Alexander Isak ponownie pojawił się na St James’ Park, ale tym razem jako zawodnik Liverpoolu. Kibice Newcastle nie zapomnieli Szwedowi burzliwego odejścia i przywitali go gwizdami oraz wyzwiskami.
Powrót Alexandra Isaka do Newcastle od początku zapowiadał się wyjątkowo gorąco. Gdy napastnik Liverpoolu przybył na stadion swojego byłego klubu, część miejscowych kibiców zaczęła wykrzykiwać w jego kierunku obraźliwe hasła. Szwed został między innymi nazwany „szczurem”. Nie brakowało też znacznie bardziej wulgarnych okrzyków.
Alexander Isak arrives at St James’ Park
“Rat, rat, rat” the welcome chant… #nufc
#lfc
pic.twitter.com/pXDMmNanSN
Isak nie odpowiedział na zaczepki. Piłkarz miał założone słuchawki i spokojnie udał się w kierunku wejścia na stadion. Trudno jednak przypuszczać, żeby nie spodziewał się takiego przyjęcia. Jego rozstanie z Newcastle było jednym z najgłośniejszych tematów poprzedniego letniego okna transferowego.
Kibice Newcastle nie wybaczyli Isakowi
Szwed chciał przenieść się do Liverpoolu i naciskał na zgodę na transfer. W pewnym momencie przestał uczestniczyć w treningach pierwszego zespołu. Publicznie zarzucił także władzom Newcastle niedotrzymanie wcześniejszych obietnic. Tym samym jego relacje z klubem, a przede wszystkim z kibicami, zostały poważnie nadszarpnięte.
Ostatecznie Newcastle zaakceptowało ofertę Liverpoolu. Angielski mistrz zapłacił za napastnika około 125 milionów funtów. Choć była to rekordowa transakcja, wielu sympatyków „Srok” uznało, iż zawodnik wymusił odejście w nieodpowiednim stylu.
Co ciekawe, jeszcze kilka miesięcy wcześniej Isak był jednym z największych bohaterów klubu. To właśnie on zdobył bramkę w finale Pucharu Ligi Angielskiej przeciwko Liverpoolowi. Newcastle wygrało wtedy 2:1 i sięgnęło po pierwsze krajowe trofeum od 70 lat. Droga od klubowej legendy do przywitania okrzykami o „szczurze” okazała się więc wyjątkowo krótka.
Podczas niedzielnego spotkania Szwed również był regularnie wygwizdywany. Nie zdołał jednak odpowiedzieć kibicom golem. Newcastle zremisowało z Liverpoolem 2:2, a goście uratowali punkt dopiero w doliczonym czasie gry. Rzut karny wykorzystał Dominik Szoboszlai.

1 godzina temu
















