Teoretycznie nie mogło być inaczej. Coco Gauff to numer trzy światowego rankingu. Coco Gauff to mistrzyni US Open 2023 i Roland Garros 2025. Coco Gauff to wielka gwiazda, która po prostu musiała pokonać Magdalenę Fręch w trzeciej rundzie tegorocznego US Open. I pokonała. Ale Polka też zasługuje na uznanie.
REKLAMA
Zobacz wideo Jak Iga Świątek! Englert, Daniec, Strasburger i wiele innych gwiazd błyszczy na korcie
Nie minął kwadrans, a Fręch już przegrywała 0:3. Walka o czwartą rundę US Open z potężną Amerykanką zaczęła się dla Polki tak, jak ich pierwszy mecz – w czwartej rundzie Australian Open półtora roku temu. Wtedy Fręch osiągnęła życiowy wynik w historii swych występów wielkoszlemowych. Teraz już miała życiówkę na US Open (w 2023 roku dotarła do drugiej rundy, a z trzech innych turniejów odpadała tam już w pierwszych rundach). Ale teraz łodzianka chciała pokazać sobie samej i nam wszystkim, iż może zdziałać jeszcze więcej.
Po 14 minutach starcia Fręch – Gauff było 0:3, a po 19 minutach już tylko 2:3. I serwowała Polka. Magda nie pękła pod naporem trzeciej rakiety światowego rankingu. W piątym gemie meczu świetnie zanotowała przełamanie powrotne. Wygrała do 15, bo najpierw mądrze utrzymywała piłkę w grze i zmuszała Gauff do biegania, a w końcu poddenerwowała faworytkę tak, iż przy stanie 15:40 ta faworytka popełniła pierwszy w meczu podwójny błąd serwisowy.
Były trener Sabalenki teraz pomaga Gauff
Coco Gauff ma ostatnio wielkie problemy z serwisem. W poprzedniej rundzie US Open popełniła osiem podwójnych błędów serwisowych w starciu z Vekić, a w trzech setach z Tomljanović w pierwszej rundzie zrobiła tych błędów 10. Jeszcze więcej - aż 16 - miała ich w przegranym, trzysetowym, meczu z Paolini w Cincinnati. Żeby uporać się ze swą powracającą zmorą Coco sięgnęła po fachowca, który uleczył serwisowe bolączki Aryny Sabalenki. Biomechanik Gavin MacMillan siedzi w boksie mistrzyni US Open 2023 i choć na razie jego praca nie przyniosła jeszcze wyraźnych efektów (nic dziwnego, przecież dopiero się zaczęła), to jego obecność dużo mówi. Gauff ma dopiero 21 lat, już wygrała US Open (w 2023 roku) i Roland Garros (w bieżącym sezonie), a więc mogłaby uznać, iż jest bardzo dobrze i mogłaby próbować spokojnie przeczekać serwisowe problemy. Ale tenisistka nazywana w USA następczynią sióstr Williams chce wyciskać ze swej kariery jak najwięcej teraz i już. Jest perfekcjonistką, chce się ciągle rozwijać. I może, stać ją na to.
Magdalena Fręch, choć w światowym rankingu jest tylko 30 miejsc za Coco Gauff, znajduje się w innej rzeczywistości. Oczywiście nie bieduje, ale daleko jej do bycia supergwiazdą, którą stać na wszystko. Ona ciężko i cierpliwie pracuje z trenerem Andrzejem Kobierskim i cały czas się rozwija w tempie jak na rzeczywistość polskiego sportu imponującym. Półtora roku temu łodzianka pierwszy raz w karierze dotarła do drugiego tygodnia turnieju wielkoszlemowego. W czwartej rundzie Australian Open 2024 odbiła się od Gauff jak od ściany. Tamten mecz trwał godzinę, skończył się porażką Magdy 1:6, 2:6. Teraz od stanu 0:3 Polka wyszła na 3:3, choć Gauff naciskała przy serwisie Fręch gdy prowadziła 3:2. Doprowadziła do stanu 40:15, miała dwa breakpointy. Ale wtedy Fręch wygrała cztery punkty z rzędu i nie dała wielkiej rywalce znowu odjechać.
We wczesnym etapie tego meczu mieliśmy nadzieję, iż będzie całkiem inny niż tamten z Melbourne i również niż ich mecz z Madrytu z 2024 roku (6:3, 6:3 dla Gauff). Niestety, był inny, ale tylko przez 15-20 minut. Od stanu 3:3 Amerykanka już na dobre uciekła Polce. Pierwszego seta zamknęła wynikiem 6:3 po 42 minutach. W drugim secie Fręch przerwała jej serię, wyszła na prowadzenie 1:0. - To jest taki mecz, w którym nie widać różnicy rankingowej i różnicy w sukcesach między tenisistkami – mówił wtedy Dawid Olejniczak, który komentował to spotkanie w Eurosporcie. Niestety, nie miał racji.
Z 3:6, 1:0 patrząc z perspektywy Polki gwałtownie zrobiło się 3:6, 1:6. Fręch serwowała za słabo, żeby mająca potężne uderzenia Gauff nie karciła jej returnem. A serwując Amerykanka nie miała w tym meczu aż takich problemów, jak ostatnio. Jej licznik podwójnych błędów serwisowych tym razem zatrzymał się na liczbie 4. Finalnie mecz potrwał tylko godzinę i 12 minut. Niestety, Fręch znów nie była w stanie mocno powalczyć z Gauff. Dużo mówi stosunek uderzeń kończących Polki do jej niewymuszonych błędów. W pierwszym secie to było 7:15, a w drugim 1:14. Dla porównania: u Gauff to było 6:11 i 6:7.
W czwartej rundzie US Open Coco Gauff zmierzy się z Naomi Osaką albo z Darią Kasatkiną.
W turnieju singlistek na US Open 2025 została nam jeszcze Iga Świątek. W trzeciej rundzie wiceliderka światowego rankingu zmierzy się z Anną Kalinską (29 WTA). Mecz zaplanowano na noc z soboty na niedzielę czasu polskiego. Początek o godzinie 1.00.