
Niedługo poznamy szczegóły dotyczące zastępstwa za Jana Błachowicza przy okazji UFC 328. Iwo Baraniewski, który otrzymał ofertę wejścia za „Cieszyńskiego Księcia”, podkręca atmosferę, zabierając głos.
Iwo Baraniewski znalazł się w bardzo ciekawym momencie swojej kariery, otrzymując propozycję wejścia na zastępstwo w walce z Bogdanem Guskovem. Przypomnijmy, iż mowa jest o pojedynku na gali UFC 328: Chimaev vs. Strickland, po tym jak z tego zestawienia wypadł kontuzjowany Jan Błachowicz.
„Rudy” nie rzucił żadnych deklaracji, a tak naprawdę nie chwalił się choćby propozycją od UFC. Opinię publiczną o takiej sytuacji poinformował jego menadżer, a sam zawodnik podzielił się swoim zdaniem na ten temat dopiero dziś:
Nie ukrywam, iż to jest ogromna szansa. Jest to ogromne, fajne wyróżnienie, iż UFC o mnie pomyślało i dało mi taką możliwość wskoczenia na to zastępstwo. Bogdan jest rankingowym zawodnikiem, jest na 10. pozycji w mojej kategorii. Gruba walka, gruba walka. Jeszcze jak na trzecią walkę w UFC, to naprawdę byłaby to gruba walka.
– podzielił się swoimi przemyśleniami.
ZOBACZ TAKŻE: Mamed Khalidov o krok od zakończenia kariery. W ostatniej chwili zmienił decyzję
Były zawodnik Babilon MMA zachował wyraźny dystans i chłodną głowę. W swojej wypowiedzi podkreślił, iż sama oferta jest dla niego dużym wyróżnieniem i sygnałem, iż organizacja UFC bierze go już pod uwagę jako zawodnika gotowego na większe wyzwania. Jednocześnie Baraniewski nie zdecydował się na publiczne ogłoszenie swojej decyzji. Nie potwierdził ani nie zaprzeczył, czy przyjmie walkę, zaznaczając raczej, iż to temat wymagający przemyślenia i ustaleń z całym sztabem:
Na razie jeszcze zostawię was z tym bez odpowiedzi, ale niedługo, na dniach, myślę, iż będziecie wszystko wiedzieć. (…) Czekamy, jeszcze ustalamy, myślimy, bo trenerzy też rozpatrują to, bo oni też są głównym decyzyjnym głosem w tym wszystkim i zobaczymy, co się wybierze. Czy w lewo, czy w prawo. Ja jestem gotowy i po prostu czekajcie, zobaczymy, zobaczymy. Co by nie było, która walka by nie była – idziemy po zwycięstwo.
– podsumował Iwo Baraniewski na swoim kanale w serwisie YouTube.
Z jego słów wynikało podejście bardzo pragmatyczne. Świadomość, iż wejście na taką walkę w krótkim czasie to nie tylko szansa, ale też ogromne ryzyko sportowe. W praktyce dał on do zrozumienia, iż ostateczne rozstrzygnięcie poznamy dopiero wtedy, gdy UFC oficjalnie ogłosi nowego rywala Bogdana Guskova.
Baraniewski kontra Guskov
Niezależnie od tego, jak finalnie potoczy się ta historia, sama propozycja już teraz pokazuje, jak gwałtownie Baraniewski może zbudować swoją pozycję w UFC. Polak wszedł do organizacji, mówiąc kolokwialnie, „z buta”, najpierw robiąc demolkę z Ibo Aslanem, a następnie ekspresowo nokautując Austena Lane’a.
Z pewnością walka z Bogdanem Guskovem, czyli zawodnikiem notowanym w czołówce kategorii półciężkiej, byłaby ogromnym przeskokiem jakościowym. To zestawienie, które z jednej strony daje szansę na natychmiastowe wejście do już bardzo szerokiej świadomości fanów MMA na świecie, a z drugiej nie niesie za sobą aż tak dużej presji „do stracenia”, jak mogłoby się wydawać.
Baraniewski jest wciąż na etapie budowania swojej pozycji w największej organizacji świata, a jego wiek i potencjał sprawiają, iż ewentualna porażka w takim starciu nie zamyka mu drogi do dalszego rozwoju. W przypadku wpadki zaakceptowanie pojedynku na trzy tygodnie przed też wiązałoby się z pewną taryfą ulgową od UFC.
Niewątpliwie sama obecność w takim zestawieniu już teraz podniosłaby dodatkowo jego wartość sportową i medialną. Wygrana w takiej rywalizacji natomiast prawdopodobnie zapewniłaby mu prawdziwy odlot. Z całą pewnością mówilibyśmy wtedy o szybkim debiucie Iwa w rankingu, który ze wschodzącej gwiazdy przeistoczyłby się w naprawdę spore nazwisko, na którego kolejny występ choćby zagraniczni fani czekają z utęsknieniem.
ZOBACZ TAKŻE: „Paweł jest mądrzejszy od Adriana”. Dyrektor KSW o wygranej Pawlaka nad Chalidowem
Baraniewski nowym Janem Błachowiczem?
Ta sytuacja naturalnie prowadzi do szerszej refleksji nad zmianą pokoleniową w polskim MMA. Jan Błachowicz, choć wciąż pozostaje nazwiskiem o ogromnym znaczeniu, nieuchronnie zbliża się do końcowego etapu kariery. Jego miejsce w czołówce kategorii półciężkiej, jak widzimy, nie służy nikomu innemu, jednakże w pewnym momencie powstanie tam pustka.
Baraniewski zaczyna wyglądać jak ten, który teoretycznie może spróbować wejść w tę lukę, ale nie jako kopia Błachowicza, ale jako zupełnie odrębna postać. I właśnie w tym tkwi jego potencjał. Nie chodzi o to, by odtwarzać drogę starszego mistrza, ale by stworzyć własną tożsamość sportową i medialną.
Jeśli rzeczywiście przyjmie walkę z Guskovem, będzie to na pewno przełomowy moment – pytanie tylko jak bardzo?
ZOBACZ TAKŻE: Jakub Wikłacz z trzecią walką w UFC. Polaka czeka potężne wyzwanie
Na tę chwilę Iwo ma zaplanowany bój w czerwcu z Billym Elekaną. Niebawem przekonamy się, czy zostanie to podtrzymane, czy jednak nasz rodak zdecydował się na wielki bój z zawodnikiem z Uzbekistanu.

19 godzin temu








