Do tego pojedynku miało już dojść podczas jednej z ostatnich gal Fame, natomiast kontuzja Kamila "Taazy'ego" Mataczyńskiego wykluczyła go z rywalizacji. - Nie przestrasz się znów - zaczepił niepokonanego w Fame zawodnika Simao. Mataczyński nie pozostał mu dłużny, nawiązując do formuły walki - MMA. - Uważaj na plecy, oglądaj się - apelował na ceremonii ważenia. - Pstryczkiem cię załatwię - odpowiedział pogromca Gracjana Szadzińskiego.
REKLAMA
Zobacz wideo Awantura o Probierza! Żelazny kontra Wardzichowski. "Nie zgadzam się" [To jest Sport.pl]
Nie do uwierzenia, co zakończyło galę Fame MMA 25. No contest w walce "Taazy'ego"
Początek należał do Mataczyńskiego, który skrócił dystans. Nie chciał dopuścić do kopnięć rywala. Mimo iż ruszył z obaleniem, to Alberto pokazał, iż świetnie przygotował się siłowo i nie dał sprowadzić się do parteru. Walka w klinczu pod siatką. "Taazy" nagle doskonale złapał klamrę, zakręcił rywalem i przeniósł ten pojedynek na matę.
Mataczyński kontrolował rywala, choć ten nie zamierzał odpuszczać. Tuż pod koniec rundy Alberto trafił kopnięciem w głowę. Od początku drugiej rundy ruszył za to na rywala z kopnięciami, ciosami, ale nagle stracił równowagę i niefortunnie wylądował w parterze pod Mataczyńskim. Ten sprytnie, a jednocześnie bardzo inteligentnie dobrze rozłożył ciężar ciała i trzymał rywala przy siatce. Trenerzy mówili Alberto, by ten wstawał, natomiast nie miał możliwości ruszyć się z miejsca.
Alberto próbował dusić rywala rękoma, natomiast trudno mu było zaskoczyć tak doświadczonego zawodnika, jakim jest Mataczyński. Nagle po jednym z uderzeń łokciem w tył głowy walka została przerwana. Publiczność zaczęła buczeć. - Przez głupotę może stracić wszystko - wyjaśnili komentatorzy odnośnie do sytuacji "Taazy'ego". Mimo to Alberto wrócił do walki.
Coraz mocniejsze kopnięcia dochodziły do ciała Mataczyńskiego. Nagle doszło do skandalicznych scen, gdyż brat Alberto Josef Bratan został niezauważony przez ochronę, wskoczył do klatki i uderzył Mataczyńskiego. Potężna awantura, niewiarygodna sytuacja. - Wściekły Taazy. Mają powody, cały narożnik - przyznali komentatorzy. Nie do uwierzenia, co się wydarzyło w klatce hali w Częstochowie.
Ostatecznie Kamil "Taazy" Mataczyński wygrał przez dyskwalifikację. - Nikt się tego nie spodziewał, iż wleci z partyzanta i mi za*ebie. Alberto najwyraźniej spękał. (...) Niby jego brat zrobił dymy, ale wydaje mi się, iż on nie ma honoru, wali też w ch*ja - przyznał, dodając, iż nie ma zbytnio ochoty dawać rewanżu przeciwnikowi. Co na to Alberto Simao? - Chciałem was przeprosić za mojego brata - oznajmił, natomiast przerwały mu gwizdy kibiców. - Mam nadzieję na rewanż, bo tego nie można tak zostawić - podsumował.