Za mało nas w Europie
Czwartkowy paradoks: losy polskiej piłki klubowej ważyły się na stadionie z dykty i paździerza, z udziałem czerwonej latarni Ekstraklasy, drużyny w głębokim kryzysie sportowym. Ani obiekt Rakowa nie może być wizytówką naszej ligi (przypomina raczej minione szczęśliwie czasy sprzed Euro 2012, które zapoczątkowało bum na budowę nowoczesnych obiektów i przebudowę przestarzałych), ani Medaliki w obecnej formie nie są reprezentatywne dla siły naszego futbolu.
Pojedynek Częstochowian z Hajdukiem Split był kluczowy, bo Lech i Jagiellonia awans do Ligi Europy zapewniły sobie już w pierwszych meczach, Górnik zaś jechał do Monako na wycieczkę, bez szans w rywalizacji z czołową ekipą Ligue 1.
To Raków dźwigał na sobie odpowiedzialność za nasze szanse wejścia do Ligi Mistrzów za dwa lata bez eliminacji, zwłaszcza wobec wieści dobiegających z innych europejskich stadionów.
Czechy, Grecja, Norwegia i Dania, kraje, które sensacyjnie wyprzedziliśmy w rankingu UEFA, wprowadziły do jesiennych rozgrywek po cztery zespoły – z naszą dwójką w Lidze Europy nie zdołamy zarobić dość punktów, aby utrzymać swoją pozycję, a jeżeli spojrzeć na rangę rywali, każde jesienne zwycięstwo polskiej drużyny w Europie będzie co najmniej niespodzianką.
Raków miał za zadanie pokonać wicemistrza Chorwacji, który od półtorej dekady walił głową w kwalifikacyjny mur i zawsze odpadał latem. Punkt wyjścia był znakomity – wyjazdowy remis, rewanż na swoich śmieciach, a przeciwnik piłkarsko bardzo przeciętny. Odmówić Częstochowianom charakteru nie sposób – w dwumeczu czterokrotnie odrabiali straty, ale za piątym razem już się nie podnieśli. Doprowadzenie do dogrywki w końcówce meczu przez Mahira Emrelego było ostatnim wybuchem euforii gospodarzy. Kiedy rywale już na początku czasu dodatkowego ponownie objęli prowadzenie, z Medalików całkiem uszło powietrze.
Piłkarska prawda o sile zespołu siedzi na ławce rezerwowych, tym bardziej jeżeli ekipa ma zamiar grać na kilku frontach. Niestety, okazało się, iż w Rakowie jakość sportowa kończy się na pierwszej jedenastce.
Wszystkie zmiany dokonywane przez trenera Kroczka osłabiały zespół. Za to coach przyjezdnych zmyślnie wprowadził na dogrywkę Marka Livaję – gracza nie pierwszej już młodości, ale doświadczonego latami gry we Włoszech i w Hiszpanii. Jego technika, opanowanie i czytanie gry okazały się tym, czego Hajduk potrzebował, aby kontrolować wynik do końca. Livaja jest dla Hajduka kimś takim, jak Danijel Ljuboja był swego czasu dla Legii, nie tylko zbieżność fonetyczna nazwisk stanowi o podobieństwie. To piłkarz, którego markę potwierdza każde dotknięcie piłki, sposób zastawiania się, umiejętność absorbowania obrońców i odegrania na wolne pole.
Wśród Częstochowian jedynym piłkarzem, który wyróżnia się na tle topornej i schematycznej gry kolegów, jest nieobliczalny Lamine Diaby-Fadiga. W Splicie dał Polakom remis, w Częstochowie pod presją wykonał rzut karny bezczelną „panenką”. Po jego zejściu z boiska Raków nie miał już czym zaskoczyć rywali; przeputał szansę dla siebie i dla naszych klubów. Przez najbliższe miesiące będziemy się przyglądać, jak nas wyprzedzają w rankingach kolejne nacje, Lech i Jagiellonia z myślenia o awansach i zwycięstwach raczej przestawią się na postrzeganie europejskich występów w charakterze pucharowej przygody.
Największy sukces tego lata, jakim zdawało się nam pokonanie przez Jagę Rangersów z Glasgow, nieco zbladł wobec faktu, iż w kolejnej rundzie Szkotów całkiem wykopał z pucharów czeski Jablonec. Mieliśmy czelność mniemać, iż Ekstraklasa co najmniej dogoniła poziomem
Post Hajduk z łupem w Częstochowie pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

1 tydzień temu















![Czwartkowicze wystartowali [FOTO/WYNIKI]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/09/DSC_8594.jpg)

