Jeszcze niedawno Lukas Kwasniok był ulubieńcem kibiców FC Koeln. Dziś część fanów domaga się jego odejścia – wywiesili choćby transparent w tej sprawie. Powód? Kryzys formy na boisku, ale i plotki o skandalu obyczajowym. Niepotwierdzone pogłoski mówiły, iż przesadził z alkoholem na klubowej wigilii i miał niestosownie zachować się wobec żony jednego z zawodników. – To głównie plotki. Prawdą jest, iż upił się na imprezie bożonarodzeniowej. Nie dotknął jednak nikogo w nieodpowiedni sposób. Na przykład żony Waldschmidta w ogóle tam nie było… – mówi w rozmowie z Weszło Jim Decker, dziennikarz Kickera.
31 sierpnia 2025 roku. FC Koeln, beniaminek Bundesligi, pokonuje 4:1 SC Freiburg i po dwóch kolejkach patrzy z góry na resztę zespołów, dzieląc komplet punktów jedynie z Bayernem Monachium i Eintrachtem Frankfurt.
Trener Lukas Kwasniok jest gorąco witany na RheinEnergieStadion, gdzie prowadzi zespół w debiutanckim spotkaniu. Ale u kibiców zdołał zapunktować już wcześniej. I to nie tylko wygranymi w Pucharze Niemiec z Regensburgiem i w pierwszej kolejce z FSV Mainz.
Na spotkanie w Moguncji Kwasniok założył nie dres czy koszulę, a… koszulkę meczową 1. FC Koeln. I już w pierwszej kolejce zapewnił fotoreporterom jedne z najciekawszych obrazków sezonu.
– Jestem dumny, iż pracuję dla tego klubu. Kiedy wręczono trykoty graczom, dostałem gęsiej skórki. Koszulki były na tyle piękne, iż zachciałem założyć jedną z nich, zwłaszcza iż wiedziałem, iż dam radę się w nią wbić – zapewniał szkoleniowiec w rozmowie z DAZN.
Kibice Kozłów mieli właśnie nowego ulubieńca. Trenera, za którym błyskawicznie byli w stanie wskoczyć w ogień.

***
10 stycznia 2026 roku. Bundesliga wraca po zimowej przerwie, a trener Kwasniok na kameralny stadion w 50-tysięcznym miasteczku Heidenheim wychodzi ubrany jedynie w klubowy, świąteczny sweter. Klubowa maskotka, koza, spogląda z niego przed siebie, wisząc nad wydzieraganym klubowym obiektem.
Ale to co zobaczyła, nie mogło się jej spodobać. Przyjezdni z Kolonii kibice powitali trenera banerem „Kwasni yok”, który chyba najtrafniej można przełożyć jako „Kwasniok, wypad!”, albo po prostu: „Kwasniok – nie!”. Yok to słówko używane w slangu, a mające negatywne nacechowanie.
Od sierpniowego spotkania z Freiburgiem mijał właśnie piętnasty kolejny mecz. Kolonia w tym czasie wygrała tylko dwa razy, a starcie z będącym w strefie spadkowej Heidenheim (zremisowane 2:2), było już siódmym kolejnym bez wygranej. niedługo doszedł ósmy taki mecz, bo w środę Koeln mierzyło się u siebie z Bayernem Monachium (1:3).
Jak doszło do tego, iż trener, który tak gwałtownie zaskarbił sobie uwielbienie kibiców, pół roku później nasłuchuje, jak kibice wzywają do jego zwolnienia? Sprawa jest dość zagadkowa i wykracza jedynie poza boiskowy kryzys. A niektóre tropy prowadzą choćby do… klubowej wigilii.

Lukas Kwasniok. Geneza jego problemów w 1. FC Koeln
– Na początku Kwasniok był postrzegany niemal jako zbawca. Po bardzo burzliwym roku w drugiej lidze, wszyscy pokładali w nim nadzieje – mówi w rozmowie z Weszło Jim Decker, dziennikarz Kickera, zajmujący się 1. FC Koeln.
– W pierwszych meczach wydawało się, iż marzenia się spełniają. Wszyscy wiwatowali na jego cześć. Jednak od kilku tygodni pojawiają się głosy krytyki, głównie z powodu braku zwycięstw. Ale niektórzy nie mogą też zrozumieć, dlaczego czasami zostawia swojego najlepszego strzelca, Saida El Malę, na ławce rezerwowych – dodaje.
Bo faktycznie – 19-letni El Mala, który w tym sezonie Bundesligi ma już na koncie siedem goli i trzy asysty, tylko siedmiokrotnie zaczynał ligowe spotkania od pierwszej minuty. I to mimo faktu, iż młodziana docenił już Julian Nagelsmann, w listopadzie powołując go na zgrupowanie dorosłej reprezentacji Niemiec. A klubowa wierchuszka już zaciera ręce, licząc na wielomilionowy transfer.
– Jestem osobą, która towarzyszy Saidowi na jego drodze, a nie jego fanem – ucina dyskusje sam Kwasniok. – El Mala nie pozostało gotowy, by grać trzy mecze w tygodniu po pełne 90 minut. A ja lubię mieć go na boisku pod koniec meczu – dodaje.
Urodzony w Gliwicach trener jest postrzegany jako osoba z bardzo mocnym charakterem, wyjątkowo bezpośrednia i nie bojąca się wyrażać swoje zdanie. Z dużą skłonnością do podejmowania ryzyka.
– Niektórzy uwielbiają jego bezpośredniość i bezpardonową szczerość, inni uważają, iż powinien bardziej uważać na to, co mówi – komentuje dla Weszło Decker. – Na przykład: w zeszłym tygodniu pochwalił 18-letniego utalentowanego Fynna Schentena i podkreślał, iż chłopak ma cechy, których nie ma żaden inny napastnik w zespole. Wywołało to jednak krytykę, ponieważ pośrednio źle wyraził się o starszych, bardziej doświadczonych napastnikach.
Wspomniany przykład od razu wzbudził moje skojarzenie z wypowiedzią na temat Kuby Kamińskiego. Po wygranej 4:1 z HSV Hamburg, w której Kamiński miał wydatny udział, Kwasniok wypalił:
– Od początku mówiłem, iż jest naszym najlepszym piłkarzem!
I tak jak miło było usłyszeć wyjątkową pochwałę w stosunku do reprezentanta Polski, tak od razu zastanowiłem się, jak takie słowa odbiorą koledzy Kamińskiego z szatni. W końcu nie bez powodu pozostali trenerzy jak ognia unikają podobnych deklaracji.
Tym razem słowa zachwytu usłyszał Schenten, który w sobotę zadebiutował w Bundeslidze i to od razu od pierwszej minuty. Mało zresztą brakowało, a już na początku meczu zaliczyłby asystę do Kamińskiego.
– Uwielbiam tego chłopaka! – mówił z zapałem Kwasniok na konferencji po meczu w Heidenheim, gdy tylko skończył wymieniać atuty 18-latka.
Ale nie wszyscy zasłużyli na tak ciepłe słowa od 44-letniego szkoleniowca. Młodziutki Schenten znalazł się w kadrze meczowej kosztem kilku znacznie bardziej doświadczonych zawodników. Poza kadrą meczową na Heidenheim znaleźli się choćby 33-letni Florian Kainz czy 29-letni Luca Waldschmidt.
A chwilę później na trybunach pojawiło się słynne już „Kwasni Yok”.
1. FC Köln taraftarı, bugün Heidenheim deplasmanında takımın kötü gidişatının sorumlusu olarak gördükleri teknik direktör Lukas Kwasniok aleyhine pankart açtı.
“Kwasni Yok” pic.twitter.com/Pl9Vd80Q2M
— Almanya’dan Futbol (@almanydnfutbol) January 10, 2026
Klubowa wigilia. Fakty i mity
– Przyczyna wywieszenia transparentu nie jest do końca znana. Myślę, iż było to połączenie serii meczów bez wygranej i pojawiających się wśród kibiców plotek – twierdzi w rozmowie z Weszło Decker, który z bliska relacjonuje to, co dzieje się w Kolonii.
Co mówi bardziej oficjalna wersja? Że odstawienie Waldschmidta od gry miało być karą za wywiad, którego ten udzielił w czasie przerwy zimowej, a w którym narzekał na małą liczbę minut na boisku.
„Czuć, iż wewnątrz klubu narastają napięcia. Degradacja doświadczonych i zasłużonych zawodników z pewnością wywołuje tarcia, zwłaszcza, iż krytyczny wywiad Waldschmidta miał być powodem wykluczenia go z kadry meczowej. Rodzi to jednak szereg wątpliwości, ponieważ wspomniany wywiad – jak wszystko inne – był przecież autoryzowany przez dział prasowy klubu. Fakt, iż mimo wszystko wywołał kontrowersje, rzuca złe światło na zakulisowe procesy w Kolonii” – pisał na łamach Kickera Decker.
A co mówią mniej oficjalne pogłoski? W czasie zimowej przerwy w sieci pojawiło się sporo zagadkowych, choć niepotwierdzonych wpisów na temat trenera FC Koeln.
„Jestem dziś na miejscu w Heidenheim. Słychać dziwne historie o trenerze. Na klubowej świątecznej imprezie podobno najpierw wypił butelkę wódki, potem podrywał żonę Luki Waldschmidta, a następnie ulotnił się z jedną z praktykantek. Wewnątrz klubu wszystko płonie” – napisał jeden z fanów Kolonii, a wpis złapał już ponad 200 tysięcy wyświetleń. W odpowiedziach pojawiały się inne niepokojące historie: o tym, iż trener miał upijać się także na imprezach klubowych w Paderborn (w swoim poprzednim klubie), czy składać tamtejszym pracownicom mało eleganckie propozycje.
Friedhelm komm bitte Heim pic.twitter.com/1TpDWOKeBD
— Bierschiss Bundo (@825Vagabundo) January 11, 2026
O twitterowe wpisy pytamy więc Deckera.
– To głównie plotki – zaznacza niemiecki dziennikarz. – Prawdą jest, iż upił się na imprezie bożonarodzeniowej. Nie dotknął jednak nikogo w nieodpowiedni sposób. Na przykład żony Waldschmidta w ogóle tam nie było… – twierdzi.
Kamiński rozkwitł pod wodzą Kwasnioka
Na razie na współpracę z Kwasniokiem nie może raczej narzekać jednak Kamiński, który u 44-letniego trenera praktycznie nie schodzi z boiska. W Bundeslidze zaliczył niemal komplet minut – z placu gry zszedł tylko na cztery minuty w końcówce meczu z Unionem Berlin.
– Kamiński jest jednym z najważniejszych graczy FC Koeln i zdecydowanie najlepszym transferem, jakiego klub dokonał tego lata – zaznacza Decker.
Po dwóch nieudanych sezonach w Wolfsburgu Kamiński w nowym zespole przeżywa odrodzenie – w tym sezonie zdobył już pięć bramek, zaliczył też jedną asystę. Do tego może grać praktycznie w każdej roli, jaką tylko wymarzy sobie Kwasniok – najczęściej zaczynał mecze jako jedna z dwóch dziesiątek, ale zdarzało mu się też grać na lewym i prawym wahadle, a choćby jako najbardziej wysunięty napastnik. Czasami Kamiński wciela się też w rolę ósemki, jak choćby w środę przeciwko Bayernowi Monachium.
– Może grać wszędzie i wszędzie sobie dobrze radzi. Jednak moim zdaniem jego atuty najlepiej sprawdzają się na pozycji lewego napastnika. Ale tam gra złoty chłopiec El Mala – dodaje ekspert Kickera.

Ciężko stwierdzić, czy na sympatię Kwasnioka do Kuby wpływa fakt, iż miejsca ich narodzin – Gliwice i Rudę Śląską – dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów, ale faktem jest, iż obaj dogadują się na razie znakomicie. I często robią to w naszym ojczystym języku.
– Często można usłyszeć, jak rozmawia z Kamińskim po polsku – przyznaje Decker.
Na koniec – głównie żartując – pytam więc niemieckiego dziennikarza, czy rozmawiamy o przyszłym selekcjonerze reprezentacji Polski.
– Nie wiem, czy w ogóle myśli o pracy w reprezentacji narodowej. Ale często wspomina o swoich polskich korzeniach i podkreśla ich znaczenie – zapewnia Decker.
CZYTAJ WIĘCEJ O NIEMIECKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Z nieba do piekła. Debiut marzeń w Bundeslidze i poważna kontuzja
- „Niegodne widowisko, fatalny sygnał”. Niemcy oburzeni odejściem Alonso
- Nokaut! Bayern zmiażdżył drużynę Polaka
Fot. Newspix.pl

4 godzin temu
















