Kudosy na Stravie liczone są w miliardach. Czy jednak zawsze wiemy, co lajkujemy? Wyczynowa biegaczka przyznała, iż ukryła informacje o tętnie na rozbieganiu, gdy dobiło do 160 uderzeń na minutę. Jak pokazują badania, coraz częściej w mediach społecznościowych kreujemy wizerunek idealnego biegacza, kosztem autentyczności.
Jak to drzewiej bywało, czyli biegowe wspominki
Swój pierwszy trening biegowy datuję na rok 1998. Zrobiłem z kolegą dwa razy 1 km na dziesięciominutowej przerwie. W związku z tym, iż zbliżały się zawody międzyklasowe, na których chcieliśmy zadać szyku, w ramach przygotowań pobiegliśmy na koniec lasu. Tam przerwa na pitu pitu o potędze dynastii Piastów, podziwianie łąki i – w oddali – ciężarówek na ulicy Gliwickiej. Potem znowu przez las na osiedle. Do dzisiaj nikt o tym treningu nie wiedział. Nie ma śladu GPS, ani foci z rąsi. Doprawdy nie wiem, jak mogliśmy tak funkcjonować.
To generalnie nie były miłe czasy dla biegaczy. Nie raz ktoś krzyknął na mój widok, iż jestem kochający inaczej, kiedy pomykałem chodnikiem odziany w obcisłe legginsy. Na całym osiedlu tylko ojciec mojego kolegi uprawiał coś takiego jak: amatorski jogging dla zdrowia. Tak zupełnie szczerze, uważałem go za dziwaka. Co innego w klubie. W klubie biegać to tak. Ale, iż dorosły chłop po robocie podążał do lasu biegowym krokiem… No ludzie kochani.
Dziś szalenie cieszy mnie boom na bieganie. Dostępność sprzętu, gadżetów i infrastruktury. Tych cudnych ścieżek pieszo-rowerowych, gdzie widok człowieka w lajkrze jest czymś tak oczywistym, jak to, iż po grudniu jest styczeń. Cieszą mnie też biegowe media społecznościowe. Choć jak się okazuje, potrafią być mieczem obosiecznym.
Między Endomondo a Stravą
Pierwszą aplikacją do biegania, którą używałem było Endomondo, które powstało w roku 2007 w Danii. Zachwyciłem się tym narzędziem. Zresztą nie tylko ja. Zielone ślady GPS z treningów, spacerów czy przejażdżek rowerowych swego czasu ścieliły się gęsto na fejsbukowych tablicach. W roku 2015 z aplikacji miało korzystać około 20 mln osób.
W tamtym czasie Strava nie była tak chodliwa. Archiwalne dane mówią o 8 mln zarejestrowanych. Popularność amerykańskiego narzędzia z roku na rok jednak dynamicznie rosła, żeby dziś pochwalić się przeszło 200 mln społecznością. Można powiedzieć, iż Endomondo zrobiło Stravie miejsce na rynku, kończąc swoją posługę wraz z ostatnim dniem 2020 roku [WIĘCEJ: Zaduszki po Endomondo – Bieganie.pl].
Jak opisywaliśmy w artykule Raport Strava: Bieganie wciąż numerem jeden. Run Cluby eksplodują – Bieganie.pl najpopularniejszą aktywnością w 2025 roku w aplikacji założonej 16 lat wcześniej w San Francisco było bieganie. Dalej znalazły się: chodzenie, jazda na rowerze, trening ogólny, wędrówki oraz trening siłowy.
W raporcie informowano ponadto, iż wśród użytkowników rośnie odsetek osób rejestrujących starty w zawodach. Szczególnie mocno trend było widać w grupie Gen Z (chodzi o osoby urodzone w latach 1995–2012, które weszły w dorosłość jako pierwsze w pełni scyfryzowane pokolenie). W ich przypadku wzrost dla biegów na 5 km wyniósł 38%. Podobnie było w przypadku biegów na 10 km (+39%) oraz maratonu (+31%). Dodano też, iż przedstawiciele Genu Z są o 75% bardziej skłonni niż pokolenie Gen X (osoby urodzone w latach 1965–1980) wskazać, iż główną motywacją do biegania jest „wyścig lub wydarzenie”.
Kudosy i budowanie wizerunku
Użytkownikom Stravy znane jest powiedzenie, iż jeżeli trening nie został zapisany w aplikacji, to tak jakby się nie odbył. To hasło stało się przyczynkiem do badania autorstwa Russell, H. C., Potts, C. i Nelson, E. (2023) pod znamiennym tytułem “If It’s not on Strava it Didn’t Happen”. Na podstawie wywiadów z 18 członkami amerykańskich akademickich klubów biegowych stwierdzono, iż znaczenie Stravy może być dużo szersze, niż jedynie zapisywanie treningów.
Badacze wyodrębnili 3 kategorie: presja, motywacja i budowanie wizerunku. Z rozmów z biegaczami wywnioskowano, iż Strava może pomagać biegaczom podtrzymywać regularność, dzięki podglądaniu postępów innych oraz otrzymywaniu reakcji – komentarzy i kudosów (odpowiednik like’a) pod zapisami własnych treningowych dokonań.
Poza motywacją, mówiono też o presji, żeby dorównać biegającym więcej i szybciej. Wirtualnym wyścigom sprzyjają m.in. segmenty. To fragmenty tras, na których użytkownicy porównują swoje czasy. Bicie takich rekordów bywa dla niektórych ważniejsze, niż wykonanie treningu zgodnie z założeniami.
Osobnym wątkiem jest tworzenie wizerunku siebie, jako osoby zdyscyplinowanej, regularnej, sprawnej fizycznie i ambitnej. Autorzy badania zaznaczają, iż nie każdy z użytkowników Stravy dokonuje takiej autoprezentacji świadomie. Są jednak osoby, które bardzo dbają o to, które aktywności ustawią jako publiczne, a które ukryją przed światem.
Zabawa w chowanego
Kolorowe życie, które ludzie pokazują na Instagramie potrafi znacząco różnić się od szaroburej codzienności (nierzadko na bankowy kredyt). Okazuje się, iż podobnie może to wyglądać w przypadku platform sportowych takich jak Strava.
Mechanizm ten opisano m.in. w badaniu H. C. Russell i współautorów z 2026 r., które powstało na podstawie wywiadów z 19 wyczynowo biegającymi kobietami. Uczestniczki miały od 25 do 42 lat, a ich średni staż biegowy wynosił ponad 15 lat. W miesiącu poprzedzającym wywiady pokonywały średnio 75 km tygodniowo.
Co się okazało? Niektóre biegaczki przyznały, iż ukrywały wybrane dane dotyczące treningów oraz oddzielały rozgrzewki od adekwatnych treningów, po to, aby wpis wyglądał efektowniej. W jednym z opisanych przypadków biegaczka ukryła aktywność, ponieważ jej tempo było o dwie minuty na milę wolniejsze od tempa maratońskiego, co uznała za krępujące.
W innym przypadku tętno wynoszące 160 uderzeń na minutę podczas spokojnego biegu mogło — w ocenie uczestniczki — stworzyć wrażenie nadmiernego zmęczenia, dlatego ukryła tę informację przed followersami.
Podobny mechanizm widać w badaniu Zoe Tzanis (2026). Tutaj przeprowadzono rozmowy z 23 aspirującymi i zawodowymi sportowcami wytrzymałościowymi ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Byli wśród nich biegacze ultra, triatloniści oraz kolarze.
– Na Stravie umieszczam tylko wyścigi i epickie treningi, aktywności, gdzie osiągałem rekordy życiowe lub KOM (King of the Mountain – najlepszy czas na konkretnym segmencie – red.), więc to wyselekcjonowana, pozytywna próbka… Nie chcę być oceniany za te powolne jazdy, bo odbierają mi to, kim powinienem być jako profesjonalista – przyznał bez ogródek jeden z uczestników.
Epickie treningi to więcej kudosów, a te mogą z kolei wpływać na to, w jaki sposób trenujemy. W badaniu „Kudos make you run! How runners influence each other on the online social network Strava” (2023) wzięto pod lupę członków holenderskich klubów biegowych – w sumie 329 osób. Na podstawie danych (zebranych w okresie 11 miesięcy) o kudosach i zarejestrowanych aktywnościach stworzono sieci relacji.
Wyniki pokazały, iż otrzymywanie „lajka” skłaniało biegaczy do biegania częściej i w większym wymiarze. Ponadto sportowcy mieli tendencję do dostosowywania swoich zachowań biegowych do zachowań osób, którym przyznawali kudosy.
„Trzeba być na Stravie i Instagramie”
W badaniu Zoe Tzanis pojawia się teza, iż dzisiaj trzeba być na Stravie, jeżeli chce się być zauważonym w świecie zawodowego sportu. Menadżerowie, którzy poza sportowcami wzięli udział w wywiadach, stwierdzili, iż korzystanie ze Stravy powinno być dla sportowca czymś równie oczywistym jak trening, dieta i starty w zawodach.
Gemma, agentka, która wynegocjowała ponad 100 kontraktów zawodowych biegaczy, podkreśliła, iż Strava jest ważna, ale to Instagram i YouTube oferują sportowcom większy zasięgowy potencjał. Jednak w związku z tym, iż nie wszyscy potrafią odnaleźć się w świecie rolek i filmów, Strava staje się dobrym sposobem, aby przekonać marki, iż warto nawiązać współpracę ze sportowcem.
– Trzeba być na Stravie i Instagramie, kropka – powiedział jeden z uczestników badania, zawodowy biegacz trailowy.
Dodajmy, iż w omawianym badaniu wzięły udział osoby obserwowane na Stravie przez znaczną publiczność. Dwie osoby miały od 50 do 100 tys. obserwujących, a trzy przekraczały 100 tys. Liderem pod tym względem jest słoweńska supergwiazda kolarstwa, Tadej Pogacar, który w styczniu br. przekroczył 1 mln obserwujących.
Fake My Run i Strava Jockeys
Wspomnieliśmy, iż niektórzy – aby kreować się na biegowych kozaków – ukrywają niewygodne dane ze swoich treningowych dokonań. To niewinna igraszka w porównaniu ze zjawiskiem mułów i dżokejów (Strava Mules i Strava Jockeys). Chodzi o ludzi, którzy wykonują treningi na zlecenie.
Okazuje się, iż są osoby, które chcąc mieć na profilu np. bieg na 10 km w świetnym tempie, wynajmują biegacza, który pokonuje ten dystans za nich. Wszystko zapisuje się na koncie zleceniodawcy, na którego spływają kudosy i słowa szacunku w komentarzach. W reportażu francuskiej telewizji TF1 z kwietnia 2025 r. jeden z biegaczy mówił, iż pobiera 20 euro za 10 km.
Afera z biegowymi mułami zainspirowała programistę Arthura Bouffarda do stworzenia aplikacji Fake My Run, która pozwala tworzyć fałszywe aktywności biegowe. Jej autor tłumaczy, iż chciał w ten sposób wyrazić swój sprzeciw dla oszukiwania, a nie poparcie.
– Podobnie jak wpisy w mediach społecznościowych, również publikacje dotyczące biegania można sfabrykować. To między innymi dlatego stworzyłem Fake My Run — jako sposób na zakwestionowanie zmian zachodzących w kulturze biegania. Chciałem też potwierdzić słuszność starego, dobrze znanego powiedzenia, iż nie należy wierzyć we wszystko, co widzi się w internecie. Poza tym stworzenie takiego narzędzia było technicznie możliwe i po prostu dawało frajdę – wyjaśnił na platformie X.
Zdaniem Bouffarda zjawisko Strava Mules powinno być „sygnałem alarmowym” dla biegowej społeczności. W jego opinii bieganie stało się „zbyt nastawione na pokaz i przepełnione ego”. – Kiedyś było bardzo osobistą aktywnością, uprawianą przede wszystkim po to, by stawiać sobie wyzwania, poprawiać zdrowie fizyczne i psychiczne, utrzymywać formę, rywalizować z innymi, odkrywać nowe zakątki świata i tak dalej – podkreślił Bouffard w rozmowie z Dailydot.com.
W sierpniu 2025 roku, a więc zaledwie 2 miesiące po uruchomieniu Fake My Run, Arthur Bouffard przyznał w podcaście Dumbify, iż fejkową Stravę pobrało na dysk 500 osób. Aby wygenerować pożądany plik GPX trzeba zapłacić. Pakiet za pięć treningów, które nigdy się nie odbyły, kosztuje 15 zł.
Dodajmy, iż Strava próbuje walczyć z oszustami na różnych polach. O dużym kasowaniu aktywności, w których wykryto nadużycia, pisaliśmy na początku roku w artykule Koniec z oszustwami na Stravie! 3,9 miliona usuniętych treningów – Bieganie.pl

6 dni temu













