
Iwo Baraniewski na gorąco o swoim występie w Londynie. Polak rozbił bank, nokautując kolejnego rywala i otrzymując wysoki bonus od UFC.
Gala UFC Fight Night: Evloev vs. Murphy dostarczyła kibicom w Londynie wielu emocji i kilka naprawdę pamiętnych pojedynków. Jednym z największych hitów wieczoru było starcie Axela Soli z Masonem Jonesem, które od pierwszych sekund trzymało w napięciu i było prawdziwą wizytówką Mieszanych Sztuk Walki. Obaj zawodnicy dali widowisko pełne wymian, które z pewnością długo będzie wspominane przez fanów. Finalnie zwyciężył Walijczyk, który zadał pierwszą porażkę w karierze byłemu mistrzowi federacji Ares FC. Podkreślić należy, iż obaj panowie otrzymali za swoje występy bonusy za najlepszą walkę wieczoru.
Niemniej ciekawie było w walce wieczoru, w której emocji również nie brakowało, choć sam werdykt sędziowski wzbudził sporo kontrowersji i podzielił trochę środowisko MMA. Mowa oczywiście o rywalizacji Movsara Evloeva z Leronem Murphym, która zakończyła się większościową decyzją sędziów premiującą Rosjanina. Zdaniem licznej grupy fanów i ekspertów to jednak Anglik powinien był zwyciężyć, natomiast podkreślić należy, iż był on lepszy od reprezentanta American Top Team „jedynie” w poszczególnych momentach, a sam pojedynek w całokształcie należał do tych z gatunku wyrównanych.
Swoje zrobił także Michael Page, który ponownie odniósł zwycięstwo, jednak i tym razem jego styl walki nie przypadł do gustu publiczności zgromadzonej zarówno przed O2 Areną, jak i przed odbiornikami. Otóż „Venom” postawił na taktyczne podejście i kontrolę dystansu, z której jest znany, co przełożyło się na skuteczność, ale niekoniecznie na widowiskowość.
ZOBACZ TAKŻE: Pierwsze słowa Denisa Labrygi po porażce na FAME 30. Zaskakujące słowa
Powód do euforii mieli jednak także polscy fani. Otóż Iwo Baraniewski w efektownym stylu rozprawił się z Austenem Lanem, odnosząc swoje drugie zwycięstwo pod banderą UFC. Polak od początku walki narzucił swoje warunki gry i nie pozostawił rywalowi najmniejszych złudzeń. Dynamiczne wejście, i piekielnie mocne ciosy sprawiły, iż Amerykanin był bezradny, a starcie zakończyło się błyskawicznie. Był to kolejny występ, który porwał publiczność i pokazał ogromny potencjał naszego rodaka.
Iwo Baraniewski komentuje swój występ
Świetna postawa „Rudego” nie przeszła bez echa. Baraniewski nie tylko zgarnął drugą wygraną, ale także po raz kolejny zdobył uznanie organizacji oraz fanów na całym świecie. Jego dominacja została nagrodzona bonusem za najlepszy występ wieczoru o wartości 100 tysięcy dolarów, co jest już kolejną jego nagrodą tego rodzaju.
Po gali Polak zabrał głos na temat swojego starcia, odpowiadając na pytania mediów podczas konferencji prasowej. Iwo podkreślił, iż już po pierwszym mocnym trafieniu czuł, iż rywal jest naruszony, a kolejne były jedynie dokończeniem dzieła zniszczenia:
Poczułem już, jak prawym trafiłem, iż to był mocny cios, iż się tam gdzieś zachwiał. Jak lewy wszedł, to już nieprzytomny był. Wydaje mi się, iż tam był już przyklejony do nogi w parterze, nieprzytomny.
– mówił Iwo.
Młody zawodnik dywizji półciężkiej zwrócił też uwagę na interesujący aspekt swojej kariery. Mimo iż wywodzi się on z judo, to w UFC odnosi sukcesy dzięki nokautom. Jednocześnie zaznaczył, iż w przyszłości kibice mogą zobaczyć go w dłuższych pojedynkach, w których z pewnością dane mu będzie zaprezentować pełnię swoich umiejętności:
Śmiesznie, bo wywodzę się z judo. W Polsce wszystkie walki wygrywałem w parterze, a dostałem się do UFC i wszystko idzie przez nokauty. Fajnie, cieszy mnie to. Na pewno będzie jeszcze jakaś walka, gdzie będę bił się dłużej, gdzie będę mógł więcej pokazać tego grapplingu, a na razie jest fajnie.
– z uśmiechem podsumowała wschodząca gwiazda UFC.
ZOBACZ TAKŻE: Iwo Baraniewski znów zachwycił. Legenda UFC pod ogromnym wrażeniem Polaka
Podopieczny Artura Gwoździa wypowiedział się również na temat swojego kolejnego występu:
Nie zastanawiałem się nad tym… Kogo UFC zaproponuje, to najprawdopodobniej będziemy na „tak”, więc tak naprawdę mi wszystko jedno jest, kogo tam dadzą – będziemy się bić.
– dał jasno do zrozumienia Iwo Baraniewski.
Jak widać na załączonym obrazku, Iwo jest głodny krwi – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Niewątpliwie minie jednak teraz trochę czasu, nim go znów zobaczymy w klatce. Jego powrotu do oktagonu UFC spodziewać się możemy w drugiej połowie bieżącego roku.

1 dzień temu

















