Kosa kiboli z prezydentem. Prawo na stadionowych trybunach

2 godzin temu

W 532 roku naszej ery władza cesarza Justyniana zadrżała w posadach. Dwa kibicowskie stronnictwa, które spotykały się na hipodromie – Zieloni i Niebiescy – połączyły siły i ruszyły przeciw władcy. Przez kilka dni miasto płonęło, zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, a los Cesarstwa Bizantyjskiego wisiał na włosku. Warto przypominać tę historię wszystkim tym, którzy mówią, iż sport i polityka nie powinny się ze sobą łączyć. Cóż, są połączone prawdopodobnie od dnia, w którym ktoś po raz pierwszy postanowił kopnąć piłkę.

Konstantynopolitański hipodrom był czymś w rodzaju agory. W przerwach między wyścigami kibice wykrzykiwali swoje żądania cesarzowi. Dziś robią to inaczej. Nie wrzeszczą do władcy z trybun, tylko wywieszają na płotach transparenty i komunikaty. Najczęściej kierowane są one do władz lokalnych, właścicieli klubów lub policji. Czasem jednak trafiają także do polityki ogólnokrajowej. W Polsce stadion przez cały czas jest jednym z niewielu miejsc, gdzie męska zorganizowana zbiorowość mówi własnym głosem. I głos ten jest najczęściej prawicowy.

Kibic prawicowy

Nie jest to przypadek. Współczesny ruch kibicowski rodził się jeszcze w PRL, w kontrze do milicji i całego porządku państwa ludowego. Z tamtych czasów zostały mu: nieufność wobec państwa, kult siły, przywiązanie do narodowych symboli i przekonanie, iż prawdziwe życie toczy się poza oficjalnymi instytucjami. Jasne, gdzie indziej bywa inaczej: lewicowych kibiców mają hamburskie St. Pauli, włoskie Livorno, hiszpańskie Rayo Vallecano oraz greckie AEK Ateny. W Polsce taki model adekwatnie nie istnieje. choćby kluby o robotniczym rodowodzie, jak Widzew Łódź czy Raków Częstochowa, a także Cracovia, będąca chyba jedynym polskim klubem podkreślającym swoje żydowskie dziedzictwo, mają dziś trybuny wyraźnie przesunięte na prawo. Kibice mogą skakać sobie do gardeł, ale kiedy przychodzi dzień wyborów, bardzo często stawiają krzyżyk w tym samym miejscu.

Nie ma co się dziwić, iż w ostatnich wyborach ten krzyżyk gremialnie stawiano przy nazwisku Karola Nawrockiego. To polityk, który z miejsca stał się idealnym bohaterem tej opowieści. Człowiek bardziej wierzący w argument siły niż w siłę argumentu. Ktoś, kto dobrze rozumie świat, w którym instytucje i procedury nie służą żadnej sprawiedliwości, tylko są po to, by wyprowadzać frajerów w pole.

Idź do oryginalnego materiału