Industria Kielce bez zwycięstwa w Magdeburgu

1 godzina temu

W ubiegłym tygodniu w Hali Legionów lepsi okazali się Niemcy, którzy po raz pierwszy pokonali Industrię Kielce różnicą pięć bramek (35:39). – „Musimy zagrać perfekcyjny mecz w obronie” – mówili zgodnie przed rewanżową czwartą kolejką fazy grupowej Ligi Mistrzów przedstawiciele Industrii. – „Wierzę w zespół, wierzę, iż stać nas na zwycięstwo, a ja bardzo tego chcę” – dodawał Michał Olejniczak. Niestety, w środę Kielczanie ponownie ulegli SC Magdeburg, tym razem na wyjeździe, wynikiem 27:30.

Na prowadzenie po pierwszej akcji wyszła Industria za sprawą trafienia Kiryła Rabczyńskiego. Co więcej, karnego nie wykorzystał Omar Ingi Magnusson, który obił poprzeczkę.

Zespół trenera Benneta Wiegerta od początku miał spore problemy. Te sprawiała przede wszystkim ruchliwa i dynamiczna kielecka obrona, która wypychała rzucających rozgrywających na zewnątrz lub wręcz zmuszała do oddawania piłek na skrzydła. Co więcej, gospodarze popełniali błędy w rozegraniu. Jeden z nich wykorzystał Dylan Nahi, który przechwycił podanie od Gisliego Kristjanssona. Przewaga bramkowa kielczan długo wahała się w granicach od trzech do jednej bramki, ale już do końca pierwszej części żółto-biało-niebiescy nie dali sobie odebrać prowadzenia.

Choć Kielczanie mogli do przerwy choćby prowadzić trzema trafieniami, to w ostatniej akcji nie potrafili oddać skutecznego rzutu na bramkę Mateja Mandicia. Gospodarzom nie wyszła kontra, ale utrzymali się przy piłce i doprowadzili do rzutu karnego. Wykorzystał go – drugi raz w tym meczu – doświadczony Mathias Mushe. I tak do przerwy Industria prowadziła 14:13.

Warto odnotować, iż mecz momentami robił się ostrzejszy, a zawodnicy nie oszczędzali ani siebie, ani przeciwników. Przekonał się o tym Felix Claar, który został trafiony łokciem w łuk brwiowy przez Aleksa Vlaha. Szwed nie pojawił się już na placu gry do końca pierwszej odsłony. Z kolei Słoweńca w 23. minucie również ostrzej zaatakował Elvar Jonsson. Otrzymał za ten faul karę dwóch minut, a Słoweniec musiał zejść z boiska, bo odczuwał problemy z prawym barkiem. Również Antonio Serradilla “zarobił” dwie minuty kary za faul w okolice szyi Juliena Bosa.

Druga połowa rozpoczęła się od dwóch szybkich trafień gospodarzy, którzy w ten sposób wyszli na prowadzenie 15:14. Do remisu doprowadzili na spółkę Julien Bos, który ładnie asystował do Artsema Karaleka. W tym czasie na boisku pojawił się Claar z opatrunkiem nad okiem, ale wrócił też Aleks Vlah.

Jednak pierwsze minuty po przerwie należały do gospodarzy. W dziewięć minut zdobyli oni siedem bramek i zaczęli łapać swój rytm. O czas poprosił trener Krzysztof Lijewski, jednak jego podopieczni nie zdobyli w kolejnej akcji bramki. Na boisku w 40. minucie pojawił się Michał Olejniczak, który zaczął od zdobycia bramki, a w 45. minucie na boisku pojawił się Adam Morawski, który zastąpił przeciętnie spisującego się Dejana Milosavljeva.

Popularny “Loczek” gwałtownie dał impuls, bo obronił dwa rzuty, w tym przy dwubramkowym prowadzeniu Magdeburga z prawego skrzydła. Kielczanie mieli szansę zdobyć kontaktową bramkę, ale faul w ataku popełnił Aleks Vlah. Kielczanie grali w osłabieniu na skutek kary Olejniczaka, a Magdeburg wrócił do prowadzenia trzema golami. Już do końca meczu SC Magdeburg kontrolował grę i nie dał sobie wyrwać prowadzenia. Wynik meczu na 30:27 ustalił Theo Monar.

SC Magdeburg – Industria Kielce 30:27 (13:14)

SC Magdeburg: Mandić 11/29, Kuzmanović 1/10 – Kristjansson 6, Musche 5, Mertens 5, Rasmussen 4, Magnusson 4, Saugstrup 3, Claar 1, Serradilla 1, Lagergren 1, Elze, Pettersson, Jonsson, Weber, Bergendahl.

Industria Kielce: Milosavljev 5/24, Morawski 3/10 – Nahi 7, Rabczyński 4, Vlah 4, Monar 4, Olejniczak 3, Yusuf 2, Kounkoud 1, Bos 1, Karalek 1, Jędraszczyk, Latosiński, Jarosiewicz.

źródło: kielcehandball.pl

Idź do oryginalnego materiału