Jannik Sinner był zbyt mocny. Djoković poza Wimbledonem

1 miesiąc temu

Była szansa. Mała, ale szansa. Szansa na Szlema numer 25 dla Novaka Djokovicia. Historycznego, bo nikt – czy to w erze open, czy w całej historii tenisa – w singlu tyle jeszcze nie ugrał. Jednak już ćwierćfinał, trwający ponad pięć godzin, sprawił, iż ta szansa jeszcze zmalała. A dziś Jannik Sinner ostatecznie wybił z głowy Novakowi Djokoviciowi podobne marzenia – przynajmniej na tym Wimbledonie. Serb nie grał źle, ale Włoch był poza jego zasięgiem. Obrońca tytułu jest o mecz od kolejnego triumfu w Londynie.

Djoković próbował, ale Sinner był lepszy

Novak Djoković coraz częściej mówi o problemach. Tych związanych z wiekiem. Tu coś pobolewa, tam strzyka, regeneracja nie jest tak łatwa, jak kiedyś. Każdy sportowiec to przeżywa – jeden prędzej, drugi później. Nole i tak przez lata był przez swoje ciało oszczędzany. Teraz w zasadzie… przez cały czas jest. Karierę przeciąga, jest w stanie grać na wysokim poziomie, melduje się choćby – jak na Wimbledonie – w wielkoszlemowych półfinałach. To wybitne wyniki, gdy mówimy o kimś, kto ma 39 lat.

Po prostu młodzi są ostatecznie lepsi. I to nawet, jeżeli Djoković wytoczy przeciwko nim wszystko, co ma najlepszego.

To znaczy: nie wszyscy młodzi. Albo przynajmniej nie zawsze. Felix Auger-Aliassime – okej, to już nie aż taki młodzieniaszek, natomiast wciąż ma 13 lat mniej od Novaka – przekonał się o tym w ćwierćfinale, przegranym po super tie-breaku. Gdy jednak przychodzi do grania z tymi najlepszymi, to ci na ogół Novaka ogrywają. A choćby gdy trafi się taki turniej, iż nie – jak w Australian Open, gdzie Serb ograł sensacyjnie Jannika Sinnera – to potem wyrasta drugi (w Australii w osobie Carlosa Alcaraza) i Nole ostatecznie musi uznać wyższość młodości.

To też czeka każdego sportowca. I to też Novak odpychał od siebie naprawdę długo, tę dominację młodszych rywali. Jednak takie mecze jak ten dzisiejszy pokazują, iż ta nadeszła. I zdaje się, iż momentami sam Djoković jest z nią pogodzony – w chwilach, gdy Sinner grał wybitnie, Serb się uśmiechał, nieco ironicznie, z przekąsem, ale jednak.

No ale tak naprawdę: co miał zrobić?

Jannik pewny jak… Djoković

Co set scenariusz był podobny. Gramy równo, ale jest moment, w którym Jannik Sinner przyspiesza, dokłada nieco prędkości i ofensywy do swojej gry. I efekt taki, iż następuje przełamanie serwisu Novaka – raz później, raz szybciej. Ze strony Djokovicia z kolei też to samo co partię. Czyli walka, próby atakowania, spychania rywala. Czasem udane, częściej nie, choć Novak musiał próbować, nic innego mu nie zostało.

I w sumie zdarzały się gemy, gdy był naprawdę bliski sukcesu. Serwis Jannika na moment odpuszczał, Nole na returnie przez cały czas potrafił robić swoje. I było 30:30, równowaga, raz choćby break point. Tyle iż w każdym takim momencie Sinner robił dokładnie to samo – przypominał sobie, jak grać na najwyższym poziomie.

Ba, momentami zdawało się, iż czerpie z tego dopuszczania Novaka blisko jakąś sadystyczną przyjemność, iż robi to wręcz specjalnie – bo w każdym takim momencie grał punkt bezbłędny, ucinając nadzieje Serba i jego fanów. Zdaje się, iż choćby gdyby każdego gema serwisowego Włocha zaczynać od 40:40, to ten i tak wygrałby je wszystkie. Tak pewny był dziś w tych kluczowych momentach, przy najmniejszym choćby zagrożeniu, zalążku problemów.

Djoković naprawdę robił, co mógł. Biegał, starał się, atakował, dobrze grał z kontry, naciskał na returnie, wyciągał świetne serwisy z rękawa. I co mu to dało? Ostatecznie w zasadzie absolutnie nic. Bo za 10 lat mało kto będzie pamiętać, iż to był w sumie wyrównany mecz, iż Nole zmuszał Sinnera do wysiłku. Wynik – to, co wpisane na papier – powie coś innego. Powie, iż to spotkanie, w którym Włoch dominował i nie miał żadnych problemów.

Prawda leży gdzieś pośrodku.

Spectacular.

Jannik Sinner defeats Novak Djokovic 6-4, 6-4, 6-4 to reach back-to-back Wimbledon finals#Wimbledon pic.twitter.com/igecCWj8u6

— Wimbledon (@Wimbledon) July 10, 2026

Bo problemy? W sumie się nie pojawiły, może w pojedynczych gemach. O dominacji też jednak trudno mówić – decydowały detale. I to jest właśnie to, co przez lata Novaka Djokovicia wyróżniało – gdy przychodziło do grania tych decydujących punktów, pojedynczych wymian, które mogły odmienić oblicze meczu, to na ogół on wygrywał. Teraz, w meczach takich jak ten z Jannikiem Sinnerem, jest inaczej. Cóż, jak już napisaliśmy – każdego sportowca to czeka.

Również tych największych.

Novak Djoković po niezłym meczu pożegnał się więc z Wimbledonem, zgodnie z oczekiwaniami. A Jannik Sinner – też zgodnie z oczekiwaniami – doszedł do finału Wimbledonu, gdzie zagra z Alexandrem Zverevem, którego ostatnio regularnie ogrywa. Ale i Zverev zdaje się na tym turnieju niezwykle pewny. Może czekać nas więc wielkie spotkanie i przekonamy się, czy Włoch zdoła obronić tytuł. Albo – a to też dość rzadka sztuka – czy Niemiec wygra w jednym sezonie i w Paryżu, i w Londynie.

Jannik Sinner – Novak Djoković 6:4, 6:4, 6:4

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Wimbledon ma pierwszego finalistę. Zverev bez litości
Arthur Fery pisze historię. Czy Brytyjczycy mają nowego Murraya?
Nie żyje Karol Stopa. Komentator miał 78 lat

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału