Kacper Turoboyski zapisał się w historii polskiego kartingu. Na Autodromie Słomczyn został pierwszym w historii mistrzem Europy FIA Karting Arrive and Drive w kategorii Senior. W rozmowie w programie „Czas na Motorsport” opowiedział o emocjach związanych z historycznym triumfem, przebiegu finału oraz o tym, dlaczego tegoroczny Puchar Świata w Malezji może okazać się najważniejszym startem w jego karierze.

Cel zrealizowany w stu procentach
Jak przyznaje Turoboyski, o zawodach w Słomczynie myślał od momentu, gdy dowiedział się o ich organizacji. Przez kilka miesięcy podporządkował im przygotowania.
„Odkąd się dowiedziałem, to praktycznie na nich się skupiałem w tym sezonie. Jestem mega szczęśliwy, bo miałem cel, który po prostu wykonałem bezbłędnie” – powiedział mistrz Europy.
Zawodnik podkreśla, iż sukces nie był dziełem przypadku. najważniejsze okazały się konsekwencja i unikanie błędów: „Starałem się dojeżdżać, nie robić głupot na torze, być konsekwentnym i widać, iż to się opłaciło. Bardzo jestem zadowolony”.
Finał pełen emocji
Choć ostatecznie zwyciężył, finał nie przebiegał zgodnie z planem. Po starcie Turoboyski stracił prowadzenie, jednak zachował spokój i już po dwóch okrążeniach odzyskał pierwszą pozycję.
„Po pierwszym kółku byłem trzeci. Straciłem dwie pozycje, ale po dwóch kółkach odrobiłem na pierwsze i przez następnych osiemnaście okrążeń już tylko się broniłem. Defensywa i moja agresja wygrały mi te mistrzostwa Europy”.
Jak sam przyznaje, jeszcze nigdy wcześniej nie przeżywał takich emocji: „Nigdy nie miałem takiego uczucia. Przyjechali moi znajomi, cała rodzina mnie oglądała. Przez cały wyścig było ogromne napięcie, cały czas miałem rywali na ogonie i musiałem się bronić”.
Szczególne znaczenie miało dla niego wsparcie kibiców: „Moi znajomi zrobili taki ryk na trybunach, iż to było fantastyczne przeżycie. Podbudowali mnie na duchu”.
Fot. Michał KondrowskiZwyciężył dzięki spokojowi
Turoboyski uważa, iż kilka lat temu podobnej sytuacji mógłby nie wytrzymać mentalnie. Dziś doświadczenie pozwala mu zachować zimną krew choćby w najtrudniejszych momentach.
„Najważniejsze jest, żeby nie chcieć wszystkiego zrobić za szybko, zachować zimną głowę i wyczekać odpowiedni moment. Wyczekałem i po dwóch okrążeniach wróciłem na pierwszą pozycję”.
Pytany o to, jak zmienił się jako kierowca w ostatnich latach, odpowiedział bez wahania: „Jestem lepszy. Mentalnie, bardziej doświadczony i bardziej kompletny. Mam lepsze tempo, jestem bardziej agresywny, mądrzejszy na torze i mam bardzo dobrą defensywę, co było widać w ten weekend”.
Malezja może zmienić wszystko
Tytuł mistrza Europy dał Polakowi przepustkę do Pucharu Świata FIA Arrive and Drive w Malezji. Tam najlepsi zawodnicy z Europy, Azji i Ameryki Południowej powalczą o awans do programu FIA Shootout, którego zwycięzca otrzyma finansowanie sezonu w Formule 4 o wartości 250 tysięcy euro.
Dla Turoboyskiego stawka jest ogromna: „To jest tak naprawdę jedyna życiowa moja szansa. W naszej sytuacji finansowej to chyba jedyna taka możliwość, żeby pójść gdzieś dalej i się pokazać”.
Mimo tego nie odczuwa dodatkowej presji: „Jestem pewny siebie. Bardzo. Liczę na jak najlepszy wynik. Jestem gotowy na wszystko w tym sporcie, to jest moje całe życie”.
„Chcę wygrać wszystko”
Choć historyczny tytuł jest największym sukcesem w jego dotychczasowej karierze, Turoboyski nie zamierza na nim poprzestać: „Po tym osiągnięciu chcę tylko jeszcze więcej”.
Cele na najbliższe miesiące są jasno określone: „Chcę dalej czerpać z tego frajdę, robić jak najlepsze wyniki, zgarnąć wszystko, co jest do zgarnięcia. Wygrać Malezję, wygrać Superfinał ROK-a, zdobyć sponsorów i dostać się do Formuły 4”.
Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.

















