To miał być wielki turniej dla Amerykanów. Eksperci twierdzili, iż jeszcze nigdy drużyna USA nie była tak naszpikowana gwiazdami na każdej pozycji, jak w tym roku. A jednak znów okazało się, iż sport pisze niewiarygodne i wzruszające historie. Faworyzowani Amerykanie znów musieli patrzeć, jak świętują inni.
REKLAMA
Zobacz wideo
Wielka euforia Wenezueli na amerykańskim stadionie
A stadion w Miami dosłownie eksplodował po ostatnim rzucie Daniela Palencii, gdy Roman Anthony tylko machnął pałką, nie dotykając piłki. Trzeci błąd pałkarza oznaczał koniec meczu. Zawodnicy Wenezueli ruszyli na środek boiska, by wyściskać zawodnika, który dowiózł ich zwycięstwo do końca. Niektórzy padli na kolana, dziękując za cud, którego doświadczyli. I choć stadion był podzielony między kibiców obu drużyn, które zmierzyły się finale, to trybuny jakby uniosły się w powietrzu po ostatniej akcji meczu.
"Niewiarygodne" – to najczęściej powtarzali amerykańscy komentatorzy i eksperci po finale turnieju, który nosi nazwę World Baseball Classic. Każdy przecież pamięta, czym żył świat na początku roku. Gdy w styczniu amerykańskie siły zbrojne uprowadziły prezydenta, Nicolasa Maduro, nastał w Wenezueli czas niepewności. Wielu wenezuelskich zawodników, grających na co dzień w amerykańskiej MLB, utknęło w ojczystym kraju i nie było z nimi kontaktu. Sytuacja gwałtownie została unormowana, a jednak wydarzenia z początku roku położyły się cieniem na przygotowaniach Wenezueli do turnieju.
– To niewiarygodne. Jestem przeszczęśliwy. Czuję, iż adekwatnie to już mógłbym odjeść na emeryturę. Wiem, iż wielu ludzi nie wierzyło w tę drużynę, ale my nie traciliśmy wiary. I zrobiliśmy to! Jesteśmy numerem 1 – powiedział po finale wenezuelski catcher Salvador Perez. – Tam, skąd pochodzę, skąd jest cała moja rodzina, trudno oglądać mnie grającego w wielkiej lidze. Wielu członków mojej rodziny w ogóle nie miało takiej możliwości. Teraz wreszcie mogli zobaczyć mnie w grze. Wiem, iż są teraz przeszczęśliwi tak jak ja. Zrobiliśmy to dla nich, dla całego narodu wenezuelskiego – dodał z trudem tamując łzy.
Prezydentka Wenezueli ogłosiła święto narodowe
Bez przesady można powiedzieć, iż cała Wenezuela oglądała wtorkowy finał. Baseball to w tym kraju bez wątpienia sport numer 1. Tłumy ludzi zebrała się przed wielkim ekranem w Caracas, by śledzić wielki mecz swojej drużyny.
Delcy Rodriguez, która zastąpiła Maduro jako prezydentka kraju, też nie spała tej nocy. Niedługo po finale ogłosiła: "Postanowiłam ogłosić jutro Dniem Narodowej Radości, dniem wolnym od pracy, z wyjątkiem pracowników w niezbędnych zawodach. Niech nasza młodzież wyjdzie na place, do parków i na boiska, by świętować. Jutro wszyscy na wielki koncert 'Wenezuela triumfuje zjednoczona'"
Dla Amerykanów porażka była ogromny rozczarowaniem. Na siedem rozegranych dotąd turniejów World Baseball Classic triumfowali tylko raz, a to przecież oni są ojczyzną baseballa i mają gwiazdy tego sportu na każdej pozycji. Trener Mark DeRosa tłumaczył, iż zawodnicy dopiero co zaczęli przygotowania do sezonu. To jednak dotyczyło wszystkich drużyn. Amerykanin docenił jednak też rywali: "Czapki z głów. Wczoraj wieczorem walczyli z Włochami (w półfinale WBC) i wykorzystali wszystkich rezerwowych miotaczy, A dziś te chłopaki wróciły do gry bez odpoczynku. To była naprawdę wyjątkowe".
To dzięki miotaczom Wenezuelczycy wygrali finał. Naszpikowana świetnymi w ofensywie zawodnikami drużyna USA zanotowała tylko trzy odbicia w całym meczu, a jedyne punkty zdobył Bryce Harper, dwubiegowym home-runem. Wtedy Amerykanie wyrównali wynik meczu na 2:2. Jednak w ostatniej części meczu Wilyer Abreu wybił piłkę poza boisko i zapewnił swojej drużynie ponowne prowadzenie.
Amerykanie odkrywają baseball na nowo
Słowo "niewiarygodne" odnosiło się jednak nie tylko do triumfu Wenezueli, ale do całej otoczki, która towarzyszyła turniejowi. Amerykanie rywalizacji drużyn narodowych w swoich ulubionych sportach nie traktują zbyt poważnie. Dla nich walką o tytuł mistrza świata są finały NBA, gdy Oklahoma City Thunder mierzy się z Indiana Pacers, albo baseballowe World Series, gdy Los Angeles Dodgers gra z Toronto Blue Jays. Zmagania drużyn narodowych to bardziej mecz gwiazd niż walka o prawdziwą stawkę. W World Baseball Classic zobaczyli jednak, z jaką pasją do baseballa podchodzą inne nacje. Japończycy, Dominikańczycy, Wenezuelczycy tworzyli na stadionie niepowtarzalną atmosferę. Drużyny z Ameryki Łacińskiej, a choćby "przyszywani" Włosi (znakomita większość zawodników tej drużyny miała włoskich przodków w trzecim lub choćby czwartym pokoleniu) grały z niebywałą pasją. I choć zawodnicy grają w World Baseball Classic rozdarci między dumą reprezentowania kolorów narodowych a klubowymi obowiązkami (za 8 dni zaczyna się sezon MLB), to jednak widać było, iż u zawodników z Ameryki Łacińskiej to pierwsze w nich zwycięża. I to ich różniło od Amerykanów, którym zabrakło pasji, by pokonać bardziej zmotywowanych rywali.
I choć turniej miał z początku aurę raczej sportowego święta niż komercyjnej imprezy, to zaczął też przynosić realne dochody. W tym roku Netflix za możliwość pokazania 13-dniowych zawodów w Japonii zapłacił 100 mln dolarów. Między innymi dzięki temu turniej przyniósł dwa razy większe przychody niż trzy lata temu.

2 godzin temu













