
Do Empoli trafiliśmy trochę przypadkiem. To nie było miasto, wokół którego planowaliśmy cały dzień. Bardziej przystanek po drodze do Vinci. Kilka godzin pomiędzy większymi punktami wyjazdu po Toskanii. Szybki spacer, kawa, może jakiś lokalny targ.
I właśnie dlatego Empoli okazało się tak ciekawe. Bo czasami najlepsze piłkarskie historie pojawiają się właśnie tam, gdzie człowiek kompletnie się ich nie spodziewa.
Na początku miasto wydawało się niemal senne. Lokalny targ, który chcieliśmy zobaczyć, praktycznie już się zwijał. Sprzedawcy składali stoiska, ktoś pakował skrzynki z warzywami do małego dostawczaka, pojedynczy mieszkańcy wracali do domów z zakupami.
Nie było wielkiego hałasu ani tłumów.
Empoli od pierwszych minut sprawiało wrażenie miejsca żyjącego swoim własnym rytmem. Znacznie spokojniejszego niż Florencja czy choćby turystyczna Piza.
Ale im dalej szliśmy w stronę centrum i okolic sklepu kibica Empoli FC, tym bardziej miasto zaczynało pokazywać swój klimat.
Stare włoskie uliczki. Kamienice z lekko wyblakłymi okiennicami. Małe sklepy z owocami i warzywami, przed którymi starsi mieszkańcy rozmawiali o codziennych sprawach. Niedaleko niewielki targ antyków, na którym można było znaleźć stare książki, porcelanę i pojedyncze piłkarskie pamiątki z dawnych lat Serie A.
Empoli nie wyglądało jak miejsce stworzone pod turystów. I chyba właśnie dlatego miało w sobie coś bardzo autentycznego.
Fanstore jak butik premium
Sam sklep kibica Empoli FC również zaskakiwał.
Z zewnątrz nie wyglądał imponująco. Nieduży lokal, bez wielkich ekranów czy kolejek kibiców pod wejściem. Ale wystarczyło wejść do środka, żeby zobaczyć, iż klub bardzo mocno stawia tutaj na wizerunek premium.
Wszystko było uporządkowane, elegancko wyeksponowane i przygotowane bardziej jak butik z modą niż klasyczny stadionowy fan shop.
Koszulki wisiały na ścianach i manekinach, obok leżały starannie złożone bluzy i kolekcje retro. choćby torby zakupowe wyglądały bardziej jak opakowania z luksusowego sklepu niż zwykłe reklamówki z klubowym herbem.
Ceny również gwałtownie przypominały, iż włoski futbol potrafi kosztować.
Meczowe koszulki po 100 euro. Retro po 125. Bluzy treningowe za około 70.
I mówimy przecież o klubie, który walczył o utrzymanie i znajdował się na dole tabeli Serie B. To właśnie chyba najbardziej zaskakiwało.
Bo w Polsce podobne ceny wielu kibiców uznałoby za przesadę choćby w największych klubach. Tymczasem w niewielkim Empoli takie kwoty wydawały się czymś całkowicie normalnym.
Ostatecznie zdecydowałem się na bluzę z długim rękawem. Sprzedawca zapakował ją do eleganckiej torby i zaczął standardową rozmowę, pytając skąd przyjechaliśmy.
– „Polonia” – odpowiedziałem.
I wtedy jego twarz momentalnie się rozjaśniła.
„Piotro!” – krzyknął niemal od razu.
Potem zaczął się śmiać i opowiadać o Piotrze Zielińskim, który przed laty grał właśnie w Empoli. Dla niego Polska praktycznie od razu skojarzyła się właśnie z tym nazwiskiem.
„Bardzo dobry piłkarz. Tutaj ludzie go pamiętają” – mówił.
Przez chwilę rozmawialiśmy jeszcze o Serie A, polskich piłkarzach i o tym, iż Empoli zawsze było klubem trochę innym niż wielkie włoskie marki. Bardziej lokalnym, spokojniejszym, skupionym na rozwijaniu zawodników niż budowaniu ogromnej medialnej otoczki.
I może właśnie dlatego ten krótki moment zapadł w pamięć bardziej niż wiele rozmów w dużo większych miastach.
Futbol ukryty między codziennością
Empoli nie jest miejscem, które żyje piłką przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Nie ma tutaj atmosfery wielkiego futbolowego miasta. Nie widać tłumów w koszulkach klubowych ani restauracji pełnych kibiców analizujących każdy mecz. W przeciwieństwie do Florencji futbol nie dominuje przestrzeni miasta.
Ale cały czas jest obecny.
W rozmowach mieszkańców. W szalikach wiszących w sklepach. W reakcjach ludzi na nazwisko Zielińskiego.
I chyba właśnie to najbardziej wyróżnia takie miejsca. Piłka nie jest tutaj wielkim spektaklem. Bardziej częścią codzienności.
Kiedy wychodziliśmy ze sklepu kibica i wracaliśmy przez stare uliczki Empoli, miasto powoli zaczynało pustoszeć. Sprzedawcy zamykali małe sklepy, ktoś chował skrzynki z owocami, a starsi mieszkańcy siedzieli jeszcze przy stolikach przed kawiarniami.
Patrząc na to wszystko trudno było uwierzyć, iż kilka kilometrów dalej znajdują się jedne z najbardziej znanych miejsc całej Italii.
Bo Empoli nie próbuje nikogo olśniewać. I może właśnie dzięki temu zostawia po sobie bardzo dobre wspomnienie. Trochę jak mały włoski klub, który nie musi być wielki, żeby mieć swój charakter.

1 godzina temu














