Jeśli Polska chce awansować na mundial, drugi raz to nie przejdzie

2 godzin temu
Po drugiej połowie meczu z Albanią w końcu możemy powiedzieć, iż najlepsi piłkarze reprezentacji Polski - Robert Lewandowski i Piotr Zieliński - dźwignęli ją w najtrudniejszym momencie. Możemy się też cieszyć, iż Oskar Pietuszewski był tym samym piłkarzem, który zachwyca nas w FC Porto. Ale fakty są też takie, iż w czwartek na Stadionie Narodowym mieliśmy mnóstwo szczęścia. jeżeli chcemy awansować na mundial, taki występ drugi raz nie przejdzie.
Kamień, jaki spadł nam z serca po wygranej Polaków z Albanią (2:1), był równie ciężki jak ten, który drużyna Jana Urbana nosiła w pierwszej połowie na Stadionie Narodowym. Przez blisko godzinę balansowaliśmy na cieniutkiej krawędzi odpadnięcia już w półfinale baraży. Gdyby tylko Juljan Shehu nie spudłował w idealnej sytuacji i podwyższył na 2:0... Na szczęście to już nieważne. Ale mecz z Albanią był bardzo trudnym testem. Testem, z którego musimy wyciągnąć wiele wniosków i który prawie oblaliśmy z kretesem.


REKLAMA


Zobacz wideo Żelazny: Reprezentacja jest na fali wznoszącej! Piłkarze są w formie


Kluczowych momentów w tym meczu było kilka. I nie chodzi tylko o gola Roberta Lewandowskiego czy Piotra Zielińskiego. Były też przecież koszmarne pudła Shehu i Stavrosa Piliosa. Mimo iż w drugiej połowie reprezentacja Polski zagrała dużo lepiej niż w pierwszej, to i tak spokojnie mogła ten mecz przegrać. Albańczycy, którzy przed przerwą lepiej znosili wielką presję, w decydujących momentach nie dali rady i mają czego żałować.
A my? My na razie możemy odetchnąć. Udało się. Przepchnęliśmy ten mecz. Ambicją, jakością Lewandowskiego i Zielińskiego, luzem Oskara Pietuszewskiego. Skrzydłowy FC Porto tym razem nie miał ani gola, ani asysty, ale jego wejście na boisko można uznać za symbol przemiany reprezentacji Polski w spotkaniu z Albanią.
Drugi raz to nie przejdzie
W pierwszej połowie rozczarowali ci najbardziej doświadczeni: Lewandowski i Zieliński byli kompletnie nieobecni. Ten drugi miał choćby fatalną stratę pod naszym polem karnym. Jan Bednarek przy golu dla Albańczyków popełnił błąd, jakiego w FC Porto nie zrobił przez cały sezon. Jakub Kiwior podawał za mocno i niedokładnie. Matty Cash mylił się przy niemal każdym zagraniu. Sebastian Szymański znów był niewidoczny, Jakub Kamiński grał najsłabszy mecz w kadrze od wielu miesięcy.
Długo wszystko wskazywało, iż to nie ma prawa się udać, iż nie awansujemy do finału baraży. Ze wszystkich meczowych symboli wybieram więc wejście na boisko Pietuszewskiego. 17-latek był taki jak w FC Porto. Pozytywnie bezczelny, odważny, bezkompromisowy. I tego potrzebowała reprezentacja Polski. Luzu, pozytywnego nastawienia, impulsu do ataku. Może


my odetchnąć. Ale podkreślę jeszcze raz: udało nam się. Drugi raz to nie przejdzie.
Szwedzi pewnie wygrali z Ukrainą (3:1) w Walencji i pokazali, iż najgorsze mają już chyba za sobą. jeżeli chcemy awansować na mundial, we wtorek musimy wygrać w Sztokholmie, co samo w sobie będzie zadaniem bardzo trudnym i nie sposób upatrywać w nas faworytów. A jeżeli zagramy tam tak samo źle jak przez większość spotkania z Albanią, naprawdę nie będziemy mieli czego szukać.
W czwartek wieczorem możemy podziękować Urbanowi, iż mimo wątpliwej decyzji z wystawieniem Rózgi w pierwszym składzie, gwałtownie przyznał się do błędu. Możemy odetchnąć i docenić, iż w końcu w kluczowym momencie kadrę uratowali jej najlepsi piłkarze. Ale indywidualnymi zrywami Szwedów nie ogramy. W Sztokholmie będziemy potrzebować więcej. Dużo więcej.
Idź do oryginalnego materiału