Kosmiczne loty w finale Pucharu Świata w Planicy. Prevc znalazł pogromcę

2 godzin temu
Kariera Kamila Stocha oficjalnie zakończona! Nasz wybitny reprezentant oddał dwa ostatnie konkursowe skoki w Planicy. Chorągiewką machnęła mu żona, koledzy nosili go na ramionach, a publika bardzo żywiołowo pożegnała legendę skoków narciarskich! Zajął 30. miejsce, ale to akurat wielkiego znaczenia nie miało. Ostatni konkurs w okresie 2025/26 wygrał Marius Lindvik, który pokonał Domena Prevca na jego własnym terenie.
Dokładnie 17 stycznia 2004 roku na rozbiegu Wielkiej Krokwi w Zakopanem pojawił się 16-letni Kamil Stoch. Po chwili oddał skok na 105,5 metra i zajął 49. miejsce w konkursie. To był debiut ówczesnego wielkiego talentu polskich skoków. Kandydata na następcę Adama Małysza. Ponad 22 lata później Stoch znów miał zjawić się na rozbiegu. Tym razem słynnej Velikanki w Planicy, a celem były ostatnie dwa skoki w jego karierze.

REKLAMA







Zobacz wideo Czy to był ostatni mecz Lewandowskiego? Kosecki: On jest zawsze tam, gdzie Polska go potrzebuje. Jest nie do zastąpienia!



Lista sukcesów dłuższa, niż lista startowa ostatniego konkursu
Karierze wypełnionej sukcesami. Dwa Kryształowe Kule za Puchar Świata, indywidualne złoto mistrzostw świata, trzy Złote Orły za wygranie Turnieju Czterech Skoczni (raz triumfował we wszystkich konkursach w okresie 2017/18), mnóstwo medali drużynowych, ale przede wszystkim trzy indywidualne złota olimpijskie. Wygrał praktycznie wszystko. Poza tym solowym mistrzostwem świata w lotach, które w 2018 roku uciekło do Norwegii z Danielem Andre Tande (Polak był drugi).


Stoch był jedynym naszym reprezentantem w tym konkursie dla Top 30 klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Co prawda Kamil jest w niej na 31. miejscu, ale nieobecność Jana Hoerla i Kacpra Tomasiaka otworzyła mu drzwi. Przy czym odpaść po pierwszej serii mógł, bo Słoweńcy jako gospodarze z trzema skoczkami w Top 30 mają jedno miejsce więcej i wykorzystali je na Roka Oblaka. Zawodników na liście startowej było więc 31.


Felix Hoffmann pojawił się, pomógł Stochowi i zniknął
Niestety po skoku Stocha z pierwszej serii wcale nie było gwarancji, iż zobaczymy go w drugiej. Polak skoczył tylko 193 metry. Bardzo marny wynik w obliczu mnogości lotów za 220. czy 230. metr rywali. Z każdym kolejnym skokiem wyglądało na to, iż przedostatni skok Kamila, przemieni się w ostatni. Aż do próby Felixa Hoffmanna. Niemiec miał już kończyć sezon po Oslo, ale zdecydował, iż jednak w Planicy weźmie udział w ostatnim konkursie. I dla Stocha całe szczęście, bo poleciał tylko 177,5 metra, przez co to on zajął 31. miejsce. "Bogowie" skoków narciarskich chcieli najwyraźniej zobaczyć Polaka raz jeszcze.
Konkurs ogólnie długo był piękny. Nie brakowało lotów pod rozmiar skoczni. Aż tu nagle wiatr na kilkanaście minut niemal zniknął. Jury choćby na chwilę przerwało rywalizację i zaczęło podwyższać belkę, bo z 2 m/s pod narty nagle zrobił się wiatr prawie w plecy. Przed to np. Stephan Embacher (202,5 m), Anże Lanisek (221 m) czy Ren Nikaido (216 m) nie mogli wiele zdziałać. Jedynym, który te słabsze podmuchy miał w poważaniu był oczywiście Prevc, który huknął 240,5 metra! Wyższa belka i związane z nią ujemne punkty sprawiły jednak, iż po pierwszej serii był trzeci za Mariusem Lindvikiem oraz Johannem Andre Forfangiem.



Żona machnęła flagą, koledzy nosili na ramionach, kibice dali wielką owację. Stoch pożegnany w Planicy!
Drugą serię otworzyliśmy ostatnim w karierze oficjalnym skokiem Stocha. Pierwszy konkursowy skok w jego karierze to było 105,5 metra, a finalny, jak się okazało, to 190 metrów (30. miejsce). Przy czym odległość była najmniej istotna. Chorągiewką machnęła mu jego żona Ewa. Po wszystkim Stoch dostał szpaler od młodych skoczków z klubu KS Eve-nement Zakopane. Publika szalała, a on wszystkim się pokłonił. Dawid Kubacki wraz z Piotrem Żyłą nieśli go na ramionach. Piękne sceny w Planicy dla legendy skoków narciarskich! Już po konkursie odbyła się też dodatkowa ceremonia, w której nasz mistrz został upamiętniony i dostał specjalne trofeum od polskiego teamu.






Dodajmy, iż to nie było jedyne pożegnanie dziś. Karierę skończył też Manuel Fettner, wicemistrz olimpijski na skoczni normalnej z 2022 roku. Huknął wspaniale, bo 230 metrów i również dostał wielką owację. To jest skoczek, który rywalizował w PŚ już w czasach Małyszomanii, więc skoki w XXI wieku bez niego to będzie praktycznie nowość.
Norweg sprawił psikusa Słoweńcom
Finalnie walka o zwycięstwo rozstrzygnęła się między Prevcem, dwoma Norwegami, a niespodziewanie także Danielem Tschofenigiem. Ten ostatni był 14. po pierwszej serii, ale jak w drugiej huknął 238 metrów w idealnym stylu (dostał od sędziów 5x20 pkt), to przed ostatnią trójką przez cały czas prowadził. Dopiero Prevc go pokonał, bo w kiepskich warunkach poleciał 229,5 metra. Forfang nie dał rady Słoweńcowi, ale 219,5 metra starczyło na podium. O wszystkim zdecydował Lindvik. Lindvik, który nieco popsuł słoweńskiej publice zabawę. Poleciał 231 metrów i wygrał konkurs o 5,6 pkt przed Prevcem. Norweski triumf zakończył sezon 2025/26!
Idź do oryginalnego materiału