- To najbardziej przykra rzecz, jaka spotkała mnie w życiu - skomentował trener Barcelony. Ale zaraz dodał, iż chce pracować tylko z tymi piłkarzami, którzy barwy klubu z Katalonii "mają głęboko w sercu".
REKLAMA
Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"
Jak jednak wiadomo, piłka na najwyższym poziomie to gra sentymentów tylko dla kibiców. Dla piłkarzy, trenerów, właścicieli i prezesów jest również źródłem wielkich dochodów. Oficjalnie Dro Fernandez postanowił opuścić Barcelonę, by w innym klubie otrzymać więcej szans do gry. Tajemnicą poliszynela jest jednak, iż pieniądze odgrywają tu swoją rolę.
"La Masia", czyli numer 2
Konkurencja w kadrze Paris Saint Germain jest taka sama, a może choćby większa niż w Barcelonie. Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, iż trenerem triumfatora ostatniej edycji Ligi Mistrzów jest Hiszpan Luis Enrique, kiedyś związany z Barceloną jako piłkarz i szkoleniowiec. W 2015 roku poprowadził klub z Katalonii do potrójnej korony, w tym do ostatniego w jej historii triumfu w Champions League. Wychodzi więc na to, iż legenda Barcelony "kradnie" jej wychowanka.
Trzeba czasu, by się przekonać, jak Dro Fernandez wyjdzie na tej zamianie. Nie jest oczywiście pierwszym absolwentem "La Masii", który opuścił ją, by grać gdzie indziej. Akademia Barcelony uchodzi za jedną z najlepszych na świecie, a na pewno jest najsłynniejsza. W 2010 roku jej wychowankowie: Leo Messi, Andres Iniesta i Xavi Hernandez, zajęli całe podium plebiscytu "Złota Piłka" magazynu France Football. Żadna inna akademia takim sukcesem poszczycić się nie może.
W ramach Międzynarodowego Centrum Badań Sportowych w szwajcarskim Neuchatel działa prestiżowa grupa CIES Football Observatory. Co roku dokonuje oceny szkółek piłkarskich z całego świata. W zestawieniu za ubiegły rok "La Masia" była na drugiej pozycji, za akademią Benfiki Lizbona. Klub z Lizbony ukształtował 93 piłkarzy, którzy grają dziś w ligach zawodowych całego świata, Barcelona 76.
jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę tylko piłkarzy występujących w pięciu największych ligach Europy (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej), La Masia jest numerem 1. W czołowej dziesiątce jest też "La Fabrica", akademia Realu Madryt, ale pozostaje znacznie mniej znana, bo królewski klub rzadko korzysta z wychowanków w pierwszej drużynie.
Budynek "La Masii" powstał w 1702 roku. 250 lat później jego właścicielem został klub z Katalonii. Mieszkali w nim budowniczowie stadionu Camp Nou, a w 1979 roku nieżyjący już Holender Johan Cruyff namówił prezesa Barcelony, by w odnowionej "La Masii" stworzyć internat dla młodych piłkarzy. Klub z Katalonii miał ich szkolić na wzór Ajaksu Amsterdam, który w tamtych latach wychował wiele gwiazd. "La Masia" prześcignęła pierwowzór. W 2011 roku akademia została przeniesiona do ośrodka Sant Joan Despí, 8 km od Barcelony.
Pięciopiętrowy budynek może pomieścić ponad 80 piłkarzy i 40 osób personelu. Jeszcze w starych pomieszczeniach, obok Camp Nou wychowali się m.in. Pep Guardiola, Xavi, Iniesta, Messi. Już wtedy klub zaczynał mieć ogromny problem z zatrzymaniem w akademii utalentowanych graczy. We wrześniu 2003 roku trener Arsenalu Arsene Wenger namówił na przeprowadzkę do Londynu pomocnika Cesca Fabregasa.
Młodzieniec zrobił furorę w angielskiej Premier League, gdzie grał osiem lat. W 2006 roku Barcelona zmierzyła się z Arsenalem w finale Ligi Mistrzów. Cesc biegał po boisku do 74. minuty, wtedy zespół z Premier League wciąż prowadził 1:0. Po zejściu Fabregasa Katalończycy wygrali 2:1. To był początek wielkiego wzlotu Barcelony.
Wielkie powroty Fabregasa i Pique
Trzy lata później Guardiola w roli trenera zmienił zespół z Katalonii w kandydata na drużynę wszech czasów. - Do pełni szczęścia brakuje mi w kadrze już tylko jednego zawodnika, dobrze wiecie, o kogo chodzi - mówił wtedy. Miał na myśli Fabregasa. Niestety, Cesc wrócił do ukochanego klubu dopiero w 2011 roku, kiedy zaczął się zmierzch potęgi tamtej drużyny.
Jedną z jej gwiazd był stoper Gerard Pique, który w lutym 2004 roku, czyli pół roku później niż Fabregas, także opuścił Barcelonę, przenosząc się do Manchesteru United. Legendarny trener MU Alex Ferguson najpierw wypożyczył Pique do Realu Saragossa, by miał więcej okazji do gry, na Old Trafford grali w środku obrony Nemanja Vidić i Rio Ferdinand.
Latem 2008 roku, gdy Guardiola został trenerem w Barcelonie, klub odkupił Pique z Manchesteru, gdzie był tylko rezerwowym. Potem nastąpiła eksplozja jego talentu. Barcelona i Manchester United zmierzyli się w finałach Ligi Mistrzów w latach 2009 i 2011. Obydwa wygrali Katalończycy. Mówiono, iż Ferguson dostał obsesji na punkcie poszukiwania sposobu na zespół Guardioli.
Pique, Fabregas, Xavi, Iniesta, Sergio Busquets, Carles Puyol, Pedro Rodriguez i inni stali się symbolem nowej generacji hiszpańskich piłkarzy. Wychowanych bez kompleksu notorycznych przegranych, o których nie mówiło się już, iż "grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze". Odnosili sukcesy także z reprezentacją Hiszpanii. Założycielskim meczem tamtego pokolenia był ćwierćfinał Euro 2008 z Włochami w Wiedniu. Przez dekady Italia zawsze ogrywała Hiszpanów w meczach o stawkę, wreszcie 18 lat temu to "La Roja" była górą. Cesc wykorzystał decydującą jedenastkę.
Panowanie Hiszpanów (drużyny złożonej głównie z wychowanków Barcelony) trwało do Euro 2012 w Polsce i Ukrainie. Bohaterem tamtego turnieju był boczny obrońca Jordi Alba - także absolwent "La Masii", który ją opuścił, a potem wrócił na Camp Nou.
Wszyscy oni pracowali na status "La Masii". Na czele z piłkarzem wszech czasów, Leo Messim, który do Katalonii przybył w 2000 roku, szukając środków na kurację hormonem wzrostu po tym, jak lekarze w Argentynie zdiagnozowali u niego, w wieku 11 lat, karłowatość przysadkową.
Do akademii Barcelony zjeżdżali utalentowani chłopcy z całego świata, część z nich poszła potem śladami Iniesty, który ogromną większość kariery spędził w Katalonii, część Fabregasa. Iniesta pochodzi z Fuentealbilli w prowincji Albacete. Przepłakał całą drogę, gdy rodzice odwozili go do internatu w La Masii, gdy miał 12 lat. Skauci Barcelony nie mylili się, co do skali jego talentu. 14 lat później zdobył najważniejszego gola w historii hiszpańskiej piłki - zwycięskiego w finale mundialu w RPA przeciw Holandii.
25 listopada 2012 roku, nieżyjący już trener Tito Vilanova, wystawił przeciw Levante jedenastkę złożoną z samych wychowanków Barcelony (Valdes - Montoya, Pique, Puyol, Jordi Alba - Busquets, Xavi, Iniesta - Pedro, Messi, Fabregas). To było wydarzenie w skali światowej piłki. Klub z Katalonii, a więc i jego akademia, mają w swoim DNA ściśle określony styl gry. Nazywany tiki-taką, polegający na wymianie krótkich podań w trójkątach. Młodzi gracze z "La Masii" są uczeni tego sposobu grania, stąd uważa się, iż piłkarze przychodzący z zewnątrz potrzebują czasu w adaptację do stylu Barcelony.
Lewandowski uczy się tiki-taki
Takie obawy wyrażano, gdy latem 2022 roku na Camp Nou przybywał Robert Lewandowski. Polak z miejsca stał się gwiazdą i najlepszym strzelcem drużyny, ale wyznał, iż zgłębienie tiki-taki zajęło mu ponad dwa lata.
Wszystko to nie znaczy, iż Barcelona unika wielkich transferów. Reguła jest taka, iż kiedy klub przeżywał czasy ekonomicznej prosperity, chętnie sprowadzał gwiazdy z zagranicy. Tacy giganci, jak Ladislao Kubala czy Ronaldinho odmieniali drużynę. Kiedy jednak przychodził moment finansowego kryzysu, jak w ostatnich latach, klub musiał stawiać na wychowanków. U Flicka rozbłysły gwiazdy nastolatków: Lamine’a Yamala i Pau Cubarsiego, także tylko nieco starszych Fermina Lopeza, Alejandro Balde czy Gaviego, który teraz leczy uraz.
Dro Fernandez miał być następny. W styczniu stał się pełnoletni. Uznał jednak, iż Flick daje mu za mało szans gry. W tym sezonie spędził na boisku w pierwszym zespole tylko 148 minut.
- Młodzi grają, gdy na to zasługują - mówi Flick. I dodaje, iż to dorośli, czyli agenci, rodzice lub trenerzy manipulują dziećmi, by podejmowały tak ryzykowne decyzje, jak zmiana klubu.
Dro się z tym nie zgadza. Poszuka szczęścia w Paryżu. Być może kiedyś wróci na Camp Nou. Tak jak Dani Olmo czy Eric Garcia - obecne gwiazdy drużyny z Katalonii.
Olmo wyjechał do chorwackiego Dinama Zagrzeb w 2014 roku. Sześć lat później odkupiło go niemieckie RB Lipsk za 34 mln euro, a po kolejnych czterech latach, za 55 mln euro wrócił do Barcelony. Czyli wychowanek klubu z Katalonii kosztował go drogo.
Obrońca Eric Garcia został wykupiony z drużyny Barcelony do lat 16. W 2017 roku przeniósł się do Manchesteru City za 1,7 mln euro, a w 2021 roku wrócił za darmo. Potem jeszcze klub z Katalonii wypożyczył go do Girony, zanim stał się u Flicka niezastąpiony.
Nie wszystkim wyprowadzka z Barcelony wyszła na dobre
Wychowankiem Barcelony jest też holenderski pomocnik Xavi Simons. Był uznawany za wielki talent. W 2019 roku nie porozumiał się z klubem z Katalonii w sprawie nowej umowy i odszedł do PSG. Wybrał taką samą drogę jak teraz Dro. W Paryżu Holender się nie przebił, RB Lipsk wykupiło go za 50 mln euro, a niedawno sprzedało za 65 mln euro do Tottenhamu Hotspur. PSG i Lipsk dobrze więc zarobili na piłkarzu wychowanym przez Barcelonę. On sam i jego agent z pewnością też.
W lipcu 2024 roku Chelsea odkupiła z Barcy napastnika Marca Guiu. Zapłaciła 6 mln euro, więc ewentualność, iż na tym straci, jest niewielka. Wypożyczyła go do Sunderlandu, gdzie się nie przebił i latem wrócił na Stamford Bridge. Skończył właśnie 20 lat, póki co trenerzy Chelsea dają mu mało okazji do gry.
W 2021 roku RB Lipsk wykupił z Barcelony defensywnego pomocnika Ilaixa Moribę za 16,6 mln euro. Awantura o to była duża, bo defensywny pomocnik uchodził za wielki talent. W Bundeslidze się nie rozwinął, zaczęła się seria wypożyczeń i dopiero niedawno wykupiła go Celta Vigo za 6 mln euro. Do Barcelony już prawdopodobnie nie wróci - jest na to za słaby.
Renoma "La Masii" sprawiła, iż w Polsce powstała filia szkółki Barcelony - na Tarchominie w Warszawie. Rodzice wozili do niej dzieci z całej Polski, a czasem też z zagranicy. Dziś Escola nie ma już statusu filii klubu z Katalonii, licencja była droga. Wychowała jednak bramkarza Marcina Bułkę, który trafił do Chelsea, PSG, aż wreszcie wybił się we francuskim Nice. Zagrał pięć meczów w reprezentacji Polski, ale transfer do Neomu z Saudi Pro League był dla niego krokiem wstecz. Najpierw nie był uprawniony do gry, potem doznał ciężkiego urazu.
W Escoli, która nie posiada pierwszej drużyny i jest tylko akademią szkolącą młodych, rozwijało swój talent jeszcze kilku graczy, który trafili potem do ekstraklasy lub klubów zagranicznych.

2 godzin temu














