Reprezentacja Polski mężczyzn pod wodzą selekcjonera Joty Gonzaleza przegrała z Islandią (23:31) w swoim drugim meczu EHF EURO 2026. Taki wynik oznacza, iż Biało-Czerwoni muszą czekać na zakończenie wieczornego spotkania Węgrów z Włochami, aby dowiedzieć się, czy utrzymają matematyczne szanse na awans do rundy głównej. Ostatni mecz fazy grupowej Polacy rozegrają we wtorek 20 stycznia przeciwko Włochom (godz. 18.00).
Polska – Islandia 23:31 (10:13)
Polska: Wałach, Skrzyniarz – Daszek 1, Jędraszczyk, Olejniczak 5, Pietrasik, Widomski 1, Moryto 2, Jarosiewicz 4, Marciniak 2, M. Gębala 3, Paterek 2, Dawydzik 1, Kaczor, Czapliński 2, T. Gębala.
Islandia: Gústavsson, Hallgrímsson – Ríkhardsson 1, Smárason 1, V. Kristjánsson 3, Elisson, Jonsson 2, G. Kristjánsson 2, Gíslason, Magnússon 5, Vidarsson 5, Thorkelsson 6, Arnarsson 1, Einarsson, Thrastarson 5, Rúnarsson.
Piątkowa porażka z Węgrami (21:29) na inaugurację Mistrzostw Europy Mężczyzn 2026 mocno skomplikowała sytuację Biało-Czerwonych w tabeli Grupy F. Polacy postawili się w pozycji, w której, aby marzyć o awansie, nie mogli pozwolić sobie na więcej błędów.
Kluczowym spotkaniem w kontekście walki o promocję miało być niedzielne starcie z Islandią, przez wielu ekspertów uznawaną za poważnego kandydata do medalu. Takie opinie nie mogły dziwić, w islandzkim składzie występują bowiem aktualni triumfatorzy Ligi Mistrzów, czyli liderzy niemieckiego SC Magdeburg – Ómar Magnússon (MVP Bundesligi w 2022 roku) oraz Gisli Kristjansson (MVP turnieju Final4 Ligi Mistrzów w 2023 i 2025 roku). Na dodatek, w inauguracyjnym meczu mistrzostw Skandynawowie roznieśli Włochów wynikiem 39:26.
Biało-Czerwoni mówili przed niedzielnym spotkaniem, iż nie tracą nadziei na zwycięstwo, choć wiedzą, iż będą musieli zagrać perfekcyjny mecz. Selekcjoner Jota Gonzalez dokonał natomiast dwóch zmian w składzie – zawieszonego Wiktora Jankowskiego zastąpił kończący pauzę Dawid Dawydzik, a w miejsce Damiana Przytuły do zespołu dołączył dowołany w sobotę Sebastian Kaczor.
Od pierwszej minuty między obrońcami rywali przepychał się jednak jeszcze inny obrotowy, Maciej Gębala. W ataku towarzyszyli mu Mikołaj Czapliński, Piotr Jędraszczyk, Michał Olejniczak, Andrzej Widomski i Arkadiusz Moryto, a dostępu do naszej bramki strzegł Miłosz Wałach. To właśnie Polacy otworzyli wynik meczu. Już przy pierwszej okazji trafił Michał Olejniczak, ale Islandczycy odpowiedzieli błyskawicznie.
Kolejną bramkę z rzutu karnego zdobył Piotr Jarosiewicz i w ten sposób rozpoczęła się wymiana ciosów. Biało-Czerwoni postawili na wysoką i agresywną obronę 5-1 z wysuniętym Michałem Olejniczakiem, co miało być odpowiedzią na grę rywali opartą na częstych akcjach jeden na jeden w okolicach szóstego metra. Początkowo pomysł ten okazał się bardzo skuteczny.
Polacy grali bez kompleksów. Często podejmowali ryzyko, przez co popełnili kilka błędów, ale odważne akcje pozwalały im prowadzić wyrównaną grę z faworytami z Islandii. W 10. minucie Maciej Gębala trafił na 5:4. Ambitna i konsekwentna postawa naszego zespołu wyraźnie wybiła rywali z rytmu, bo oni także zanotowali kilka bardzo prostych strat. Mocnym punktem w naszym zespole był również Miłosz Wałach (6 interwencji do przerwy).
Przyjęte założenia taktyczne trenera Gonzaleza były bardzo wymagające dla zawodników pod względem fizycznym, dlatego po około kwadransie selekcjoner rozpoczął rotację. Rozpędzający się Islandczycy wykorzystali ten moment i trafili trzy razy z rzędu (7:5).
Biało-Czerwoni nie odpuszczali i po chwili odzyskali dobry rytm z pierwszych minut. Twardą obroną Polacy zmusili rywali do kolejnych błędów, dzięki czemu sami mogli wyprowadzić szybkie kontrataki. Po jednym z nich Marek Marciniak wyrównał na 8:8.
Niestety, końcówka pierwszej połowy należała do rywali, którzy wrzucili wyższy bieg, trafili trzy razy z rzędu (11:8) i zeszli na przerwę z zaliczką 13:10. Cztery gole w pół godziny rzucił nam Ómar Magnússon.
Po zmianie stron Islandczycy dalej utrzymywali inicjatywę, przez co zaczęli budować coraz większą przewagę. “Do gry” wkroczyły także trybuny, gdzie nasi rywale mogli liczyć na kilkutysięczne wsparcie, które stawało się głośniejsze z każdą chwilą. Po kolejnej serii Islandii różnica wzrosła już do 18:12.
Naszą niemoc przerwał Mikołaj Czapliński, ciężar gry brał na siebie Michał Olejniczak, ale na jedną naszą bramkę Islandia odpowiedziała kolejnymi czterema (22:13). Do Ómara Magnússona wśród najlepszych strzelców dołączył choćby Ellidi Vidarsson. Kwadrans przed końcem meczu dystans wynosił dziesięć “oczek” (15:25).
W końcowym fragmencie Islandia pewnie pilnowała wypracowanej zaliczki, wciąż prowadząc mniej więcej dziesięcioma golami. W ostatnich minutach Biało-Czerwoni nieco podreperowali wynik, ale ostatecznie Islandia wygrała 31:23. Tytułem MVP spotkania wyróżniono Omara Magnussona.
Przegrana z Islandią oznacza, iż Biało-Czerwoni muszą czekać teraz na zakończenie wieczornego spotkania Węgry – Włochy (godz. 20.30), aby dowiedzieć się, czy utrzymają matematyczne szanse na awans do rundy głównej. jeżeli Madziarzy zdobędą chociaż jeden punkt, pozbawią nas nadziei na promocję. Ostatni mecz fazy grupowej Polacy rozegrają natomiast we wtorek przeciwko Włochom (godz. 18.00). Transmisja na żywo będzie dostępna na antenach Telewizji Polskiej (TVP Sport) oraz stacji Eurosport (Eurosport 1).

2 godzin temu













