Mathias Nahuel Leiva wraca do Polski, ale nie do pierwszoligowego Śląska Wrocław i choćby nie do beniaminka Ekstraklasy – Wisły Płock. Niemal trzydziestoletni skrzydłowy po poważnej kontuzji i nieudanym pobycie w Izraelu zagra w Jagiellonii Białystok. Trudno nie odnieść wrażenia, iż na Podlasiu pali się na tyle, iż zaczęły się nerwowe ruchy.
Mogę zrozumieć, iż Jagiellonia Białystok znalazła się zimą w kiepskim położeniu. Nie dość, iż latem ściągnęła mizernych skrzydłowych, których trzeba było odpalić i zastąpić (Prip, Cantero), to jeszcze straciła Oskara Pietuszewskiego, którego planowała sprzedać dopiero latem.
Mogę zrozumieć też to, iż sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy okazało się, iż typowany na następcę Pietuszewskiego Keyan Varela jednak nie dołączy do Jagiellonii.
Nie mogę jednak zrozumieć tego, iż w obliczu tej sytuacji Jagiellonia robi coś, czego robić nie zwykła – panikuje i zmienia całą strategię. Bo tak trzeba uczciwie nazwać fakt, iż do Białegostoku zmierza trzydziestolatek, któremu ostatnimi czasy więcej rzeczy nie wyszło, niż wyszło.
Ekstraklasa. Matias Nahuel Leiva zagra w Jagiellonii Białystok
Lista czerwonych flag, wyjących alarmów, które są sugestią, żeby za wszelką cenę taki ruch odpuścić, jest długa. Cholernie długa. Naprawdę bardzo cholernie długa. Na wstępie wybiłem między innymi wiek i zrobiłem to nieprzypadkowo. Owszem, można znaleźć ciekawych, trzydziestoletnich piłkarzy, ale raz, iż Jagiellonia ma strategię odmładzania kadry, która szła świetnie; dwa, iż ostatnie okienka transferowe wskazywały, iż z takich pomysłów po prostu wyrosła.
Kiedy poprzednio do Białegostoku trafił ktoś, kto lada moment miał mieć trójkę z przodu? Gdy zaraz po utrzymaniu się w lidze sprowadzono Kristoffera Hansena. Inne realia, inna rzeczywistość.
Sam wiek to jednak tylko jeden z punktów zapalnych. Znacznie bardziej niepokoi to, iż Nahuel Leiva:
- rozegrał w tym sezonie ledwie pięćset minut,
- w poprzednim roku zerwał mięsień i stracił ponad 300 dni na leczenie,
- jedynego gola z gry dla Maccabi strzelił przeciwko najsłabszemu klubowi w lidze (nie liczmy pucharu kraju z totalnymi gamoniami).
Możemy to choćby rozszerzyć o ocenę poprzednich lat, także obejmując okres gry w Śląsku Wrocław. Nahuela zapamiętamy z jednego dobrego sezonu, w którym cały Śląsk zaliczył ogromny overperformance. Zaraz po nim zaczął wymuszać transfer do Izraela. Tak, tego Izraela, w którym trwała wojna, ale dla urodzonego w Argentynie Hiszpana nie stanowiło to problemu – w końcu miał dostać ogromną podwyżkę.
Dyscyplina i charakter nigdy nie były jego mocną stroną. W Śląsku wyłapał kiera za uderzenie rywala, zadeklarował, iż żałuje i nigdy takiej głupoty nie powtórzy, po czym parę miesięcy później wyłapał kiera za bójkę na boisku w meczu z St. Gallen. Może i święty straciłby wtedy cierpliwość, bo we wspomnianym spotkaniu sporo się działo, ale Leiva bynajmniej święty nie jest. Podejście do futbolu kosztowało go zresztą wiele – ciut więcej profesjonalizmu i mógłby przez cały czas grać w Villarreal.
Ciężka kontuzja, stracone lata i jeden dobry sezon w Śląsku Wrocław. Nahuel Leiva nie wygląda na wzmocnienie Jagiellonii
Nahuel tymczasem był piłkarzem, który na miarę swojego potencjału grał tylko wtedy, gdy akurat miał na to ochotę. Pierwszy sezon tego chłopaka we Wrocławiu to przecież absolutna mizeria. Dorobek bramek i asysty uratował rzutem na taśmę, w meczach z późniejszymi spadkowiczami. Radar Hudl StatsBomb z tamtego okresu mówi wprost – nie wyróżniał się absolutnie niczym i to w porównaniu nie do ligowej czołówki, ale do ligowej średniej.

Wiadomo, iż kolejnym rokiem uratował opinię o sobie w Polsce, ale… To przez cały czas nie było rozstawianie konkurencji po kątach. Nahuel sporo strzelał, tego mu nikt nie odmówi i nie zabierze, natomiast w bardziej zaawansowanych liczbach nie widać wielu atutów. Dobre stałe fragmenty gry i udane strzały z dystansu robiły robotę, bo przykładowo w zestawieniu dryblerów lepiej od niego wypadli i Mateusz Żukowski, i Piotr Samiec-Talar, z którymi dzielił szatnię.

Mathias Nahuel potrafił podprowadzić piłkę, w miarę często ją odzyskiwał, ale to tyle. W zasadzie w żadnej innej rubryce nie załapał się do czołowej dziesiątki ligi. W Izraelu nic nie poprawił, wręcz przeciwnie, był ogromnym rozczarowaniem. Wiadomo, iż część kibiców pamięta go pewnie z fajerwerków, bo miał tę przewózkę pana piłkarza, który wiedział, jak walnąć po widłach, miał technikę zdolniachy z Rosario i koniec końców można było skleić z tego ładną dla oka kompilację.
Traktuję to jednak jak fatamorganę. Ściąganie starzejącego się gościa, który gra dobrze tylko wtedy, gdy zgadza się układ planet, to przecież najczęstsza pułapka, w jaką wpadają kluby.
Czy warto robić interesy z Maccabi Hajfa? Jagiellonia biorąc Nahuela Leivę przegra także wizerunkowo
Jeszcze parę dni temu słyszałem, iż wszystkie wymienione wyżej argumenty były dowodem na to, iż Jagiellonia jednak po Nahuela Leivę nie sięgnie, bo nie warto. Skoro opcja transferu tego gościa została przeforsowana, to w Białymstoku musi się naprawdę kotłować. Jasne, słyszę tłumaczenie, iż po oddaniu w zasadzie wszystkich skrzydłowych trzeba ściągnąć kogoś, kto po prostu uzupełni kadrę.
Że Nahuel Leiva to nie sukcesor Oskara Pietuszewskiego, tylko Alejandro Cantero. I to tańszy niż wspomniany Cantero.
Do tego wszystkiego dochodzi jednak jeszcze aspekt ludzki, moralny. Dopiero co Raków Częstochowa zrezygnował z zakupu Lisava Eissata, puszczając do środowiska sygnał, iż płacenie choćby nie tyle klubowi z Izraela, ile samemu Maccabi, to rzecz, której w obliczu świństw, jakie wyczynia ten kraj i ten konkretny klub, robić nie wypada. Kibice z Częstochowy bardzo to docenili, co zrozumiałe.
Tomasz Włodarczyk z Meczyków informował, iż Nahuel ma być wypożyczony z opcją wykupu, więc możliwe, iż wielkiego dealu z Maccabi nie będzie, natomiast niesmak i tak jest. Naprawdę wielu fanów Jagiellonii zwracało na to uwagę, nie potrafiąc zrozumieć podejścia włodarzy klubu. Jakby nie patrzeć będzie to jakiś cios wizerunkowy, a takich ciosów białostocki klub ostatnio i tak przyjął sporo.
Na papierze mamy więc transfer, który ma zdecydowanie więcej minusów niż plusów. I tak jak wspomniałem na wstępie – można zrozumieć, iż Jagiellonii wysypały się inne opcje, kurczy się czas i trzeba działać, ale ciężko sobie wyobrazić taki ruch w okolicznościach innych niż obecne: czyli w momencie, gdy jesteś na takim musiku, iż dobrze byłoby zrobić cokolwiek. choćby jeżeli sam podskórnie wątpisz w sens tego działania.
Nie będę nawoływał do ukamienowania Łukasza Masłowskiego za to, jak wygląda zima Jagiellonii, ale kryzys w raju jest widoczny coraz bardziej i coraz bardziej się przeciąga. Jakby nie patrzeć Jaga wciąż walczy o tytuł i sytuacja, w której traci Pietuszewskiego, po czym nie dopina żadnego transferu w trakcie obozu, jednocześnie luzując kolejnych piłkarzy, nie zapowiada zwiększenia szans na powodzenie tej misji.
WIĘCEJ O JAGIELLONII BIAŁYSTOK NA WESZŁO:
- Niecierpliwy, ale zdolny. Taki jest nowy piłkarz Jagiellonii Białystok
- Cała prawda o transferach Jagiellonii. Szef skautów odsłania kulisy!
- Jagiellonia uczy się w Europie, żeby stać się klubem-potentatem [REPORTAŻ]
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix

4 godzin temu














