewidentnie stracił wiarę we własnych podopiecznych. W grudniu 2008 roku zszokował opinię publiczną stwierdzeniem, iż jego drużyna nie ma większych szans na wygraną w nadchodzącym Klasyku z rozpędzoną Barceloną. – Niemożliwym będzie zwycięstwo na Camp Nou. Barcelona niszczy w tym sezonie i sądzę, iż to będzie jej rok. Możemy wykonać tam jako zespół dobą pracę, ale nie można mówić o niczym więcej – wypalił Niemiec. Jego słowa zaczęli publicznie dementować… piłkarze Realu. – Drużyna jest przekonana, iż może wygrać z Barceloną. Wiemy, iż oni przeżywają wielkie chwile i są bardzo pewni siebie, czeka nas trudne zadanie. Ale stać na na zwycięstwo – zapewniał Raul Gonzalez.
Jakkolwiek spojrzeć, bliżej prawdy był wtedy trener. 14 grudnia Barcelona faktycznie zwyciężyła 2:0 w El Clasico. No ale to już bez Schustera na ławce. Niemiec wyleciał z posady niespełna 48 godzin po tym, jak otwarcie zwątpił w możliwość pokonania Blaugrany.
Debiut w Realu Madryt nie udał się także Julenowi Lopeteguiemu.
15 sierpnia 2018 roku Królewscy pod jego wodzą zanotowali podwójnie bolesną porażkę: nie dość, iż nie zdołali sięgnąć po Superpuchar Europy, to jeszcze nie sprostali rywalom zza miedzy. Na stadionie w Tallinnie trofeum wywalczyli bowiem zawodnicy Atletico Madryt. Los Colchoneros pokonali Los Blancos 4:2 (po dogrywce). Był to zresztą dopiero początek całego pasma niepowodzeń Realu za kadencji Lopeteguiego, który został zwolniony już w październiku. Summa summarum poprowadził Królewskich w zaledwie czternastu spotkaniach, a pożegnał się z Bernabéu laniem (1:5) zebranym od Barcelony.
***
Porażka w derbach Madrytu, w meczu o trofeum… Wydawać by się mogło, iż gorzej przygody trenerskiej z Realem zacząć się nie da. Jednak Alvaro Arbeloa udowodnił, iż to jak najbardziej możliwe. Bęcki zebrane od drugoligowca – i to nie takiego, który włączy się w tym sezonie do walki o awans do LaLiga – w 1/8 finału Pucharu Króla przebiły wszystkie z dotychczasowych, debiutanckich porażek szkoleniowców Królewskich w XXI wieku. Niespełna 43-letni Hiszpan jeszcze nie zdążył się porządnie zadomowić w nowym gabinecie, a już ma na koncie blamaż, który będzie mu wypominany przy każdej możliwej okazji.
– W tym klubie każdy remis jest tragedią, a co dopiero porażka. To boli i jestem przekonany, iż taki sam bój odczuwają nasi kibice. Zwłaszcza iż przegraliśmy z zespołem z niżej klasy rozgrywkowej. Ja ponoszę winę za ten wynik. Ja podejmowałem decyzje co do składu, taktyki i zmian meczowych. Mogę tylko podziękować piłkarzom za przyjęcie i dzisiejszy wysiłek. […] Dla nich oczywiście nie jest łatwo zrealizować wszystko, o co ich prosiłem jako nowy trener. Powtarzam, jestem odpowiedzialny za tę porażkę i dla mnie teraz najważniejsze jest to, by odbudować zespół mentalnie i fizycznie. To oczywista sprawa. Wielu piłkarzy musi wrócić do najwyższej dyspozycji. I tyle, pozostaje nam wziąć się do pracy i przygotować do kolejnego spotkania – ocenił samokrytycznie Arbeloa.
Samokrytycznie, chciałoby się rzec, aż do przesady. Bo w rzeczywistości trudno widzieć w Hiszpanie głównego winowajcę kłopotów Realu. I nie był nim chyba także Xabi Alonso. Predrag Mijatović na antenie Cadena SER po blamażu w Copa del Rey wywołał do tablicy piłkarzy Królewskich.
– Byłbym spokojniejszy, gdyby w drużynie grali dalej Modrić, Kroos czy Sergio Ramos. Liderzy, członkowie starej gwardii. Brakuje kogoś, kto w trudnym momencie podejdzie do tych młodych zawodników i powie: „Dzieciaki, spokojnie, co jest grane? Zróbmy coś z tym”. W tym momencie widzę zespół pozbawiony przywódcy. Kogoś, kto wskaże drogę innym. Niezależnie od tego, co mówi trener. Tego mi brakuje w Realu. We wszystkich meczach, w których drużyna prezentowała się słabo, nie widziałem takiej postaci. To się musi zmienić. W przeciwnym wypadku drużyna może mieć wielkie problemy – ocenił Mijatović
Podobnego zdania zdaje się być Dani Carvajal, który oznajmił bez ogródek: – Spektakularnie sięgnęliśmy dna.
Forma drużyny dostarczony przez Superscore
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- 9 lat temu pracował jako elektryk. To on wyeliminował Real Madryt
- Kapitan Realu skomentował blamaż. „Sięgnęliśmy dna”
- Sensacja w Pucharze Króla! Alonso z wozu, Realowi… wstyd
fot. NewsPix.pl

1 godzina temu

















