Najpierw o sile serwisu. Gdy ktoś lub coś niektórych tenisistów jej pozbawi, czują się zaskakująco bezradni.
REKLAMA
Tydzień temu Hubert Hurkacz wszedł na kort 1573 (skądinąd: to nie numer kortu, ale marka chińskiego alkoholu, sponsora turnieju w Melbourne), wierząc, iż w swoim drugim meczu w Australian Open będzie serwował tak, jak podczas United Cup w Sydney. Bo to przecież zaledwie kilkanaście dni różnicy, a tam było tak wspaniale. Jego wiara co prawda nie wystarczyłaby do tego, żeby przenosić góry: już przed pierwszym meczem wspominał o innych warunkach w tych dwóch miastach, i słusznie, bo już w pierwszym, wygranym spotkaniu w Melbourne coś było nie tak. Pierwszy rywal Polaka, Zizou Bergs gwałtownie się uczył returnu, choć stanął naprzeciw Hurkacza pierwszy raz – a salwy Polaka robią wrażenie, szczególnie na kimś, kto je odbiera po raz pierwszy w życiu. Trzeba czasu, żeby się oswoić. gwałtownie jednak Hurkacz przestał zdobywać punkty bez wysiłku. Później musiał toczyć batalie o zwycięstwa przy własnych gemach serwisowych.
Zobacz wideo Świątek zatrzymana przez Rybakinę w Australian Open! Czego zabrakło?
W drugim meczu – z Ethanem Quinnem – szczelina między podaniami Hurkacza w United Cup a tymi na Australian Open przemieniła się w wyrwę, a następnie w rozpadlinę i wielki rów tektoniczny. W porównaniu z fenomenalnym pojedynkiem z Aleksandrem Zverevem w Sydney, liczba asów była ponad dwukrotnie mniejsza, choć mecz trwał trzy sety a nie dwa, jak z Niemcem. Ze Zverevem Hurkacz huknął 21 asów, z Quinnem 9 - mniej niż rywal. Prędkość serwisu Hurkacza nie ustępowała ani trochę prędkości serwisu Amerykanina (średnio około 196 km/godz.).
Skąd ta zapaść u Hurkacza i dlaczego w takim razie nie miewa ich Jelena Rybakina
Na razie można powiedzieć tyle: do zapaści Hurkacza przyczyniła się zmiana warunków gry. O ile pierwszy mecz – na otwartym korcie ANZ – zaczął się pod wieczór i w związku z tym nie wiało zbyt mocno i serwis był ok, o tyle pojedynek z Quinnem toczył się przy porządnym wietrze i pełnym, południowym słońcu, co przeszkadzało precyzyjnie uderzyć piłkę. Wiadomo, takie okoliczności przeszkadzają w serwisie obu zawodnikom, ale bardziej temu, którego sukces zależy głównie od dobrego podania. Hurkacz nie miał wielu rozwiązań na bardzo skutecznie returnującego Amerykanina.
Inaczej było w meczu Świątek z Jeleną Rybakiną.
Początkowo Kazaszka nie umiała się wstrzelić w kort i dzięki temu walka była wyrównana. W pierwszym secie Rybakina trafiała mniej niż co drugi pierwszy serwis (41 proc.), ale jak piłka weszła w karo po jej podaniu, nie było co zbierać – aż 93 proc. wygranych punktów. Po pierwszych dwóch gemach z przełamaniami Rybakina wygrała pięć swoich gemów serwisowych, co obrazuje, jak świetna była jej skuteczność w drugim podaniu!
Teoretycznie jej również powinien przeszkadzać wiatr i słońce przy serwisie, tak jak przeszkadzały Hurkaczowi, ale – pomijając inne różnice - po pierwsze Świątek i Rybakina grały na osłoniętym Rod Laver Arena, a po drugie Kazaszka ma w grze więcej atutów od Hurkacza, gdy ją także czasem zawodzi podanie. To pozwoliło jej wygrać nieznacznie pierwszy set. W drugim jej serwis był już nie do zatrzymania. Tego akurat statystyki nie pokażą, ale po prostu gdy sytuacja tego wymagała, serwowała asy. Potrafiła zaserwować cztery z rzędu, żeby wydobyć się z trudnej sytuacji 0-30. W sumie miała ich aż siedem w drugiej partii.
W tym wstępie chodzi o to, żeby wykazać rosnącą wagę pierwszego serwisu w dzisiejszym tenisie – a jest to coś, czego coraz bardziej brakuje Idze Świątek w porównaniu z jej najlepszymi rywalkami: te dwa pociągi rozjechały się w przeciwne strony.
Najlepsze rywalki rozłożyły jej serwis na czynniki pierwsze i nauczyły się używać go przeciwko Polce. Dotąd mówiło się najwięcej o konieczności urozmaicenia jej gry, co jest słusznym postulatem, a mniej o serwisie. W statystykach widać na przykład, iż Świątek zwiększyła top-spin: w finałowym turnieju United Cup w 2025 średnia liczba obrotów piłki na minutę przy forhendzie wynosiła ponad 2300, teraz prawie 2700.
Ale dziś, po Australian Open, a także po wcześniejszych porażkach z "big hitterami" – a one są nie bez kozery na szczycie - widać, iż bez poprawy siły i precyzji serwisu wygrać z takimi zawodniczkami jak Rybakina, Aryna Sabalenka, Amanda Anisimowa będzie Polce bardzo trudno. Coco Gauff też należy do tej grupy – w te dni, gdy do siły i szybkości dołącza precyzję. Pracuje nad tym. Wynajęła w zeszłym roku wybitnego specjalistę od biomechaniki, eksperta o światowej renomie, który swego czasu pomógł Sabalence.
Prawdziwa przyczyna porażki Igi Świątek z Jeleną Rybakiną
Ktoś, kto oglądał pomeczową konferencję Świątek po porażce 5:7, 1:6 musiał odnieść wrażenie bezradności, jaka emanowała z wiceliderki światowego rankingu.
Jak była przyczyna przegranej, co o niej zdecydowało? Konferencję zdominowały pytania o serwis. Moim zdaniem najważniejsze zdanie padło z ust Świątek właśnie wtedy, zdanie świadczące, iż Polka zdaje sobie sprawę z tego, iż w tym aspekcie najlepsze tenisistki jej uciekają. Faktycznie, bilans zwycięstw Świątek z zawodniczkami z czołowej dziesiątki pogarsza się z roku na rok. To najważniejsze zdanie, jakie powiedziała, dotyczyło zrezygnowania z gry w turnieju lub turniejach serii WTA 1000.
Świątek wspominała o tym i wcześniej. Nastąpiła jednak znacząca zmiana. Dotychczas mówiła o konieczności przerwy lub rozgrywania mniejszej liczby meczów ze względu na zmęczenie długim sezonem. Teraz mówi o przerwie już na początku. Nie wspomina o zmęczeniu – jesteśmy właśnie w trakcie pierwszego turnieju wielkoszlemowego w tym sezonie. Mówi o tym, iż potrzebuje czasu w trening, na wdrukowanie dobrych mechanizmów. To jest różnica, prawda?
Serwis jest jednym z elementów, którym Iga zajmowała się od początku współpracy z trenerem Wimem Fissettem. Poprawił się. Prędkość się zwiększyła. Świątek niemal podwoiła liczbę asów w 2025 r. w porównaniu z poprzednimi latami. I podwoiła liczbę podwójnych błędów serwisowych. Ta ostatnia informacja może obrazować również to, iż Polka chętniej podejmuje ryzyko przy pierwszym i drugim serwisie, pośrednio też mówi o presji, jaką na nią nakładają rywalki. Ale wskazuje również na brak precyzji. Przez trzy sezony liczba asów u Igi była mniej więcej na tym samym poziomie, a liczba podwójnych błędów się zmniejszała. Aż do zeszłego roku.
W kolejnych latach Sabalenka rozwijała swoją karierę i grę konsekwentnie: liczba rozegranych meczów stopniowo się zwiększała, liczba podwójnych błędów serwisowych regularnie się zmniejszała: z 428 w 2022 r. do 165 w zeszłym sezonie. Przy 302 asach (Świątek 243, Rybakina 516).
Sinner i Alcaraz poprawiają serwis
Świątek opowiadała na konferencji, iż jej serwis jest już lepszy na treningach. Ale w meczach, gdy sytuacja jest trudna, wracają stare nawyki, stare wzory ruchowe, głęboko zakorzenione. Polka przyznała, iż trudno jej przyswajać nowe wzorce, iż potrzebuje do tego więcej czasu niż inni. Nie to, co Carlos Alcaraz, powiedziała. Jego serwis cały czas się zmienia.
Nic dziwnego. W świecie tenisowym poszukiwania przewagi trwają, a gdzie jej szukać, jeżeli nie w jedynym elemencie, który zależy od gracza w 100 procentach, czyli w serwisie. W przypadku kobiet nie jest to aż tak widoczne, jak w przypadku mężczyzn. Sinner i Alcaraz rok po roku zwiększają skuteczność pierwszego serwisu pod względem trafień, punktów, asów, utrzymania własnych gemów serwisowych. Rok po roku, sezon po sezonie te wartości się zwiększają. Każda z nich. Sinner, mimo iż jest królem serwisu – jest liderem ATP jeżeli chodzi o serwis – wciąż wprowadza poprawki. A to zwalnia na początku sekwencje ruchów, a to inaczej ustawia stopy, delikatnie przenosi środek ciężkości, słowem szuka przewagi. Podobnie Alcaraz.
Gdyby odnieść to do Świątek?
Spójrzmy: liczba asów się zwiększyła do rekordowych 243 w zeszłym roku, ale gdyby rozciągnąć tegoroczne dane na cały sezon, będzie ich sporo mniej. Skuteczność trafień pierwszego serwisu polepszyła się względem najgorszego w ostatnich pięciu sezonach 2025 roku, ale oprócz niego, wcześniejsze sezony były lepsze niż początek obecnego. Procent wygranych piłek po pierwszym serwisie jest w tym roku u Polki najsłabsza od lat (61,1 proc.) i podobnie jest z utrzymaniem własnych gemów serwisów (62,7 proc.). To początek roku, mała jest liczba danych, więc może być lepiej i powinno być lepiej. Chyba to właśnie przyświeca Świątek, gdy mówi, iż robi przerwę. Wystartuje w Dausze. Co potem, na razie nie wiadomo.
Tymczasem w Melbourne w finale spotkają się dwie najlepiej serwujące zawodniczki: Rybakina i Sabalenka.

1 godzina temu










