Radosław Piesiewicz ma do wyboru kilka wersji tej historii. Nie ma wśród nich ani jednej, która by go ratowała. W każdej prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbiera wieczorem w hotelu w Monako zegarek za 40 tysięcy euro, przekazany mu przez prezesa giełdy kryptowalut, którą pięć tygodni wcześniej uczynił sponsorem generalnym polskiej reprezentacji olimpijskiej. I pisze do niego: "Jestem w szoku, dziękuję". Ja też jestem w szoku. Tylko nie dziękuję.