Górnik u progu biznesowego imperium Lukasa Podolskiego [KULISY]

3 godzin temu

Na naszych oczach dokonuje się wreszcie najdłuższa prywatyzacja w polskiej piłce. Już za niespełna miesiąc Górnik Zabrze ma oficjalnie wejść w posiadanie Lukasa Podolskiego. Sprawdziliśmy, co zmiana właścicielska będzie oznaczać dla 14-krotnego mistrza Polski.

Jeśli zostanie dotrzymany termin podany przez prezydenta Zabrza, Kamila Żbikowskiego, już 23 maja, czyli w dniu ostatniego meczu sezonu, z piłkarskiej mapy Polski zniknie kolejny miejski klub. Procedura prywatyzacji Górnika oficjalnie rozpoczęła się 20 listopada 2023 roku. To wtedy rada miasta przegłosowała uchwałę intencyjną dotyczącą sprzedaży klubu. Oznacza to, iż proces zmiany właścicielskiej potrwa co najmniej… 915 dni.

Spis treści

  1. Kulisy prywatyzacji Górnika Zabrze
  2. Jak prywatyzacja zmieni Górnika?
  3. W co zainwestuje Podolski?
  4. Prywatyzacja - dlaczego się przeciąga?
  5. Co dalej?
  6. Imperium Podolskiego
  7. WIĘCEJ O GÓRNIKU ZABRZE:

Kulisy prywatyzacji Górnika Zabrze

To kompletny absurd, iż przez tak długi okres nie udało się dopiąć formalności, podczas gdy wiarygodny inwestor (i to jaki!) był tuż za rogiem. W teorii przecież oddanie klubu w ręce takiego człowieka jak Lukas Podolski powinno być najprostszą transakcją na świecie. Tymczasem proces trwa już dwa i pół roku.

Kiedy po raz pierwszy oficjalnie powiedziano o sprzedaży, Zabrzem rządziła jeszcze Małgorzata Mańka-Szulik, która chciała wykorzystać proces prywatyzacji do własnych celów wyborczych. Jej następczyni, wybrana wiosną 2024 roku Agnieszka Rupniewska, również poprzestała na pięknych zapowiedziach. Zanim zdążyła podjąć realne kroki, została odwołana w referendum. Kibice Górnika przyjęli jej bierność z dużym rozczarowaniem – w końcu w trakcie kampanii chętnie pokazywała się przy Podolskim i budowała swój kapitał wyborczy na obietnicy szybkiego dopięcia transakcji.

W międzyczasie temat przejęła Ewa Weber, która po odwołaniu Rupniewskiej pełniła obowiązki prezydenta. Cały proces kończy obecny włodarz miasta, czyli Kamil Żbikowski, wybrany w sierpniu 2025 roku. Dopiero on realnie pchnął temat do przodu, podczas gdy jego poprzedniczki o prywatyzacji klubu ochoczo mówiły, ale kilka w tej kwestii robiły. Sam fakt, iż aż cztery osoby próbowały sprzedać Podolskiemu Górnika, wiele mówi o całej transakcji.

Ale teraz sprawy są już naprawdę na ostatniej prostej. Mówią o tym nie tylko w ratuszu, ale przede wszystkim w klubie. Zapowiedź prywatyzacji została ostatnio użyta jako wabik przy kampanii sprzedaży karnetów. To film na światowym poziomie, który zdradza, iż Górnik wkracza w nową erę.

Kiedy, jak nie teraz! #JesteśmyGórnikZabrze

Wystartowała otwarta sprzedaż karnetów na sezon 2026/27

https://t.co/TStkUCsFHU pic.twitter.com/3nIMDiNna4

— Górnik Zabrze (@GornikZabrzeSSA) April 25, 2026

To niemalże pewne – już za miesiąc Górnik po piętnastu latach zmieni właściciela.

Jak prywatyzacja zmieni Górnika?

Choć nazwisko Lukasa Podolskiego rozpala wyobraźnię jeszcze mocniej niż Roberta Dobrzyckiego, nikt w Zabrzu nie spodziewa się, iż klub podąży podobną drogą. Górnik czeka ewolucja, a nie rewolucja. Ewolucja, która nie zacznie się 23 maja, bo trwa już od długich miesięcy. Pod wieloma względami, już teraz pracownicy Górnika czują się, jakby przychodzili codziennie do prywatnego klubu.

Podolski już od miesięcy jest bardziej działaczem niż piłkarzem. Więcej czasu spędza w klubowych gabinetach niż w szatni. W drużynie Gasparika, opartej na dużej intensywności, jest marginalną postacią, a jego występy są symboliczne. Odciska za to swoje piętno na każdym aspekcie działalności klubu – od spraw strategicznych, przez transfery, sponsorów, biznes, rekrutację pracowników, marketing, aż po takie drobnostki jak działalność klubu w mediach społecznościowych. Oficjalnie pełni rolę społecznego doradcy zarządu i ambasadora klubu, ale już teraz jest przez wielu nazywany „bossem”.

Podolskiego nie rajcuje wizja budowania potęgi Górnika poprzez dosypywanie do niego kolejnych milionów. Nowy właściciel klubu chce – i w zasadzie już robi to od miesięcy – zbudować zdrową strukturę, która sama będzie na siebie zarabiać i zysk lokować w poduszce finansowej. W zasadzie już teraz Górnik jest skazany na samowystarczalność – miasto od lat nie dosypuje mu pieniędzy na bieżącą działalność.

Klub mógł liczyć w ostatnich latach jedynie na pomoc w spłacaniu obligacji, które wyemitował w 2015 roku, żeby w ten sposób uprać się z zadłużeniem. Ratusz przeznaczał na ten cel 3,7 mln zł rocznie. Łącznie Górnik zadłużył się w ten sposób na 48,3 mln zł, a spłata potrwa do 2028 roku.

Sformułowanie „mógł liczyć na pomoc miasta” jest jak najbardziej na miejscu, bowiem dotyczy ono przeszłości – w tym roku ratusz nagle odmówił zapomogi na obligacje. W efekcie klub musiał naprędce zdobyć 3,5 mln zł, których nie miał w kasie. Górnik w zasadzie nie ma wolnej gotówki – wszystkie rezerwy przeznaczane są na spłatę długów z przeszłości, z którymi klub ciągle walczy.

14-krotny mistrz Polski w ostatnich latach wreszcie ustabilizował swoje finanse. To jego ogromny sukces, być może choćby większy niż osiągnięcia, które podniesie w tym sezonie z boiska (klub walczy o podwójną koronę). W 2025 roku Górnik wykazał 3,14 mln zł zysku. W roku 2024 wyniósł on 4,27 mln zł. kilka klubów w Ekstraklasie może o sobie powiedzieć, iż wyszedł na plus przez dwa ostatnie lata. Górnik zrobił to jako spółka należąca do miasta.

Te wyniki finansowe nie byłyby możliwe, gdyby nie transfery wychodzące. Górnik jest jednym z najlepiej sprzedających klubów w Ekstraklasie. W ostatnich czterech latach, wygenerował na tym polu 18,32 mln euro przychodu (dane za Transfermarkt). Tylko trzy kluby w Ekstraklasie oddały w tym czasie piłkarzy za większe kwoty – Lech Poznań, Legia Warszawa i Raków Częstochowa. Górnik sprzedaje swoich piłkarzy lepiej choćby niż Jagiellonia Białystok, która spieniężyła ostatnio Oskara Pietuszewskiego i sięgnęła w międzyczasie po złoty medal.

To kierunek, w jakim Podolski chce podążać – zarabianie na transferach i reinwestowanie pieniędzy w podnoszenie jakości zespołu. Modelowym przykładem transferu ze znakiem jakości „Poldi” jest Daisuke Yokota, który przyszedł do Górnika za 30 tys. euro, a wyjechał po roku za dwa miliony. Japończyk trafił do Zabrza dzięki namowom mistrza świata. Był już jedną nogą w austriackim klubie, czekał na podpisanie kontraktu, ale w ostatnim momencie Podolski osobiście przekonał go, by wybrać Polskę.

Po zmianie właścicielskiej należy przez cały czas spodziewać się właśnie takich ruchów. Podolski zamierza jeszcze bardziej postawić na sprowadzanie młodych zawodników z całego świata.

W co zainwestuje Podolski?

Z otoczenia Górnika słyszymy, iż Podolski nie przedstawia wewnątrz planów wielkiej ekspansji transferowej w stylu Widzewa czy Pogoni. Potęgą klubu w zamyśle nowego właściciela ma być pomysł, organizacja i ludzie. To w nich chce inwestować, poszerzając konkretne działy poprzez zatrudnianie w nich specjalistów czy poprawiając komfort pracy obecnych pracowników.

Tę filozofię widać chociażby po idei zaczerpniętej z Niemiec, która ma być niedługo wprowadzona w klubie – każdy z pracowników ma mieć w umowie zapisaną premię od punktów wywalczonych przez zespół na boisku. Mistrz świata chce w ten sposób stworzyć sytuację, w której każdy zatrudniony w klubie czuje się odpowiedzialny za wynik drużyny.

Inwestycje mają dotyczyć też obiektów. W klubie słyszymy, iż Podolski chce przeznaczyć środki na rozwinięcie infrastruktury dla akademii. Planuje też wykończyć przestrzenie, które dzisiaj stoją puste, co w dłuższej perspektywie ma przynieść Górnikowi wymierne zyski. jeżeli nie zrobi tego samemu, to z pomocą zewnętrznych inwestorów, których pozyska dzięki swoim rozległym kontaktom. Podolski de facto wyręczy w ten sposób miasto, do którego należy infrastruktura. Kamil Żbikowski szacował w rozmowie z TVP, iż samo zagospodarowanie czwartej trybuny to wydatek rzędu 50 mln zł, a całościowy koszt dokończenia prac na stadionie może przekroczyć 100 mln zł.

Prywatyzacja – dlaczego się przeciąga?

Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem zaawansowanych negocjacji pomiędzy Podolskim a Żbikowskim. O co spierali się obaj panowie?

Żeby to zrozumieć, musimy na chwilę wrócić do wiosny 2024 roku. To wtedy – jeszcze pod rządami Mańki-Szulik – miasto sporządziło pierwszą wycenę klubowych akcji. Cały pakiet miał być wówczas warty 8 mln zł. Ratusz chciał oddać 51% akcji, więc nowy inwestor miał wyłożyć za Górnika nieco ponad 4 mln zł. Tak było na papierze.

Kiedy władzę w Zabrzu objęła Rupniewska, mogła po prostu dokończyć proces prywatyzacji po poprzedniczce, gwałtownie spełniając w ten sposób swoją obietnicę wyborczą. Zamiast tego postanowiła… przeprowadzić go od zera. Polityczka związana z KO uznała, iż poprzednia wycena była zbyt niska i sporządziła kolejną, dzięki której miasto miało zarobić więcej. Jej wysokość nigdy nie została podana publicznie.

Z perspektywy całego procesu istotne jest to, iż Podolski nie chciał zgodzić się na nowe warunki zaproponowane przez ratusz. Bo kwota to jedno. Drugie, znacznie ważniejsze, to zadłużenie Górnika. Nowy właściciel miałby więc wyłożyć duże miliony za klub, w którym na starcie musi pospłacać zobowiązania poprzedników.

Wymowne są dwie wypowiedzi Podolskiego w „Dzienniku Zachodnim”.

– Tu trzeba wszystko dobrze sprawdzić. Jak ja mam być właścicielem, to klub musi być czysty i bez długów, bo potem wszystko idzie na właściciela.

– To nie ja przez tyle lat prowadziłem taką politykę, iż te długi się porobiły, klub był miejski, miasto za to odpowiada. Mam ludzi, którzy będą Górnika wspierać, ale te długi to nie nasza wina. Co mam powiedzieć? Biorę na siebie wszystkie błędy, które zrobiliście? Ktoś musi za nie wziąć odpowiedzialność.

O jakim zadłużeniu mowa? W sprawozdaniu finansowym za 2025 rok można znaleźć informacje o tym, iż Górnik ma…

  • 5 mln zł zobowiązań długoterminowych – są to obligacje, które klub musi wykupić w 2027 i 2028 roku za kolejno 3 mln i 2 mln zł
  • 3,1 mln zł w kredytach
  • 3,5 mln zł bieżących obligacji do zapłacenia (klub już je w międzyczasie uregulował)
  • 18,6 mln zł innych krótkoterminowych zobowiązań do uregulowania

Wśród tych ostatnich jest między innymi zadłużenie wobec spółki Stadion w Zabrzu, czyli operatora obiektu przy Roosevelta 81. Wiąże z tym się historia, która pokazuje niepojętą lekkość w wydawaniu publicznych pieniędzy. Górnik przez parę lat… w ogóle nie płacił za wynajem stadionu. Ot, tak po prostu. Miasto wystawiało faktury i przekazywało obiekt, ale nie egzekwowało tego, czy są one opłacane.

Faktur nie można jednak posłać do niszczarki i w efekcie przez kilka lat narosło prawie 10 mln zł nieopłaconej górki, z którą musi radzić sobie obecny zarząd, spłacając co miesiąc tę wielką kwotę rozłożoną na raty. Bartłomiej Gabryś i Michał Siara żartowali w rozmowie z Weszło, iż ich poprzedników cechował ambiwalentny stosunek do płacenia faktur. Ta historia dobrze obrazuje, dlaczego Podolski – co zupełnie naturalne – nie chce brać na siebie odpowiedzialności za błędy miejskich polityków. Dla porównania, kiedy Kielce sprzedawały Koronę, umorzyły wszystkie długi klubu wobec miasta, tak, żeby nowy inwestor miał czystą sytuację.

O nieudolności ratusza świadczy też skumulowana strata z poprzednich lat działalności Górnika, która wynosi na dziś… 148 mln zł. To przerażająca kwota – tyle historycznie na minusie jest zabrzański klub.

A propos minusów i spółki Stadion w Zabrzu, po zmianie właścicielskiej obiektem oczywiście przez cały czas będzie zarządzać miejska jednostka, a więc ratusz de facto wciąż będzie w jakiś sposób dokładał do klubu. To już jednak wina władzy sprzed 2024 roku, która wybudowała stadion, który nie ma prawa na siebie zarabiać. Bilanse spółki od początku jej istnienia są zatrważające…

  • 2024: -14,92 mln
  • 2023: -18,82 mln
  • 2022: -12,22 mln
  • 2021: -10,29 mln
  • 2020: -13,12 mln
  • 2019: -16,01 mln
  • 2018: -15,76 mln
  • 2017: -15,71 mln

Dla miasta to kamień w bucie. Żbikowski próbował w negocjacjach przekonać mistrza świata do tego, by klub wziął na siebie większą odpowiedzialność za tę sytuację.

Co dalej?

Obecny prezydent spotkał się z Podolskim już w pierwszym miesiącu swojej kadencji i sprzedaż klubu postawił wysoko na liście swoich priorytetów. Mistrz świata chciał go przekonać, iż płacenie grubych milionów za klub z długami nie jest najkorzystniejszą ofertą. Słyszymy, iż obie strony osiągnęły kompromis, który zadowala i miasto, i nowego właściciela.

Choć Podolski docenia prezydenta za konkrety, zdarzało mu się też w ostatnich miesiącach tupać nogą.

W taki sposób…

Tak czekam na odpowiedź z miasta… pic.twitter.com/hVN0egamEy

Lukas-Podolski.com (@Podolski10) September 30, 2025

Albo w taki…

Po kolejnym spotkaniu prywatyzacyjnym mam znowu wrażenie, iż to zmierza donikąd. Bardzo bym chciał, żeby termin lutowy był realny, ale wątpię…

Lukas-Podolski.com (@Podolski10) January 22, 2026

Wpisy zmobilizowały prezydenta, który zdawał sobie sprawę, iż bez szybkiej prywatyzacji straci zaufanie dużej grupy wyborców. Żbikowski poinformował w poniedziałek radnych, a później mieszkańców, że…

  • 6 maja – to termin na przygotowanie ostatecznych wersji umów i przekazanie ich radzie miasta oraz radzie nadzorczej klubu
  • 13 maja – do tego dnia zostanie przekazanym radnym informacja o zwołaniu nadzwyczajnej sesji
  • 20 maja – do tego dnia ma odbyć się sesja rady miasta, na której zostanie podjęta uchwała umożliwiająca podpisanie umowy na sprzedaż akcji
  • 23 maja – to dzień, w którym zostaną podpisane umowy

Niektórzy mogą podchodzić do jego obietnic z dużą rezerwą, bo przecież deklarował już zakończenie procesu na luty czy marzec. najważniejsze jest jednak to, iż teraz o końcowym etapie prywatyzacji mówi też sam klub.

Imperium Podolskiego

W międzyczasie, przez te prawie dziewięćset dni od rozpoczęcia prywatyzacji, urósł majątek Podolskiego, który prowadzi swoje biznesowe imperium. Początkowo, jeszcze w 2023 roku, Górnik miał przejąć przyprowadzony przez niego biznesmen, Thomas Hansla. W międzyczasie piłkarz stwierdził, iż samemu chce mieć kontrolę nad ukochanym klubem i pozyska go jego spółka zarejestrowana w Niemczech – LP Holding GmbH.

Podolskiemu kwitnie rynek kebabowy. w tej chwili prowadzi 49 restauracji Mangal Döner. Powoli wchodzi do nowych państw – otworzył lokale w Zabrzu i Rotterdamie, planuje ekspansję do Japonii. Wdraża też nowatorski projekt automatyzacji lokali oparty na sztucznej inteligencji. Zainstalowane w nich roboty mają przyjmować płatności i przygotowywać zamówienia. Taki model ma zapewnić błyskawiczne skalowanie biznesu. W planach Podolskiego jest otwarcie lokali w… 2400 miejscach.

A to tylko jedna z jego działalności. Ostatnim wielkim sukcesem Poldiego jest Glücksgefühle Festival (festiwal szczęścia), czyli coroczny festiwal muzyczny organizowany na torze Hockenheimring od 2023 roku. Mimo krótkiego stażu na scenie, „Bild” już nazywa go najważniejszym muzycznym wydarzeniem roku w Niemczech, a poprzednia edycja przyciągnęła oszałamiające 250 tys. uczestników.

Do tego dwie lodziarnie w Kolonii, firma odzieżowa Strassenkicker, mięso do kebabów sprzedawane supermarketach, hala sportowa na wynajem, rozgrywki sześcioosobowej piłki, coroczny turniej piłkarski…

I już niedługo Górnik.

Kiedy Podolski trafiał do Zabrza, spełniając swoją obietnicę, wszyscy kibice sądzili, iż wzniesie klub na wyższy poziom swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami piłkarskimi. W międzyczasie okazało się, iż znacznie bardziej przyda się jego zmysł biznesowy.

WIĘCEJ O GÓRNIKU ZABRZE:

  • Kalendarium: Jak Zabrze (nie) sprzedaje Górnika…
  • Niesamowity Górnik! Oto główny rywal Lecha w walce o tytuł
  • Górnik Zabrze zainteresowany Słowakiem. Uwaga – nie starym [NEWS]

Fot. newspix.pl

Idź do oryginalnego materiału