Kliczko grzmi. "Kiedy myślę o złotym medalu, czuję wstyd"

2 godzin temu
Dyskwalifikacja ukraińskiego skeletonisty Władysława Heraskewycza wywołała spore kontrowersje. Oburzenia nie kryją Ukraińcy, którzy zresztą zapowiedzieli odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu. Krytycznych głosów nie brakuje też ze strony autorytetów i legend. Wśród nich jest Władimir Kliczko, słynny bokser.
Władysław Heraskewycz chciał wystartować na igrzyskach olimpijskich w kasku upamiętniającym sportowców, którzy zginęli w rosyjskiej napaści na Ukrainę. MKOl zezwolił mu na start w tym kasku na treningach, ale podczas zawodów powinien mieć już inny kask. Założył jednak ten z treningów, za co został zdyskwalifikowany. MKOl powoływał się na punkt 50. Karty Olimpijskiej, według którego sportowcy mają "zakaz wszelkiego rodzaju demonstracji lub propagandy politycznej, religijnej albo rasowej na obiektach olimpijskich i w innych miejscach".

REKLAMA







Zobacz wideo Jakim cudem Rosjanie są na igrzyskach? „Obśmiali sankcje"



Kliczko uderza w MKOl po kontrowersyjnej dyskwalifikacji.
Decyzja MKOl była co najmniej kontrowersyjna. Wskazywano, iż specjalne malowanie na kasku Ukraińca nie ma nic wspólnego z polityczną propagandą. Były na nim tylko wizerunki zmarłych tragicznie sportowców. Ale taka argumentacja nie przekonała MKOl-u, który chce być jak najbardziej neutralny i uciekać od wszelkich tematów politycznych i wojennych na igrzyskach.
Zobacz też: Co za horror w Dosze! Świątek przegrywała już 2:5. Zwrot za zwrotem
Ze stanowiskiem komitetu zdecydowanie nie zgadza się Władimir Kliczko - legendarny bokser, wieloletni mistrz świata kilku federacji, mistrz olimpijski z Atlanty z 1996 r. Jego zdaniem podejście MKOl-u to brak szacunku do sportowców, ruchu olimpijskiego i samej idei olimpizmu, a zasłanianie się neutralnością traktuje jako tanią i łatwą wymówkę. Przekonuje, iż komitet nie myśli o środowisku sportowców i olimpijczyków, tylko o własnym wizerunku.


- Udział jest wszystkim dla rosyjskich i białoruskich sportowców. Ale nie dla zabitych ukraińskich sportowców, ich upamiętnienie choćby nie jest dozwolone. MKOl twierdzi, iż nie chodzi o politykę, a jedynie o sport. To nie ma już nic wspólnego z igrzyskami olimpijskimi – to gra polityczna - oburzał się Kliczko w rozmowie z "Bildem".



- MKOl nie chroni neutralności, ale swój wizerunek. Twarze ukraińskich sportowców, którzy oddali życie za wolność, są "zbyt polityczne" dla ich idealnego programu telewizyjnego. Olimpijska idea ginie w zimnej kalkulacji globalnego biznesu sportowego - skomentował.


Zdaniem Kliczki ruch olimpijski zmienia się na gorsze, traci swoje wartości. Dlatego dziś nie czuje takiej dumy ze złota, które wywalczył 30 lat temu.
- Kiedy dziś myślę o moim złotym medalu olimpijskim, nie czuję już dumy, ale wstyd - podsumował.
Idź do oryginalnego materiału