Korona Kielce z transferem za milion euro? „Byłoby ich stać”

2 godzin temu

Przyszłość Korony Kielce rysuje się w coraz jaśniejszych barwach. Klub nie tylko punktuje solidnie w Ekstraklasie, ale przede wszystkim zaczyna funkcjonować w stabilnych warunkach organizacyjnych. Kluczową rolę odegrał w tym nowy właściciel, Łukasz Maciejczyk, którego wejście do Korony wyraźnie zmieniło kierunek rozwoju drużyny.

Kielczanie zajmują w tej chwili siódme miejsce w tabeli i mają za sobą udane wejście w rundę wiosenną. Szczególnie głośnym echem odbiło się zwycięstwo przy Łazienkowskiej z Legią Warszawa, gdzie jednym z bohaterów spotkania był nowy napastnik zespołu, Mariusz Stępiński.

Transfer doświadczonego snajpera był szeroko komentowany, bo wcześniej łączono go m.in. z Widzewem Łódź oraz Motorem Lublin. Ostatecznie wybór Kielc okazał się dla wielu sporym zaskoczeniem, ale dziś widać, iż był przemyślany.

Koniec „szarości”, klub z planem

W Koronie coraz wyraźniej widać odejście od lat przeciętności. Klub wzmacnia kadrę w sposób selektywny, a nie przypadkowy, i zaczyna budować tożsamość sportową. Istotną rolę odgrywa tutaj dyrektor sportowy Paweł Tomczyk, który może liczyć na realne wsparcie właściciela.

Jak zauważył Łukasz Olkowicz, Korona reaguje na wnioski z rundy jesiennej i koryguje wcześniejsze decyzje kadrowe – Klub miał świadomość, iż poszedł za bardzo w młodość. Ten napastnik był potrzebny. To zespół, który po cichu staje się klubem z pomysłem – przyznał dziennikarz na kanale Meczyki.

I dodał:

– Rozmawiałem z Łukaszem Maciejczykiem. On ma duże ambicje. Transfer za trzy–cztery miliony euro? Raczej nie, ale milion euro to już kwota, na którą Koronę może być stać.

Rekord już pobity, apetyt rośnie

Korona ma już za sobą największy transfer w historii klubu. Latem sprowadzono Tamara Svetlina za około 800 tysięcy euro i – jak pokazują pierwsze miesiące – była to inwestycja trafiona.

Jeżeli obecny kierunek zostanie utrzymany, Kielce mogą niedługo przestać być postrzegane jako klub środka tabeli, a zacząć funkcjonować jako stabilny projekt z realnymi ambicjami sportowymi i finansowymi. Wszystko wskazuje na to, iż era improwizacji rzeczywiście dobiega tam końca.

Idź do oryginalnego materiału