Barcelona jest drużyną dogmatyczną. Ma swój styl i nie chce dopasowywać go do klasy rywala. Real Madryt to zespół znacznie bardziej uniwersalny. Gra tak, by osiągnąć swój cel - czyli zwycięstwo. Co oczywiście nie znaczy, iż dla Barcy wygrane i trofea są na drugim planie, ale chce je zdobywać na swoich, ściśle określonych zasadach. Tak było w finale Superpucharu Hiszpanii w Dżeddzie, gdzie przewagę klasy Katalończyków Real równoważył sercem do walki i pragmatyzmem.
REKLAMA
Zobacz wideo Robert Kubica odciska dłoń! Wielka chwila na Gali Mistrzów Sportu
Real i Barcelona spotkały się w finale Superpucharu Hiszpanii po raz czwarty w ostatnich czterech latach. Ten, kto wygrywał to trofeum, rozgrywane na początku stycznia w Arabii Saudyjskiej, zostawał potem także mistrzem Hiszpanii. Stąd obie strony przykładały dużą uwagę do tego meczu, chodziło nie tylko o pierwszy tytuł w nowym roku, ale o przewagę psychologiczną, uzyskana nad największym rywalem.
Przed rokiem Barcelona z Wojciechem Szczęsnym i Robertem Lewandowskim w składzie pobiła Real w finale Superpucharu Hiszpanii 5:2, a potem zdobyła dwa kolejne krajowe trofea, już znacznie bardziej prestiżowe: Puchar Króla i mistrzostwo kraju. Pokonała Królewskich w okresie aż czterokrotnie, z bilansem bramkowym 16:7. Z kolei tej jesieni Real wziął rewanż w lidze na Santiago Bernabeu. Ograł zdziesiątkowanych kontuzjami Katalończyków 2:1.
W tamtym meczu nie zagrali w Barcy Joan Garcia, Raphinha, Lewandowski, Dani Olmo. Zaraz potem jednak Królewscy popadli w kryzys, a Katalończycy rozpoczęli passę zwycięstw. Wygrali w La Liga dziewięć kolejnych spotkań i są liderem z przewagą 4 pkt nad Realem.
Barcelona lepsza od Realu! Lewandowski zagrał od początku
Superpuchar to oddzielna historia, ale hiszpańskie klasyki zawsze mają duże znaczenie psychologiczne. Media w Hiszpanii uważały, iż tym razem faworytem meczu jest Barcelona. Ona rozbiła Athletic Bilbao w półfinale 5:0, Real męczył się z Atletico i wymęczył wygraną 2:1 dzięki dość kurczowej defensywie i paradom belgijskiego bramkarza Thibauta Courtoisa. Po zwycięstwie do drużyny dołączył Kylian Mbappe, który leczył uraz kolana. Trener Xabi Alonso nie chciał ryzykować jego zdrowiem i posadził na ławce.
2 grudnia 2025 roku Robert Lewandowski zagrał ostatni raz w podstawowej jedenastce Barcelony. W meczu z Atletico gola nie zdobył, a jeszcze spudłował z karnego. Potem Flick stawiał na Ferrana Torresa: w czterech kolejnych meczach ligowych i półfinale Superpucharu Hiszpanii. Barca wszystkie te mecze wygrała. Hiszpan zdobył w tym sezonie 14 goli, Polak 9, wszystkie w La Liga. Wydawało się, iż Lewandowski stracił miejsce w podstawowej jedenastce, ale w finale z Realem Flick znów postawił na niego.
Dzieli ich aż 12 lat, Ferran jest u szczytu możliwości. Gra w reprezentacji Hiszpanii, Barcelona sprowadziła go z Manchesteru City za 55 mln euro. Trzy lata był zmiennikiem Lewandowskiego, często pytano go nawet, czy nie chce opuścić klubu. Odpowiadał, iż będzie walczył i właśnie nadszedł jego wielki moment.
W sobotę, czyli dzień przed finałem Superpucharu barceloński dziennik "Sport" wspomniał, iż na Real Madryt Flick może wystawić Polaka do podstawowej jedenastki, ze względów taktycznych. By zmniejszyć fizyczną przewagę Królewskich, wykorzystując Lewandowskiego do pojedynków powietrznych pod obydwoma bramkami. Przy rzutach rożnych dla rywala Robert jest bardzo pożyteczny w polu karnym Joana Garcii. Ta wersja wydawała się jednak mniej prawdopodobna, ale trener Barcy zdecydował właśnie tak. A może po prostu uznaje, iż na wielkie mecze takie jak klasyk z Realem Lewandowski jest mu bardziej potrzebny niż Ferran Torres?
Mimo wszystko Ferran jest teraz traktowany jako podstawowy napastnik Barcelony, pierwszy raz wygrywa rywalizację z 37-letnim Polakiem. Są napastnikami bardzo różniącymi się od siebie. Lewandowski to łowca goli, król pola karnego. Ferran atakuje z głębi, lubi więcej wolnej przestrzeni i wybiegania do prostopadłych podań. Dlatego Flick tak się cieszy, iż ma dwóch tak uzupełniających się i dobrych graczy na pozycji numer 9.
Hansi Flick miał rację ws. Lewandowskiego
Flick nie żałował swojej kontrowersyjnej decyzji. Szczególnie w doliczonym czasie do pierwszej połowy, gdy Lewandowski dostał prostopadłe podanie od Pedriego i przelobował Courtoisa. Było 2:1 dla Barcelony, niedługo po tym, jak Real wyrównał po niesamowitej akcji Viniciusa Juniora. Brazylijczyk przeżywał kryzys, grał ostatnie źle, nie zdobywał bramek i jeszcze się dąsał. W półfinale Superpucharu trener Atletico Diego Simeone powiedział do niego: "Zobaczysz, iż Florentino Perez wyrzuci cię z Realu". To zdanie cytowały wszystkie hiszpańskie media.
I właśnie, wtedy gdy Vinicius był najostrzej krytykowany, w meczu takim jak z Barceloną wykonał slalom między obrońcami rywala. W chwili, gdy Real przegrywał 0:1 po golu Raphinhy i był zepchnięty do defensywy. Vinicius przepuścił piłkę między nogami Kounde, potem minął Cubarsiego i pokonał Joana Garcię.
Ten mecz to było starcie umiejętności Barcelony z charakterem Realu. Pierwsi mieli przygniatającą przewagę w posiadaniu piłki, Królewscy byli cierpliwi i nigdy się nie poddawali. Po golu Lewandowskiego Real znalazł się pod ścianą, po czym po rzucie rożnym Gonzalo wyrównał na 2:2. W doliczonym czasie do pierwszej połowy padły aż trzy gole!
Real był zespołem znacznie słabszym, w ataku liczył głównie na kontry, długie podania i szybkość Viniciusa. Mimo tak dużej przewagi Barcelony (71 proc. czasu przy piłce), Królewscy utrzymywali się w walce o zwycięstwo do ostatnich chwil. Lewandowski grał 66 minut, potem zmianę dał mu Ferran.
W 73. min Raphinha zdobył bramkę dla Barcy na 3:2, Real mógł wyrównać, choćby w doliczonym czasie, ale strzały Carrrerasa i Raula Asencio były słabe i wprost w bramkarza Barcelony. Mimo wszystko Królewscy te znakomite szanse na remis stworzyli. Były one wynikiem determinacji Realu i nerwów Katalończyków, którzy pod presją tracili głowy. Mimo wszystko obronili Superpuchar Hiszpanii zasłużenie.

3 godzin temu
















