Katastrofa mistrza Polski: kompromitacja Lecha w Londynie

14 godzin temu
Lech Poznań wybrał się do Anglii, gdzie rozpoczął grę w Lidze Europy od starcia z Crystal Palace. Mistrzowie Polski już "na papierze" nie mieli łatwego zadania, ale samo spotkanie pokazało, jak wielka przepaść dzieli zespół mistrza Polski od średniaka Premier League. Poznaniacy już do przerwy przegrywali 0:3, ostatecznie mecz skończył się porażką Lecha 0:4.
Po środowym meczu Jagiellonii Białystok z Olympiakosem (1:2) można było mieć nadzieję, iż przynajmniej zespół mistrza Polski pokaże w Londynie trochę dobrego futbolu. Nadzieje okazały się płonne.


REKLAMA


Zobacz wideo Dlatego Grbić krzyczy na Polaków podczas przerw?


Kompromitacja Lecha do przerwy. Yegbe i Murawski grali własny mecz
A zaczęło się nieźle. Na początku meczu Lech zagrał szybką akcję skrzydłem, która skończyła się zgraniem do Mikaela Ishaka. Napastnik Lecha znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale nie zdołał oddać celnego strzału.
To gwałtownie się zemściło, ale w najbardziej kuriozalny sposób, jaki można sobie wyobrazić. Lech miał wrzut z autu pod własnym polem karnym. Terry Yegbe wziął piłkę i... wyrzucił ją prosto do napastnika Crystal Palace. To było zagranie idealne do nogi, więc tym większa szkoda, iż do rywala. Pino znalazł się w sytuacji sam na sam z Lisem i nie dał mu szans na interwencję.


Kilka minut później znów dobrą okazję miał Mikael Ishak, ale kolejny raz nie dał rady oddać celnego strzału. A Lech stracił gola przy pierwszej groźniejszej sytuacji. Radosław Murawski nie upilnował Richardsa przy rzucie rożnym i piłkarz Crystal Palace w 27. minucie strzelił gola na 2:0.
Murawski nie popisał się też w 34. minucie, gdy faulował w polu karnym. Koszmar Lecha trwał, 3:0.


Mogło być choćby gorzej. Już trzy minuty później Terry Yegbe popisał się spektakularnym golem samobójczym. Obrońcę Lecha uratował jednak spalony. Do przerwy było więc "tylko" 0:3.


W drugiej połowie działo się zdecydowanie mniej. Gospodarze nie musieli forsować tempa, więc tego nie robili. Lech szukał bramki na 1:3, ale po prostu nie był w stanie wykreować akcji, która zaskoczyłaby gospodarzy.
Jakby tego było mało, Radosław Murawski w 87. minucie otrzymał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska - katastrofalny występ pomocnika Lecha. Chwilę później gola na 4:0 zdobył Nketiah, który wykorzystał bierną postawę zawodników z Poznania.
Mecz skończył się więc porażką mistrza Polski 0:4. Za miesiąc Poznaniaków też czeka bardzo trudne zadanie. 15 października Lech podejmie Bayer Leverkusen.
Idź do oryginalnego materiału