Iga Świątek podjęła decyzję. Najgorszy możliwy moment

21 godzin temu
Zdjęcie: Geoff Burke / IMAGN IMAGES via Reuters Connect


W teorii w występie Igi Świątek w Radomiu zgadzało się wszystko - mecz przed własną publiką, bliska odległość do Stuttgartu, gdzie rozgrywać będzie kolejny turniej. Nie zgadzał się jednak moment. Przez ostatnie pół roku Polka dźwigała bolesne porażki, zmianę trenera i spotęgowany hejt. Chwila wymaga teraz odcięcia się od świata, spokojnych treningów, a nie reprezentacyjnej presji - pisze Dominik Senkowski ze Sport.pl.
Od kilku tygodni polscy kibice i dziennikarze czekali na decyzję Igi Świątek, czy zagra w reprezentacji w zaplanowanym na 10-12 kwietnia turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup w Radomiu. Stawką jest awans do finałów, które odbędą się w listopadzie w Chinach.


REKLAMA


Zobacz wideo "Byłem obrażony, ale już mi przechodzi". Janowicz zdradza swoje plany


Początkowo opublikowano następujący skład: Magdalena Fręch, Magda Linette, Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa. Ewentualne piąte nazwisko miało zostać ogłoszone do niedzieli 6 kwietnia. W środę Iga Świątek przekazała, iż tym razem musi odpuścić start w zespole. Dlaczego?
W oświadczeniu na Instagramie nasza najlepsza tenisistka napisała: "Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach". Od razu trzeba powiedzieć, iż ani ta decyzja, ani te słowa nie mogą być zaskoczeniem dla tych, którzy śledzą karierę Świątek i znają realia tenisowe.
Zrozumiała decyzja
Numer 2. światowego rankingu nie ma ostatnio wymarzonego czasu. Eksperci wyliczają jej, iż od prawie roku nie wygrała turnieju, kibice martwią się kolejnymi występami. Ostatnio zaliczyła jedno z najsłabszych spotkań od początku dorosłej kariery, gdy przegrała z Aleksandrą Ealą w ćwierćfinale w Miami. W tej sytuacji naturalnym jest, iż wiceliderka rankingu koncentruje się przede wszystkim na własnej karierze. Potrzebuje spokoju, jakiego by nie zaznała w Radomiu.
W radomskiej hali Polki mają zagrać z Ukrainą i Szwajcarią. Można spodziewać się, jakie zamieszanie towarzyszyłoby występom Świątek. Presja ze strony mediów, kibiców, spotkanie rozgrywane na naszej ziemi, gdzie Idze nigdy nie grała się łatwo. Dwa lata temu po zwycięstwie w imprezie WTA 250 w Warszawie przyznała, iż ten turniej - mimo wcale nie najwyższej kategorii - kosztował ją wiele. Poradzić sobie z oczekiwaniami wspierającej publiczności nie jest łatwo.


Tym bardziej iż nasza tenisistka od lat pokazuje, jak bardzo zależy jej na występach w drużynie narodowej. Cztery lata temu płakała na igrzyskach olimpijskich w Tokio po meczu z Paulą Badosą, dwa lata temu płakała po przegranej z Jessica Pegulą w finale United Cup, w listopadzie zeszłego roku koleżanki musiały ją pocieszać po przegranej z Włoszkami w półfinale Billie Jean King Cup.


Podobnych emocji w tym momencie sezonu Świątek nie potrzebuje. Zwłaszcza iż ostatnie pół roku to dla niej najtrudniejszy okres w karierze. Gorsze wyniki, przegrany półfinał igrzysk w Paryżu, sprawa dopingowa, rozstanie z trenerem Tomaszem Wiktorowskim, strata pozycji numer jeden na świecie, wszechobecny hejt w internecie. Dużo wyzwań jak na jedną osobę. Sportowiec jest też człowiekiem, o czym często zapominamy.
"Podjęłam trudną decyzję. Wiem, iż nie jest to informacja, której chcieli kibice, szczególnie polscy, niemniej to decyzja dla mnie słuszna na ten moment. Nie zagram w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Radomiu" - napisała nasza tenisistka na Instagramie.
Pech kibiców
Kibice mają prawo czuć się zawiedzeni. Sprzedaż biletów ruszyła w lutym. Ci, którzy kupowali wejściówki, nie mogli mieć pewności, iż Świątek wystąpi w Radomiu, ale na pewno liczyli, iż gwiazda przyjedzie do naszego kraju. Tym bardziej iż większość tak rzadko ma okazję ją oglądać na żywo.


Od dwóch sezonów w Polsce nie jest organizowany turniej rangi WTA 250, którego ostatnią edycję wygrała Świątek. W sierpniu, podobnie jak w poprzednim roku, na kortach Legii odbędzie się impreza Polish Open. To jednak zawody kategorii WTA 125, w których praktycznie nie ma szans na występ najlepszych, w tym drugiej rakiety świata.


Nie każdy ma możliwości, by podróżować za Świątek do Paryża, Berlina czy Stuttgartu, nie mówiąc już o innych kontynentach. W tej sytuacji wiadomość od Polskiego Związku Tenisowego, iż zorganizuje w kwietniu turniej eliminacyjny BJKC w Radomiu została przyjęta przez wielu z nadzieją, iż zobaczą swoją ulubienicę.
Organizatorzy w Radomiu zrobili wszystko, co mogli. W hali tenisistki zagrają na nawierzchni ziemnej, a wchodzimy właśnie w sezon gry na mączce. To będą warunki podobne do tych, które niebawem będą towarzyszyć zawodniczkom w Stuttgarcie, gdzie prawdopodobnie wystąpi Świątek. Turniej WTA 500 w Niemczech rusza od 14 kwietnia.
Zgadzała się także bliskość między Radomiem a Stuttgartem. Nie zgadzał się jednak moment w okresie dla Świątek. Moment, który wymaga odcięcia od świata, spokojnych treningów, a nie reprezentacyjnej presji. Obecny moment jest po prostu najgorszy z możliwych do gry w Polsce.


Pamiętajmy, iż tenis to przede wszystkim sport indywidualny, a nie zespołowy. Rywalizacja drużynowa waży mniej, nie da się porównać tej dyscypliny np. do siatkówki czy piłki nożnej, gdzie nie ma miejsca na indywidualizm.
Widać to dobrze także w decyzjach Huberta Hurkacza. Nasz najlepszy tenisista nie zawsze gra w zespole narodowym. W lutym Polacy musieli mierzyć się z Gruzją bez lidera kadry. Nikt nie miał o to do niego pretensji. Gdy rok temu Magda Linette z przyczyn rodzinnych nie mogła wystąpić w meczu ze Szwajcarią, też nikt tego nie podważał. Gdy więc czytam krytyczne komentarze po decyzji Świątek, myślę, iż nie warto stosować wobec naszych tenisistów podwójnych standardów.
W przypadku Świątek warto też pamiętać, iż w terminie kwietniowym w barwach USA nie zagrają mistrzyni Australian Open Madison Keys czy Coco Gauff, a u Czeszek Karolina Muchowa. Wszystkie trzy nie zostały powołane, a to nie koniec w przypadku największych rywalek Świątek.
Będzie niespodzianka bez Świątek?
Jasmine Paolini nie musi grać w kwietniu, bo jej drużyna narodowa jako obrońca tytułu ma zapewniony udział w finałach BJKC - Qinwen Zheng także, bo turniej finałowy odbędzie się w Chinach. Zespoły narodowe Aryny Sabalenki czy Mirry Andriejewej są wykluczone z rozgrywek z uwagi na wojnę w Ukrainie. Paula Badosa z Hiszpanii leczy kontuzje. Wyjątki w top 10 rankingu stanowią jedynie Jessica Pegula, która wystąpi w zespole Stanów Zjednoczonych i Jelena Rybakina w barwach Kazachstanu.


Czytaj także: Szaleństwo w meczu Polki!
Pod nieobecność Świątek szanse naszej reprezentacji na awans do finałów wyraźnie zmalały. Z trzech drużyn występujących w Radomiu do Chin poleci tylko jedna. Wiceliderka rankingu ciągnęła zespół w ostatnich latach - zarówno w zawodach Billie Jean King Cup, jak i United Cup. Teraz Polki będą musiały rywalizować nie tylko bez swojej liderki, ale i Magdaleny Fręch, która z powodu kontuzji musiała się wycofać.
Ostateczny skład Biało-Czerwonych na Radom to: Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa i Martyna Kubka. Faworytkami będą Ukrainki, które przyjadą z Eliną Switoliną i Martą Kostiuk. U Szwajcarek największe wrażenie robi nazwisko Belindy Bencić, która w ostatnich tygodniach wróciła po urodzeniu dziecka i uzyskuje coraz lepsze wyniki.
10 kwietnia od godz. 15 Polki zagrają ze Szwajcarkami, dzień później o tej samej porze z Ukrainkami, a na koniec 12 kwietnia od godz. 15 mecz Szwajcaria - Ukraina. W ostatnich trzech sezonach polska drużyna miała okazję uczestniczyć w turnieju finałowym kobiecych rozgrywek reprezentacyjnych. Awans po raz czwarty z rzędu w tych okolicznościach byłby nie lada sukcesem.
Idź do oryginalnego materiału