Kadra Urbana ma nieoczywistego bohatera. Może być nietykalny przez najbliższą dekadę

3 godzin temu
Fot. Paweł Jerzmanowski

W 72. minucie meczu z Albanią, przy remisie 1:1, los całego baraż stanął w obliczu jednej interwencji. Kamil Grabara wyszedł z niej obronną ręką — i być może właśnie tamta sekunda zadecyduje o tym, kto będzie strzegł polskiej bramki przez najbliższe lata.

Grabara nie miał w meczu z Albanią dużo roboty, ale kiedy przyszedł jego czas — stanął na wysokości zadania. W sytuacji sam na sam zablokował strzał albańskiego napastnika i nie pozwolił rywalom wyjść na prowadzenie. Dokładnie 86 sekund później pod polem karnym Albanii świętowano gola Piotra Zielińskiego.

— Bez tej obrony nie byłoby nas w finale baraży, a przecież to piłkarz, który mógł nie zagrać w tym meczu. Gdyby był zdrowy Łukasz Skorupski, nie byłoby Kamila Grabary w bramce — skomentował dziennikarz Sport.pl Dominik Wardzichowski. To zdanie mówi wszystko o skali zbiegu okoliczności, który wyniósł 27-latka na pierwszy plan.

Cztery mecze, trzy lata przerwy i czterech selekcjonerów

Droga Grabary do reprezentacji była wszystkim, tylko nie prosta. Debiutował w czerwcu 2022 roku za kadencji Czesława Michniewicza. Na drugi mecz w kadrze czekał ponad trzy lata — w tym czasie przez ławkę selekcjonerów przeszli Fernando Santos, Michał Probierz i wreszcie Jan Urban, który przywrócił go we wrześniu 2025 roku.

Przeciwko Albanii był już czwarty raz w reprezentacji. Ale pierwszy raz naprawdę się liczył — i to w meczu, gdzie stawką był mundial.

Skorupski — największy pechowiec polskiej piłki?

Historia Grabary nieodłącznie wiąże się z historią Łukasza Skorupskiego. Bramkarz Bolonii rozegrał w Serie A 324 mecze, a w reprezentacji zaliczył zaledwie 20 występów. Przez lata blokował go Fabiański, potem Szczęsny. Kiedy wreszcie dostał swoją szansę — dopadły go kontuzje.

W maju skończy 35 lat. jeżeli Grabara zagra wielki mecz ze Szwecją, powrót Skorupskiego do roli numer jeden będzie bardzo trudny do uzasadnienia. Polska piłka ma tradycję wskakiwania bramkarzy w decydujących momentach — Boruc po Dudku, Tytoń po Szczęsnym, Fabiański po Szczęsnym na Euro 2016. Teraz może nadejść czas Grabary.

Wzorzec z historii

Przypadek Artura Boruca sprzed niemal 20 lat jest tu szczególnie wymowny. W eliminacjach do MŚ 2006 grał głównie Dudek, ale to Boruc zakończył cykl i pojechał na mundial jako jedynka. We wtorek Grabara ma szansę napisać podobną historię. Warunek jest jeden — Polska musi pokonać Szwecję.

Idź do oryginalnego materiału