Korona idzie w jakość. Simon Gustafson to „ostatni puzzel” w zespole

3 godzin temu

Los czasami płata figle. Simon Gustafson dekadę temu w Kielcach próbował zatrzymać Mariusza Stępińskiego w meczu młodzieżówek Polski i Szwecji. Teraz w Kielcach zagra dla Korony, do której trafił zaraz po… Stępińskim. Nie grozi mu zostanie legendą Ekstraklasy na miarę kumpla z tamtej kadry – Mikaela Ishaka – ale zapowiada się na więcej niż solidnego ligowca. Czy Korona znów ugotowała bardzo dobre okno transferowe?

W Kielcach bardzo chcieli mieć defensywnego pomocnika z jakością, ale i z doświadczeniem. Trzeci najmłodszy zespół w lidze szukał lidera środka pola o profilu box to box. Koronie marzył się Nene, czyli Portugalczyk znany z Jagiellonii Białystok, ale dostał on ofertę życia z Malezji i postanowił jeszcze trochę zarobić. Skoro tak, to ściągnięto Nene ze Szwecji. Nie chodzi o to, co stoi w paszporcie, ale o to, w jaki sposób nowy piłkarz porusza się po boisku.

Simon Gustasfon to ekstra strzał, transfer, z którego w Kielcach są naprawdę dumni.

Spis treści

  1. Ekstraklasa. Kulisy transferu Simona Gustafsona do Korony Kielce
  2. Jakim piłkarzem jest Simon Gustafson? Robi liczby, świetnie biega
  3. Korona Kielce wygrała walkę o Simona Gustafsona. To "ostatni puzzel"
  4. WIĘCEJ O TRANSFERACH NA WESZŁO:

Ekstraklasa. Kulisy transferu Simona Gustafsona do Korony Kielce

To nie będzie historia o wielomiesięcznych obserwacjach i zaawansowanym procesie skautingowym. O Mariusza Stępińskiego Korona walczyła przez parę miesięcy. O Simona Gustafsona – może dwa tygodnie. Rzadko trafia się sytuacja, gdy kapitan drużyny, uznany zawodnik, który przed chwilą grał w europejskich pucharach, kończy kontrakt i po prostu wpada na rynek wolnych agentów. Zwykle tacy goście mają „nagrany” nowy klub. Zwykle przynależność do grupy bezrobotnych na Transfermarkt trwa tylko moment, to sytuacja przejściowa.

Koronie się poszczęściło. Gustafson był akurat tym, który postanowił po prostu poczekać na oferty. Kapitan BK Hacken opuścił pokład klubu, w którym wypłynął na szerokie wody i do którego wrócił po latach na emigracji, bo chciał jeszcze o coś zawalczyć. Simon był w ekipie, która wywalczyła mistrzostwo, potem też krajowy puchar, ale dwa ostatnie lata to popadanie w przeciętność w lidze. Środek stawki, widmo dalszego osłabiania się. Pod kuratelą Jensa Gustafssona drużyna grała tak, jak grają drużyny Jensa Gustafssona – chybotliwie, chwiejnie, różnie.

O Simonie Gustafsonie mówiło się różnie. Jedni obwiniali go za to, iż nie ciągnie zespołu. Inni mówili, iż obrywa za mizernych kolegów. Bez czarowania, iż śledzimy ligę szwedzką z wypiekami, ale z czystych liczb można stwierdzić, iż bliższa prawdzie jest opcja numer dwa. W dwóch ostatnich sezonach nowy piłkarz Korony wyróżniał się na tle ponad sześćdziesięciu ligowców regularnie grających na podobnej pozycji.

Kilka liczb od Hudl WyScout. Sezon miniony:

  • najwięcej podań w obręb pola karnego (tzw. deep completions) – 2,65/90 minut;
  • druga najwyższa liczba kontaktów w polu karnym – 4,11;
  • piąty najlepszy wynik podań do przodu – 19,1;
  • trzeci wynik kluczowych podań – 0,71;
  • piąta najlepsza liczba podań w pole karne – 4,29.

Do tego więcej niż solidność w pojedynkach oraz duże zaufanie kolegów, którzy bardzo często po prostu oddawali mu piłkę.

Sezon poprzedni:

  • szósty wynik przejęć – 6,2;
  • siódme miejsce pod względem asyst przy strzałach – 1,35;
  • trzecia liczba progresywnych podań – 11,13;
  • piąta skuteczność pojedynków w obronie – 69,9%;
  • dziesiąty pomocnik ligi pod względem wygranych pojedynków w ofensywie – 51%.

Jakim piłkarzem jest Simon Gustafson? Robi liczby, świetnie biega

Można o Simonie Gustafsonie powiedzieć choćby więcej – to piłkarz, którego atuty nie ograniczają się tylko do danych (oraz jakości) czysto piłkarskich. Jacek Zieliński wymarzonego środkowego pomocnika charakteryzował tak, iż łączył on w sobie wzrost, siłę, intensywność i umiejętności ofensywne. Zmieścił to w prostym porównaniu: szuka takiego Juljana Shehu. Łatwo powiedzieć, ciężej wykonać, ale… znalazł. Naprawdę znalazł.

Gustafson to rzadki przypadek defensywnego pomocnika (szóstka, czasami ósemka), który ma wybitny ciąg na bramkę. Sami widzicie wyżej, jak często pojawia się w polu karnym rywala, ale to nie koniec. Przekłada to na liczby:

  • siedem goli i asyst w lidze w poprzednim sezonie (plus sześć w pozostałych rozgrywkach),
  • dziesięć we wcześniejszym (plus jeden),
  • dziewięć w nieco rwanym, półtorarocznym pierwszym okresie po powrocie do kraju (plus trzy).

Nie ma sensu cofać się dalej, ale warto dodać w formie ciekawostki, iż w szczycie kariery w Eredivisie regularnie dostarczał ponad dziesięć punktów w kanadyjce, w różnych klubach.

Tych, którzy kręcą nosem na fakt, iż facet ma ponad trzydzieści wiosen na karku i najlepsze lata dawno za sobą, powinno uspokoić to, co uspokaja działaczy Korony. Pierwsza rzecz – ponadprzeciętna dostępność Simona Gustafsona. Po powrocie do Szwecji miał momenty, w których był wyłączony z gry, ale ostatnie sezony to brak poważnych urazów. Zresztą kontuzje omijały go przez całą karierę. W Kielcach mówią, iż wręcz lekko zszokowała ich statystyka, iż ponad czterystu meczach, które zaliczył, rozegrał ponad 90% minut.

Simon Gustafson w BK Hacken. Fot. Newspix

Druga sprawa – choćby istotniejsza – to wciąż wybitna wydolność Gustafsona. Bądźmy szczerzy: nie wygląda on na potencjalnego długodystansowca i „szybkobiegacza”. Błąd. Zerknęliśmy na dane SkillCorner, które porównują Szweda z kolegami z zespołu oraz średnią Ekstraklasy i… jest więcej niż dobrze:

  • biega więcej, jeżeli patrzymy na dystans;
  • biega lepiej, gdy patrzymy na dystans na wysokiej intensywności;
  • notuje lepsze wyniki w sprincie, który zresztą równie gwałtownie osiąga.

Nowy pomocnik Korony byłby w dziesiątce najlepszych piłkarzy na swojej pozycji w Ekstraklasie, gdybyśmy nanieśli jego dane na wyniki biegowe (dystans i intensywność) naszych ligowców. Pod względem przebiegniętych metrów na minutę nie odstaje od Tamara Svetlina i przewyższa Martina Remacla.

Korona Kielce wygrała walkę o Simona Gustafsona. To „ostatni puzzel”

Sami widzicie – żaden to ogryzek. W Kielcach stwierdzili, iż skoro istnieje szansa na pozyskanie kogoś takiego, to trzeba go mieć. Nie spróbować – mieć. To poniekąd transfer nowych możliwości Korony. Bywały lata, gdy jako klub miejski wydawała wiele, ale teraz wydaje też adekwatnie. Z portfela właściciela korzysta po to, żeby do drużyny dołączali zawodnicy jakościowi, sprofilowani, po prostu – mocni.

Nie ma co się czarować, iż ponad trzydziestoletni Simon Gustafson skusił się tylko na „projekt”. Wiadomo, iż trzeba było mu sypnąć. Dostał kontrakt z półki Mariusza Stępińskiego, prawdopodobnie drugi co do wielkości w zespole. jeżeli nie, to przyjmijmy, iż po prostu czołowy. Nie było też jednak tak, iż Korona rzuciła na stół kasę i na tym skończyła licytację na argumenty. Szwed miał mnóstwo ofert, zapytań, propozycji. Chcieli go:

  • Chińczycy,
  • Cypryjczycy,
  • Holendrzy (gdzie grał, gdzie ma markę),
  • oraz oczywiście Szwedzi.

Korona połączyła dobrą ofertę finansową z ciekawym wyzwaniem – wyrównaną walkę o jak najlepszy wynik w nieprzewidywalnej lidze – oraz zaletami ogólnymi. Trzeba przez to rozumieć miejsce do życia, projekt sportowy, szeroko pojęte czynniki zewnętrzne. Z Simonem Gustafsonem rozmawiał na przykład Philip Gavro, jego rodak, który przejął po Martinie Bielcu schedę w temacie przygotowania fizycznego. Mówiąc wprost – będzie do kogo gębę otworzyć, co też pewną rolę odegrało.

W Kielcach na starcie są wręcz zachwyceni, iż kogoś takiego udało się pozyskać. O atutach nowego zawodnika mówią tak:

Czujemy, iż to ten ostatni puzzel, którego potrzebujemy. Jest bardzo intensywny, pokrywa dużo przestrzeni, radzi sobie w defensywie bez piłki, z piłką daje bardzo dużo jakości. Kapitalne prostopadłe podanie, świetne piłki w boczny sektor, pasóweczki po ziemi pomiędzy środkowym a bocznym obrońcą. Ma finalizację, potrafi się podłączyć, do tego oferuje cechy lidera jako doświadczony kapitan. Sprawdziliśmy go bardzo dokładnie. Nigdy nie był na bocznym torze, nigdy nie sprawiał problemów.

Dodatkowy atut to doświadczenie w Europie. Żaden piłkarz w Koronie nie ma lepszych statystyk w międzynarodowych rozgrywkach: ponad trzydzieści występów, ponad dziesięć wypracowanych goli.

Może to didaskalia, ale w szatni, w procesie budowy zespołu – ma to znaczenie. Korona transferem Simona Gustafsona zamknęła okienko. Nie szalała: z wolnego transferu ściągnęła napastnika i środkowego pomocnika. Są to jednak ruchy konkretne, obliczone na natychmiastową jakość. Wygląda na to, iż kielczanie drugi rok z rzędu doskonale rozgrywają zimowe okno. W poprzednim zakontraktowali jednego człowieka – Kostasa Sotiriou – ale tenże człowiek odmienił oblicze zespołu.

Gustafson do spółki ze Stępińskim też powinni to zrobić. Na papierze brawa i uznanie dla Korony.

WIĘCEJ O TRANSFERACH NA WESZŁO:

  • Upadł kontrowersyjny transfer Jagiellonii! Piłkarz wraca do klubu
  • Kulisy transferu do Rakowa. „Ta kwota jest znacząco niższa”
  • Lotnisko prawdę ci powie. To będzie nowy piłkarz Górnika?

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału