Jaga ma problem. W taki sposób mistrzostwa nie zdobędzie

10 godzin temu

W Kielcach obejrzeliśmy typowy mecz na remis i dokładnie taki wynik dostaliśmy. Było w nim sporo walki, stałych fragmentów, ale samej piłki w tym za wiele nie było. Nikt nie zasłużył, by cieszyć się ze zwycięstwa. Tyle iż Korona to ligowy średniak, a Jagiellonia aspiruje do tytułu. Przy takiej grze marzenia o mistrzostwie będzie musiała odłożyć na przyszły sezon.

Adrian Siemieniec w Kielcach jeszcze nigdy nie wygrał i to zostało utrzymane. Strata dwóch punktów jednak nie jest w tym momencie dla 35-letniego trenera największym problemem. Dystans do Lecha, który wciąż nie jest wielki, jeszcze można odrobić, ale gra jego podopiecznych zdecydowanie nie daje mu powodów do optymizmu. Dla Jagiellonii to kolejne nieudane starcie w ostatnich tygodniach. Zdecydowanie ta ekipa nie przypomina tej, która tak nam się kiedyś podobała.

Korona Kielce – Jagiellonia 1:1. Przy takiej grze o mistrzostwo będzie ciężko

Korona w mecz weszła ze sporym animuszem. Od razu ruszyła do ataku i Jaga była w tarapatach. Przed dobrą szansą stanął Stjepan Davidović, jednak jego uderzenie zablokował Andy Pelmard. W kolejnych minutach temperatura meczu opadła, ale jak się okazało była to tylko cisza przed burzą – w tym przypadku atakiem gospodarzy. W sporym zamieszaniu po rzucie wolnym najlepiej odnalazł się Martin Remacle, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Zresztą, tego wieczoru stałe fragmenty gry wykonywane przez Dawida Błanika siały istne spustoszenie w szeregach Jagi. Defensorzy gości mieli spore problemy, by sobie z nimi poradzić. Gdy po raz drugi nie udało im się zażegnać zagrożenia, to dopisało im szczęście. Strzelec gola, Slobodan Rubezić był na niewielkim, ale bezdyskusyjnym spalonym.

Właśnie to szczęście było jednym z czynników, które spowodowały, iż Jagiellonia nie zeszła na przerwę z niekorzystnym wynikiem. W prezencie od rywala dostała rzut karny, po tym jak przy próbie oddalenia wybicia piłki Martin Remacle zagrał ręką. Na 11. metrze stanął Afimico Pululu i jak zwykle się nie pomylił.

Intensywny początek – Remacle i Pululu rozpoczynają strzelanie w Kielcach.

Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/zJZfb8X17E

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 10, 2026

Jagiellonia przez 45 minut nie była w stanie sama sobie wykreować żadnej dogodnej okazji na gola. Najlepszą miał Kajetan Szmyt, ale jego lekkie uderzenie nie miało prawa zagrozić Xavierowi Dziekońskiemu. Korona była szybsza, bardziej agresywna i prowadziła mecz na własnych warunkach. Grała tak, iż niwelowała większość atutów rywali. Zawodziła głównie, gdy przychodziło do finalizacji akcji. Szwankowało wejście w pole karne, brakowało dobrych ostatnich podań, przez co gospodarzy stać było tylko na jedno trafienie w pierwszej połowie.

Mecz dwóch przeciętniaków. Jagiellonii to nie przystoi

Po przerwie Korona już nie miała tyle sił, by nieustannie z pełnym zaangażowaniem spychać rywala do obrony i nie pozwalać mu choćby na wyjścia z własnej połowy. Jaga miała więcej swobody, ale mimo to miała problem, by przekuć to konkrety. W nowej sytuacji na boisku dobrze odnajdywał się głównie Szmyt, który kilkukrotnie popisał się skutecznym dryblingiem. Było to jednak stanowczo za mało.

Gospodarze wyglądali bardzo podobnie jak rywal. Nie chcieli się tylko bronić i mieli fragmenty, w których to oni atakowali, ale znów, ciężko nam mówić, by Abramowicz był poddawany większym próbom. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie strzały były niecelne lub zbyt słabe, by dać któremuś z bramkarzy szansę do pokazania pełni możliwości.

Prawdę mówiąc, z przebiegu całego spotkania ten remis był w pełni sprawiedliwy. Zagrały ze sobą dwa przeciętne zespoły. Tyle iż Korona jest drużyną ze środka tabeli i realnie nie ma większych szans, by powalczyć o coś więcej, a Jagiellonia to jeden z głównych kandydatów do mistrzostwa Polski.

W Kielcach zespół Adriana Siemieńca kompletnie nie wyglądał, jakby miał stoczyć z Lechem równorzędną walkę o tytuł. Dobrze – jak zwykle – w środku pola wyglądał Taras Romańczuk, ale poza nim ciężko wskazać element, za który moglibyśmy Białostoczan wyróżnić. Biorąc pod uwagę, iż to nie pierwszy ich taki mecz w ostatnim czasie, to powinno to wzbudzić niepokój. Najlepiej ich postawę podsumowuje fakt, iż w ostatnich dziewięciu ligowych spotkaniach wygrali zaledwie raz.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Najlepszy atak ligi zatrzymany. Wisła znalazła sposób na Lechię
  • Trenerowi Pogoni nie spodobało się zachowanie Haditaghiego
  • Legia rezygnuje z pokazu świetlnego po śmierci Magiery

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału