Yomif Kejelcha już w swoim pierwszym starcie na królewskim dystansie uzyskał wynik, który do 26 kwietnia wydawał się nieosiągalny. Mimo, iż Etiopczyk dobiegł do mety TCS London Marathon z czasem 1:59:41, to jednak nie został zwycięzcą i rekordzistą świata. Przez to jego wyczyn odbił się mniejszym echem, ale 28-latek zapowiada, iż stać go na jeszcze szybszy bieg.
Etiopski biegacz zajął w Londynie drugie miejsce, przegrywając jedynie z Kenijczykiem Sabastianem Sawe o 11 sekund. Tym samym zapisał się w historii jako drugi zawodnik, który złamał barierę dwóch godzin w maratonie.
Sam bieg miał bardzo klarowny przebieg. Kejelcha przez około 41 kilometrów biegł ramię w ramię z Sawe, utrzymując równe tempo w sprzyjających warunkach i przy mocnym wsparciu publiczności w Londynie. Rozstrzygnięcie padło dopiero na końcowych metrach, gdzie Kenijczyk uzyskał niewielką przewagę.
Po biegu Kejelcha podkreślał, iż nie spodziewał się aż takiego wyniku.
– Myślałem, iż pobiegnę w granicach 2:01–2:04, ale trenerzy we mnie wierzyli. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny. To było moje marzenie – mówił na mecie.
Dodał też, iż największe wyzwanie przyszło w końcówce: – Biegłem spokojnie i kontrolowałem sytuację aż do 41. kilometra, potem nogi były już zmęczone.
Odnotujmy, iż w Londynie Etiopczyk wystartował w butach z kategorii tzw. „supershoe” Adizero Adios Pro Evo 3, który pokazano zaledwie trzy dni przed zawodami. To ultralekka, ważąca zaledwie 97 gramów startówka łącząca sprężystą piankę Lightstrike Pro Evo z karbonowym systemem EnergyRim.
Poza tym miał na sobie jednoczęściowy Techfit+ Endurance Suit, który łączył funkcję kompresji i aerodynamiki. Strój miał ograniczać opór powietrza oraz stabilizować pracę jego tułowia.
Swoją drogą, to na trasach biegów Kejelcha zdecydowanie wyróżnia się wzrostem. Według danych z Wikipedii mierzy aż 186 cm, jak na biegacza naprawdę sporo i jest wyjątkowo lekki – waży tylko 58 kg. Musi jednak w nogach dysponować ogromną siłą, aby w pełni wykorzystać potencjał karbonowych startówek takich jak Adizero Adios Pro Evo 3.
fot. adidas
Od bieżni do maratonu
Start w Londynie był dla Etiopczyka naturalnym efektem stopniowego przejścia z bieżni na biegi uliczne. Kejelcha przez lata należał do światowej czołówki na stadionie i wciąż się do niej zalicza. W 2014 roku został mistrzem świata juniorów na 5000 m i zdobył złoto Youth Olympic Games na 3000 m.
W 2019 roku sięgnął po srebro mistrzostw świata na 5000 m w Dosze, a także ustanowił halowy rekord świata w biegu na milę (3:47,01), poprawiając wynik legendarnego Marokańczyka Hichama El Guerrouja. W tym okresie był członkiem elitarnej grupy treningowej Nike Oregon Project (NOP), trenując pod okiem Tima Rowberry’ego do czasu jej rozwiązania w 2019 roku.
W 2022 roku przeszedł w pełni na biegi uliczne, co gwałtownie przyniosło efekt w postaci rekordu świata w półmaratonie 57:30, który uzyskał w październiku 2024 roku w Walencji. Rok wcześniej w Rydze wywalczył srebrny medal mistrzostw świata na dystansie 5 km (13:02).
Mimo tego, w 2024 roku wystąpił w finale biegu na 10 000 m na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Do mety dobiegł piąty z wynikiem 26:44.02, a rok później w Tokio na tym dystansie zdobył srebro mistrzostw świata.
fot. Mattia Ozbot for World Athletics
Wymarzony bieg Kejelchy
Przed startem w maratonie Kejelcha nie ukrywał, iż Londyn był dla niego celem od dawna. „London Marathon zawsze był moim celem. To mój wymarzony bieg” – mówił przed startem. Podkreślał też, iż przygotowania znacząco różniły się od treningu na dystanse stadionowe: Dziennikarze nie wyciągnęli jednak od Etiopczyka więcej od sformułowania „mój trening bardzo się zmienił”.
Poza tym Kejelcha podkreślał znaczenie pracy wykonanej w Etiopii oraz wsparcia sztabu: „trening był bardzo dobry. Czuję, iż się rozwijam i mogę biegać szybciej”
Sam start potwierdził, iż adaptacja do warunków w Londynie przebiegła skutecznie. Tempo narzucone w czołówce pozwoliło mu nie tylko rywalizować o zwycięstwo, ale też uzyskać czas poniżej dwóch godzin w debiucie.
Co dalej?
Na razie Kejelcha szykuje się jednak do powrotu do Etiopii.

– Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale teraz chcę wrócić do domu i przygotować się. Muszę dać sobie trochę czasu – powiedział najszybszy debiutant w historii maratonu. – Porozmawiam z trenerem i menedżerem, ale na razie nie mam konkretnego planu. Mam nadzieję, iż znów pobiegnę szybciej od swojego rekordu życiowego – dodał.
red
fot. w nagłówku TCS London Marathon

5 dni temu












