Jak Barcelona przegrała z Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów 2011/12

2 godzin temu

Wiosną 2012 roku Chelsea zrobiła coś, czego prawie nikt się nie spodziewał. Pokonała Barcelonę Pepa Guardioli i dotarła do finału Ligi Mistrzów. Był to jednak triumf zbudowany nie na pięknej grze, ale na żelaznej defensywie i jednym genialnym napastniku. Drogba, Terry, Cech, Ramires – każdy z nich odegrał kluczową rolę w jednym z największych półfinałów w historii Champions League.

Pierwszy mecz na Stamford Bridge – Drogba kontra cała Barca

18 kwietnia 2012 roku Chelsea podejmowała Barcelonę w pierwszej nodze półfinału na Stamford Bridge. Bramkę zdobył Didier Drogba w doliczonym czasie pierwszej połowy, pokonując Valdesa lewą nogą z ośmiu jardów. Było to jednak zwycięstwo zdobyte pod ogromną presją. Barcelona dominowała pod względem posiadania piłki i statystyk, ale Chelsea skutecznie ją blokowała, nie dając szansy ani Messiemu, ani Fàbregasowi. Kluczową rolę odegrał Petr Čech, który obronił kilka groźnych strzałów, w tym główkę Puyola. Cała taktyka Roberto Di Matteo opierała się na tym samym schemacie: oddać piłkę, a następnie błyskawicznie kontratakować. Ten plan zadziałał perfekcyjnie. Był to pierwszy ligowy czy pucharowy mecz Barcelony, który zakończyła przegrana w całym sezonie 2011/12. Dla kibiców z Katalonii był to wyraźny sygnał ostrzegawczy, którego jednak nie wzięli wystarczająco poważnie.

Dramat na Camp Nou – czerwona kartka i gol Ramiresa

Rewanż na Camp Nou przeszedł do historii jako jeden z najbardziej szalonych meczów dekady. Chelsea weszła na murawę z prowadzeniem 1:0 z pierwszego meczu i wyglądała na skazaną na porażkę, gdy kapitan John Terry otrzymał czerwoną kartkę w 37. minucie za brutalne faulowanie, a Iniesta doprowadził Barcelonę do prowadzenia 2:1 w dwumeczu. Wydawało się, iż to koniec przygody Chelsea. Jednak tuż przed przerwą Ramires wykonał coś absolutnie wyjątkowego. Przelobował Valdesa precyzyjnym strzałem z lewej nogi i wyprowadził Chelsea na prowadzenie bramkami wyjazdowymi. Był to gol, który zmienił wszystko. W drugiej połowie Chelsea broniła się w dziesięciu, odpierając falę po fali ataków. Messi trafił w poprzeczkę po rzucie karnym, a później Čech zdołał odbić kolejny jego strzał na słupek. Publiczność na Camp Nou nie wierzyła własnym oczom.

Gol Torresa i awans, który wstrząsnął Europą

Gdy minuty uciekały, a Barcelona szturmowała coraz bardziej desperacko, Chelsea zadała ostateczny cios. Fernando Torres wbiegł na podanie za linię obrony i spokojnie pokonał Valdesa, ustalając wynik na 2:2 w rewanżu i 3:2 w dwumeczu. Było to jedno z najbardziej symbolicznych trafień w karierze Torresa, który przez długi czas był krytykowany za słabą formę po transferze do Chelsea. Właśnie w tym momencie przypomniał, kim potrafi być. Chelsea przetrwała czerwoną kartkę Terry’ego, rzut karny Messiego i niezliczone ataki Barcelony, by dotrzeć do finału Ligi Mistrzów po raz pierwszy od 2008 roku. Guardiola po meczu nie miał słów. Powiedział tylko, iż Chelsea zasłużyła na awans i iż jego drużyna nie potrafiła przełamać angielskiej defensywy, gdy najbardziej tego potrzebowała. To był koniec pewnej epoki w Barcelonie – po sezonie Guardiola złożył rezygnację.

Dlaczego Chelsea wygrała z najlepszą drużyną świata?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, choć nieoczywista. Chelsea nie próbowała grać z Barceloną na jej warunkach. Zamiast tego zbudowała mur, który rozbił się o barceloński futbol jak fala o skałę. Barcelona przez całe dwa mecze dominowała pod względem posiadania piłki, jednak Chelsea konsekwentnie blokowała każdą próbę przeniknięcia przez centrum. Kluczem był też Drogba, który swoją siłą i aktywnością angażował Puyola i Mascherano w defensywne pojedynki. Zmęczeni środkowi obrońcy Barcelony nie byli w stanie skupiać się jednocześnie na rozgrywaniu i kryciu tego gracza. Ponadto Chelsea miała w składzie zawodników, którzy przeżyli już podobne dramaty i nie tracili głowy pod presją. Przetrwanie czerwonej kartki kapitana i chybionego rzutu karnego Messiego wymagało od Chelsea niesamowitej odporności psychicznej. To właśnie ta odporność, a nie tylko taktyka, zdecydowała o awansie do Monachium.

Idź do oryginalnego materiału