iGaming Business pyta o Polskę: Czy to dobry czas na liberalizację?
Polski sektor rozrywki online rozwija się w bardzo dynamicznym tempie, przyciągając uwagę międzynarodowych inwestorów. Mimo rosnącego popytu na nowoczesne usługi cyfrowe, obowiązujące od lat ramy prawne budzą coraz więcej dyskusji. Eksperci zastanawiają się, czy obecny model rynkowy nadąża za błyskawicznym postępem technologicznym w Europie – sytuację w Polsce analizuje branżowy iGaming Business piórem Martina Bjoercka.
Regulacyjny gorset na tle rosnącego apetytu konsumentów
Rynek wirtualnej rozrywki w Polsce uchodzi za jeden z najbardziej wymagających w Europie Środkowo-Wschodniej. Chociaż Polska to potężna gospodarka, lokalni prawodawcy podchodzą do tej gałęzi biznesu z ogromną rezerwą. Ostrożność polityczna powstrzymuje gruntowne reformy, co skutkuje utrzymaniem rygorystycznych barier funkcjonowania dla wielu podmiotów – wynika z analizy branżowego medium.
Sektor jest zróżnicowany pod kątem prawnym. Z jednej strony, internetowe zakłady pieniężne są otwarte dla prywatnych firm, jednak mierzą się one z niezwykle wysokimi obciążeniami fiskalnymi. Zgodnie z zapisami Ustawy o grach hazardowych, podatek obrotowy w tym segmencie wynosi 12 proc., co drastycznie ogranicza marżowość licencjonowanych platform.
Z drugiej strony, wirtualna rozrywka kasynowa w sieci pozostaje wyłączną domeną państwa. Ten hybrydowy model sprawia, iż firmy operujące zgodnie z prawem muszą nieustannie optymalizować swoje strategie, aby utrzymać rentowność. Mimo tych wyzwań, branża iGaming nie zatrzymuje ekspansji, a przedsiębiorstwa konsekwentnie inwestują w innowacje technologiczne.
Liczby nie kłamią. Monopol ustępuje miejsca czarnej strefie
Brak pełnego, konkurencyjnego otwarcia rynku ma konkretną cenę, którą ostatecznie płaci budżet państwa. Najnowsze analizy udowadniają, iż dotychczasowy model państwowej kontroli nad wybranymi segmentami wyczerpał już swój potencjał. Okazuje się, iż aż 40 proc. internetowego rynku gier w Polsce znajduje się w tej chwili w rękach nielicencjonowanych podmiotów – iGaming Business powołuje się na raport Warsaw Enterpraise Insitute.
Skala zjawiska pozostało bardziej widoczna w bezpośrednich danych dotyczących zachowań konsumentów. Szacuje się, iż około 83 proc. osób korzystających z takiej formy rozrywki posiada konta na nielegalnych platformach. Prawnicy branżowi podkreślają, iż każdego roku około 1,2 miliona obywateli angażuje się w nielicencjonowaną aktywność cyfrową.
Mimo tych niepokojących statystyk, legalna część rynku wykazuje silne fundamenty wzrostowe. Całkowity wolumen branży rośnie w imponującym tempie około 11 proc. rocznie. Równolegle, w segmencie internetowych zakładów sportowych, operatorzy prognozują utrzymanie wysokiej dynamiki i spodziewają się wzrostu rzędu 15 proc.
Co to oznacza dla przyszłości cyfrowej rozrywki nad Wisłą?
Utrzymywanie obecnego status quo staje się coraz trudniejsze do obrony z czysto biznesowego punktu widzenia. Licencjonowani operatorzy w otwartych segmentach wypracowali wysoki wskaźnik konwersji klientów, szacowany na 70-80 proc., co dowodzi skuteczności rynkowej konkurencji.
Zwolennicy liberalizacji twardo podkreślają, iż państwowy monopol w pozostałych obszarach osiągnął swój maksymalny pułap wydolności i nie jest w stanie skutecznie rywalizować z globalnymi platformami. Zamiast zwalczać zagraniczną konkurencję dzięki nieskutecznych blokad domen, racjonalnym krokiem byłoby bezzwłoczne wdrożenie systemu otwartych licencji dla całej branży.
Eksperci słusznie wskazują na otwarty segment internetowych zakładów pieniężnych, gdzie dzięki rynkowej rywalizacji czarna strefa została zredukowana do poziomu zaledwie 12 proc. To wyraźny dowód na to, iż odpowiednio zaprojektowany ekosystem potrafi skutecznie chronić interesy państwa.
Przeczytaj też:
>>> Totalizator ogłasza przetarg na influencer marketing: Nowa strategia dla „Gierek”
>>> Od „share of voice” do „share of heart”. Nowy model retencji klienta
>>> Google zaostrza politykę w EMEA. Nowe wymogi compliance dla sektora iGaming

4 godzin temu







